Logo Przewdonik Katolicki

Życie z kamerą

Grażyna Koczorowska
Fot.

W latach sześćdziesiątych XX w. ukazała się książka Jerzego Topolskiego "Dzieje Gniezna". Bogumił Bielecki, gnieźnianin, postanowił dopisywać kolejne strony monografii w formie kroniki filmowej. W ten sposób powstał ogromny zbiór taśm, na których są zarejestrowane wszystkie ważniejsze wydarzenia z życia Gniezna od roku 1969 do dziś. - Prymasowi Tysiąclecia, kardynałowi Stefanowi...

W latach sześćdziesiątych XX w. ukazała się książka Jerzego Topolskiego "Dzieje Gniezna". Bogumił Bielecki, gnieźnianin, postanowił dopisywać kolejne strony monografii w formie kroniki filmowej. W ten sposób powstał ogromny zbiór taśm, na których są zarejestrowane wszystkie ważniejsze wydarzenia z życia Gniezna od roku 1969 do dziś. - Prymasowi Tysiąclecia, kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu zawdzięczam to, że przez tyle lat wytrwałem przy filmowaniu. To on mnie zachęcał, bym kontynuował tę pasję - mówi Bogumił Bielecki.
Z taką pasją trzeba się urodzić - nie ma wątpliwości żona pana Bogumiła i jego czterej synowie. Bohater pamięta, że już w pierwszej klasie szkoły podstawowej skonstruował rzutnik złożony z latarki i kartonika. Wyświetlał na ścianie obrazki zwierząt narysowanych atramentem na celofanie. Gdy był nieco starszy, zapisał się do kółka fotograficznego i robił zdjęcia polskim aparatem - lustrzanką. Cały czas myślałem jednak o obrazie ruchomym, o kamerze - przyznaje pan Bogumił. Nabył kilka fachowych książek i uczył się filmowania. Dopiero w roku 1969 udało mu się kupić (za pożyczkę z kasy zapomogowo-pożyczkowej) radziecką kamerę, ośmiomilimetrową, z napędem sprężynowym. Tak się zaczęła wielka przygoda z kamerą. Pan Bogumił wszystkie "wolne" pieniądze przeznaczał na zakup filmów. Szczególnie trudno osiągalne i drogie były kolorowe filmy, które trzeba było wywoływać w Bydgoszczy lub Warszawie. Na wywołanie czekało się miesiąc.
W cieniu katedry
Nadszedł rok 1979 - pierwsza wizyta Ojca Świętego Jana Pawła II w Polsce. Pan Bogumił starał się o filmy w kilku miastach, żeby zgromadzić dostateczną ilość. I udało się. Powstał 20-minutowy film, który stał się bestsellerem. Był potem wyświetlany w kilku miastach. Gnieźnieński dokumentalista stwierdził, że doping do tego, żeby filmować wszystkie wydarzenia stanowiła chęć uwiecznienia zachodzących zmian i pokazania ich w przyszłości swoim dzieciom, żeby lepiej poznały i pokochały to miasto, które jest dla niego najdroższe. Z wielu swoich filmów zmontował kronikę, którą zatytułował "Dzieje Gniezna 1969-1989". W tym czasie bardzo wiele się działo - przypomina sobie pan Bogumił. - Mieszkałem w cieniu katedry, przy ulicy Łaskiego. Widziałem wszystkie fazy jej odbudowy i postanowiłem je uwiecznić - mówi Bogumił Bielecki. - Zacząłem od sfilmowania opuszczania pękniętego dzwonu z wieży katedry. Ten film obejrzał ksiądz Prymas Stefan Wyszyński i to on wówczas zachęcił mnie, żebym kontynuował filmowanie. Potem uwieczniłem montaż organów, konfesji, tumby, nowego ołtarza, a także prace archeologiczne w katedrze i jej otoczeniu, konserwację Drzwi Gnieźnieńskich i wykonanie ich odlewu oraz prace konserwatorskie w kaplicach.
W Roku Prymasa Tysiąclecia
Bogumił Bielecki sfilmował wszystkie odpusty świętowojciechowe, obchody rocznic milenijnych, najważniejsze sympozja w seminarium duchownym. Jako mieszkaniec Winiar, od początku rejestrował budowę kościoła pw. bł. Radzyma Gaudentego i domu katechetycznego na tym osiedlu. Wcześniej równie szczegółowo dokumentował budowę kościoła pw. Chrystusa Wieczystego Kapłana na osiedlu Grunwaldzkim, a później też renowację kościoła farnego i porządkowanie jego otoczenia. Z okazji obchodów tysiąclecia śmierci świętego Wojciecha pan Bogumił zrealizował film "Śladami świętego Wojciecha". Jest to profesjonalna produkcja z interesująco wykorzystanym motywem Drzwi Gnieźnieńskich. Film pokazuje wszystkie ważniejsze miejsca pobytu patrona Gniezna w Europie. Także na stulecie urodzin Prymasa Tysiąclecia pan Bielecki zmontował film ze swoich archiwalnych dokumentów. Wyróżniony przez Towarzystwo Miłośników Gniezna za dokumentowanie od trzydziestu lat najważniejszych wydarzeń miasta pan Bielecki powiedział, że szczególną radość sprawia mu to uhonorowanie przyznane w roku 2001 ogłoszonym Rokiem Prymasa Tysiąclecia. Kolejny film Bieleckiego, zrealizowany w oparciu o nakręcone wcześniej kroniki filmowe, to "Gniezno w milenium Zjazdu Gnieźnieńskiego". Pomysł realizacji tego filmu zrodził się u pana Bogumiła podczas promocji książki "Gniezno na szlaku milenijnych rocznic" w roku 2003. Stwierdził, że ma na taśmach to wszystko, o czym traktuje książka. Można by więc zmontować materiał i pokazać go gnieźnianom, żeby przypomnieli sobie chwile sprzed trzech lat. Zadanie wcale nie było łatwe. Z kaset obejmujących 60 godzin materiału trzeba było wybrać tylko niektóre ujęcia. Montowanie trzygodzinnego filmu zajęło B. Bieleckiemu kilka nocy. Mógł bowiem pracować dopiero wówczas, gdy domownicy poszli spać i był wolny telewizor i magnetowid. Film był wyświetlany dla mieszkańców Gniezna w Miejskim Ośrodku Kultury. Projekcja była okazją do wspomnień. Pan Bielecki opowiadał o trudnościach, jakie napotykał, filmując główne uroczystości. Żeby dostać się 13 marca 2000 r. na uroczystość z udziałem prezydenta RP w katedrze, musiał wcześniej pisać o zgodę do Aleksandra Kwaśniewskiego. Jak powiedział, rekomendacja Kurii Metropolitalnej pomogła mu w uzyskaniu akredytacji. Był jedynym kamerzystą amatorem pośród profesjonalistów. Był też jedynym operatorem, który znalazł się zaledwie dwa metry od Jana Pawła II, gdy Papież święcił pomnik świętego Wojciecha w Gnieźnie. Pan Bogumił czekał na przyjazd Ojca Świętego osiem godzin, ale trud się opłacił.
Zamiast albumów - filmy
Kolejną produkcją, która przyniosła popularność gnieźnieńskiemu dokumentaliście, był film zrealizowany z okazji czterechsetlecia Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Oryginały wszystkich tych filmów B. Bielecki ofiarował kilku księżom, biskupowi Stanisławowi Gądeckiemu i rektorowi seminarium. "Niech za ten dar otwartego serca opromieni pana miłość Boża" - napisał w podziękowaniu ksiądz rektor Andrzej Kozakowski, zapewniając o modlitwie. Obecnie Bogumił Bielecki podjął się kolejnego trudu - pokazania w filmach wybitnych gnieźnian. Jak stwierdził, jest wiele albumów o Gnieźnie pokazujących architekturę i zabytki pierwszej stolicy Polski, a brakuje portretów osób, które tworzą miasto, nadają mu klimat. Powstał już pierwszy film z cyklu "Gnieźnianie" o panu Leonie Hołodze, uczestniku walk o Monte Cassino. W sierpniu gotowy będzie film o gnieźnianach uczestniczących w powstaniu warszawskim. - W moich zbiorach brakuje tylko filmów z pochodów pierwszomajowych - przyznaje pan Bogumił. - Dziś bardzo żałuję, ale wtedy z przekory nie rejestrowałem tych przymusowych uroczystości. Bogumił Bielecki nie jest absolwentem szkoły filmowej, a mimo to "kręci" filmy jak profesjonalista. Znakomicie kadruje swoje ujęcia. Są w nich często zbliżenia twarzy, które nadają filmom dynamizmu. Dużą wagę B. Bielecki przywiązuje do muzyki. Długo wybiera utwory mające stanowić tło dla filmu. Najczęściej podkład muzyczny stanowią utwory klasyków. Dzięki profesjonalizmowi filmy pana Bogumiła były już wykorzystywane przez Telewizję Polską i innych producentów telewizyjnych, również zagranicznych.
Męska fanaberia
Docenianie wysiłku i uznanie dla pracy amatora daje panu Bogumiłowi satysfakcję. Jego hobby wiąże się też z ryzykiem. I to nie tylko z takim, że może spaść z rusztowania, gdy filmuje renowację wieży kościelnej. W roku 1981 o mało nie stał się ofiarą linczu ze strony strajkującej załogi fabryki guzików. Chciał uwiecznić miasto w czasie fali strajków. Tymczasem pracownicy wzięli go za agenta bezpieki. Na szczęście ktoś go rozpoznał. To zdarzenie i kilka innych, także niemiłych, nie zraziły pana Bogumiła. Nadal można go spotkać w mieście z kamerą pod pachą. Jest to już piąta kamera, bardzo nowoczesna, która spełnia wszystkie oczekiwania operatora. Starego sprzętu jednak się nie pozbył, gdyż przywiązuje się do rzeczy. Mniej przychylnie na to przywiązanie patrzy żona, ponieważ mieszkanie w bloku jest już do granic możliwości wypełnione taśmami i sprzętem. - Żona na moje hobby patrzy po kobiecemu, jak na męską fanaberię - uważa pan Bogumił. - Znów bierzesz swoją kochankę - narzeka, gdy zabieram kamerę. Wiem, że jej to się nie podoba, bo ciągle ją zostawiam samą, podczas różnych uroczystości i na wycieczkach, żeby filmować. Natomiast synowie cieszą się, że mają kolejne filmy do oglądania.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki