Logo Przewdonik Katolicki

Ewangelia lustrem życia

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

Rozmowa z siostrą Małgorzatą Chmielewską, przełożoną Wspólnoty "Chleb Życia" Jest Siostra darem dla wielu ludzi, których społeczeństwo, delikatnie mówiąc, odtrąciło na bok i najchętniej zapomniałoby o ich istnieniu. Siostry serce jest otwarte dla alkoholików, prostytutek, narkomanów, bezdomnych a nawet zarażonych wirusem HIV. Za co ich tak bardzo Siostra kocha? - Ja staram...

Rozmowa z siostrą Małgorzatą Chmielewską, przełożoną Wspólnoty "Chleb Życia"


Jest Siostra darem dla wielu ludzi, których społeczeństwo, delikatnie mówiąc, odtrąciło na bok i najchętniej zapomniałoby o ich istnieniu. Siostry serce jest otwarte dla alkoholików, prostytutek, narkomanów, bezdomnych a nawet zarażonych wirusem HIV. Za co ich tak bardzo Siostra kocha?

- Ja staram się kochać ludzi nie "za coś", ale dlatego, że w każdym człowieku żyje Chrystus. W człowieku poniżonym poniżony jest sam Chrystus. To boli.

W swoich rozmowach używa Siostra twardych słów: że zagubiliśmy misję w Kościele, bo kontakt z ludźmi ubogimi traktuje się jako najgorsze zajęcie, że ubodzy materialnie, moralnie i duchowo nie potrafią zobaczyć w Kościele miłosierdzia Chrystusa, gdyż jest ono za mało pokazywane i że od Kościoła jako instytucji nie otrzymuje Siostra - dosłownie nic. Czy rzeczywiście jest tak źle w naszym Kościele ze zrozumieniem potrzeb ludzi bezdomnych i ubogich?

- Rzeczywiście, w wielu wypadkach kontakt z ludźmi ubogimi traktuje się jako najgorsze zajęcie. O ile kontakt może być zajęciem. Myślę, że brakuje nam jako wspólnocie Kościoła refleksji nad chrześcijańskim stylem życia w każdej dziedzinie: życia rodzinnego, parafialnego, kapłańskiego, zakonnego. Kościół dla mnie nie jest instytucją, lecz wspólnotą, która ma swoją strukturę. Czy styl życia tej wspólnoty świadczy o wyznawanych wartościach? Na szczęście w wielu miejscach tak. Ale w wielu z pewnością nie. Chrystus wskazuje, że w sercu tej wspólnoty jest najsłabszy - ubogi w różny sposób, dziecko. Ubogie są całe narody, a ogromne rzesze ludzi spychane są na margines konsumpcyjnego, zamożnego społeczeństwa. Czy godzimy się stać po ich stronie, dzielić ich los i razem z nimi przemieniać świat tak, aby znaleźli w nim swoje miejsce? To wymaga rezygnacji z "bogatych" środków, z mierzenia wartości człowieka jego wydajnością, wymaga pracy z tym człowiekiem, żeby uwierzył, że i on może być potrzebny i godnie żyć. Wymaga od nas po prostu ubóstwa, ale ubóstwa twórczego. Zrobić coś dla biedaka jeszcze potrafimy. Zrobić coś razem z nim - to o wiele trudniej. Kościół zaakceptował nasz wybór stylu życia poprzez aprobatę dla naszej reguły życia. Podobnie jak w stosunku do wszystkich wiernych, ma On obowiązek czuwać nad tym, abyśmy nie zboczyli z drogi i wskazywać nam drogę do Chrystusa. I tutaj uważam, że otrzymujemy, przynajmniej obecnie, stosowną pomoc. Nie twierdziłam nigdy, że od Kościoła nie dostajemy nic. Nie oczekujemy pomocy materialnej z tej strony, ponieważ instytucja Kościoła sama w sobie nie ma pieniędzy. Wszystko, co robimy, robimy dzięki setkom ludzi dobrej woli, którzy dzielą się dobrami materialnymi, bardzo często w imię Chrystusa. Są wśród nich również księża. Pytanie, czy ubodzy mogą dostrzec w Kościele miłosierdzie Chrystusa. To zależy od każdego z nas. Ubogi przychodzi nie do instytucji, ale do człowieka. Ubogi nie poszukuje instytucji, ale spotkania. Bardzo często chcemy za niego załatwić problem jego ubóstwa. Bo czy nie jest tak, że uwiera nas świadomość biedy i poniżenia naszych bliźnich dlatego, że nie pozwala nam w spokoju żyć w dostatku? Więc albo zamykamy na ową biedę oczy albo zamykamy biedaków w instytucjach w rodzaju domów starców czy zakładów dla upośledzonych, zapewniając im minimum egzystencji. Jean Vanier, tworząc swoje wspólnoty Arki, pokazał miejsce osoby upośledzonej we wspólnocie chrześcijańskiej. Czy staramy się na każdym poziomie naszego życia otworzyć się na słabszego? Czy w wychowaniu młodzieży zwracamy uwagę na stosunek do najsłabszych? Czy w naszych domach rodzinnych, parafialnych i zakonnych jest miejsce dla ubogiego? Czy przypominamy rządzącym o najsłabszych? Powtarzam - tu nie chodzi o akcje przed Bożym Narodzeniem. To kwestia stylu życia. Całego życia. To wielki wysiłek, bo wymaga pójścia pod prąd tego świata.

Twierdzi Siostra, że odpowiednie spojrzenie na ubogiego może sprawić, że życie nabiera nowego wymiaru. Jakiego?

- Stawia nas w prawdzie wobec własnego ubóstwa. A prawda przynosi wolność.

Jesteśmy bardzo zapatrzeni w siebie, zagonieni w zdobywaniu dóbr materialnych udajemy, że nie widzimy łez, biedy, choroby i starości. Czy w takim razie możemy się uważać za uczniów Chrystusa?

- Nie mnie jest sądzić, kto jest uczniem Chrystusa. Mamy lustro, w którym możemy się ustawicznie przeglądać. Jest nim Ewangelia.

Jakiej charyzmy potrzebuje osoba, która kieruje wspólnotą opiekującą się ludźmi często zdemoralizowanymi do szpiku kości?

- Poczucia humoru. Wspólnota nie opiekuje się ludźmi. My po prostu żyjemy z ludźmi, którzy z różnych powodów znaleźli się na marginesie społeczeństwa, co wcale nie oznacza, że są bardziej zdemoralizowani niż ludzie z pierwszych stron gazet.

Powtarza się, że ktoś kiedyś powiedział o Siostrze, iż jest szalona dla Boga.

- Nikt mi tego na szczęście nie mówił, bo to nie jest prawda. W moim życiu nie ma szaleństwa. Jestem okrutnie racjonalna i dlatego żyję sobie, jak żyję, bo rozum mi podpowiada (przynajmniej na dzień dzisiejszy), że jest to... najłatwiejszy sposób na życie, skoro już się na świat wychynęło. Cierpienia i wysiłku nie da się na tym świecie uniknąć, więc trzeba znaleźć taką drogę, żeby chociaż owo cierpienie i wysiłek miały sens i sprawiały radość. Jak już nie może być lepiej, to niech przynajmniej będzie weselej - tak mówią moi bracia, którzy żyją z ludźmi chorymi i umierającymi. I rzeczywiście w tym domu jest... najweselej. Ale często można zrobić tak, żeby było i lepiej, i weselej, więc dlaczego z tego rezygnować? Mnie się sprawdza Ewangelia i propozycja Chrystusa, więc tego staram się trzymać.

Rozmawiała

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki