Logo Przewdonik Katolicki

Kościół ma problem

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

Rozmowa z księdzem dr. Szymonem Stułkowskim, adiunktem w zakładzie Teologii Pastoralnej na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu Niedawno w Polsce przebywał ksiądz Guy Gilbert, który jednych szokuje, a innych inspiruje do działania. Jedno jest pewne, wychodzi z Chrystusem na ulice do ludzi, których wszyscy odtrącają. Czy współczesny Kościół, żyjący w czasach coraz gorszej deprawacji,...

Rozmowa z księdzem dr. Szymonem Stułkowskim, adiunktem w zakładzie Teologii Pastoralnej na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu


Niedawno w Polsce przebywał ksiądz Guy Gilbert, który jednych szokuje, a innych inspiruje do działania. Jedno jest pewne, wychodzi z Chrystusem na ulice do ludzi, których wszyscy odtrącają. Czy współczesny Kościół, żyjący w czasach coraz gorszej deprawacji, nie powinien właśnie kierować swoich kapłanów do tych najczarniejszych owieczek?

- Kościół jak najbardziej powinien troszczyć się o ludzi, którzy zbłądzili i znaleźli się na marginesie życia społecznego, ponieważ zdecydowanie głosi, że to właśnie człowiek jest Jego drogą. Z drugiej strony, Kościół nie może zaprzestać troski o tzw. poprawnych katolików, gdyż nie można zająć się tylko ludźmi, którzy pobłądzili, a w ogóle nie troszczyć się i umacniać tych, którzy starają się trwać na drodze Ewangelii. Myślę, że dobrze formując tę grupę wiernych, wspieramy rodziny budowane na mocnym fundamencie, daje to nadzieję, że stworzą one zdrowe społeczeństwo, co w ostatecznym rozrachunku spowoduje, że tych "czarnych owiec" będzie dużo mniej. W polskim Kościele jest wiele osób, które zajmują się zaniedbanymi i najtrudniejszymi środowiskami, robią to na miarę swoich możliwości wspierani przez biskupów, instytucje kościelne, przez Caritas, która prowadzi wiele ośrodków resocjalizacyjnych. W tych miejscach podejmowana jest próba pomocy zdeprawowanemu, czy zagubionemu człowiekowi. Jest to praca w duchu Jezusowej pedagogiki, gdzie jest miejsce na modlitwę, wspólne życie, pracę, sakrament pokuty oraz specjalistyczną terapię.

Jednak w dalszym ciągu kapłani, którzy zajmują się tymi trudnymi problemami, najczęściej sami czują się jak czarne owce, którym zamiast pomagać, raczej utrudnia się życie.

- Niestety, czasem tak bywa. Być może jest to związane z tym, że ci kapłani wybierają bardziej radykalną drogę Ewangelii, i są swego rodzaju wyrzutem sumienia dla tych, którzy tak nie żyją. Myślę, że dużym sukcesem będzie fakt, że zaakceptujemy ich styl życia i pracy oraz, że nie będziemy przylepiać im "łatek" w stylu - to dziwak czy oszołom, tylko będziemy im pomagać przez modlitwę, pomoc duszpasterską, także poprzez wsparcie finansowe oraz wytwarzanie dobrej atmosfery wokół nich i dzieła, które podejmują. Jestem też przekonany, że do tego typu pracy potrzebni są ludzie z bardzo konkretnym charyzmatem.

Takich ludzi na pewno będzie potrzebnych coraz więcej. Czy w takim razie już podczas studiów teologicznych oraz formacji w Seminarium Duchownym nie powinno się przyszłych kapłanów solidnie, a przede wszystkim praktycznie przygotowywać do podjęcia takich trudnych wyzwań?

- Te tematy są oczywiście poruszane nie tylko w sposób teoretyczny, ale kandydaci do kapłaństwa mają możliwość spotkania się i porozmawiania z kapłanami, którzy podejmują się tego najtrudniejszego duszpasterstwa. Ważne jest również, aby przyszli kapłani wiedzieli, do kogo mogą się zwrócić, jeśli w swojej pracy spotkają się z trudnymi środowiskami, od kogo uzyskają pomoc i potrzebne im informacje. Przez sześć lat formacji do kapłaństwa seminarzyści spotykają się z ludźmi, którzy w ramach pracy duszpasterskiej podejmują się różnej posługi. Poza tym okres wakacyjny sprzyja temu, aby klerycy podejmowali różnego rodzaju praktyki duszpasterskie i na miarę swoich zainteresowań oraz oczekiwań mogli wybierać przeróżne formy takiej pracy, które rozwijałyby ich talenty i umiejętności, czy też uczyły ich rzeczy nowych, nieznanych. Poza praktykami, pozostają jeszcze spotkania teoretyczne, które jednak bardziej przypominają "naukę pływania w basenie bez wody". Jak bowiem się okazuje, życie, w które młodzi kapłani wchodzą, często bardzo boleśnie koryguje wszelkie braki w przygotowaniu do niego.

Innym trudnym wyzwaniem dla Kościoła jest prostytucja, w którą zaangażowanych jest coraz więcej osób. Ze swoją pomocą wyszła na ulice Katowic siostra Anna, ale w innych miastach kobiety, które najczęściej zmuszane są do prostytucji, nie mogą liczyć na takie profesjonalne wsparcie.

- Ten problem społeczny w naszym kraju już od wielu lat jest wyraźnym znakiem czasu, niestety, kiepsko odczytywanym przez Kościół. Trzeba nam mocno uderzyć się w pierś i powiedzieć, że zbyt mało robimy, ażeby tym osobom pomóc, żeby zmieniać ich sytuację. Niewiele czynimy, aby wychodzić z jakąś konkretną ofertą do tych osób, które nierzadko są przymuszane do prostytucji. Mamy tu do czynienia z działalnością przestępczą, często wręcz mafijną. Trzeba powiedzieć wprost, że działania Kościoła są niewystarczające, nie są na miarę potrzeb. Niestety, podobnie jest w innych krajach, wszędzie są to działania niewystarczające, bo problem narasta. Być może jest to wyraz bezradności Kościoła i brak gotowości otwarcia się na współpracę z innymi środowiskami i instytucjami, takimi jak policja, prokuratura, sąd... Kościół samotnie niewiele tutaj zdziała. Nie zwalnia nas to z odpowiedzialności za los tych ludzi. Z naszą ofertą duszpasterską powinniśmy wychodzić najpierw do tych osób, które oczekują takiej pomocy. Niestety, w tym trudnym temacie Kościół w dalszym ciągu nie odrobił i nie odrabia swego zadania domowego.

Kolejnym trudnym tematem jest homoseksualizm. Ostatnie wydarzenia w Krakowie jakby uwypukliły i przypomniały o istniejącym wstydliwym problemie. Teraz wiele osób zastanawia się, czy jako wierzący powinni piętnować homoseksualizm?

- Kościół nie jest od potępiania ludzi, ale realizując misję Jezusa Chrystusa, powinien miłować człowieka i głosić mu Ewangelię miłości, która wyzwala ze zła. Warto zaznaczyć, że nie wszyscy ludzie, którzy odkrywają w sobie orientację homoseksualną, chcą iść za tym głosem i nie wszyscy chcą tak żyć. Kościół wyraźnie w swoim nauczaniu mówi, że trzeba tym ludziom pomóc. Problem rodzi się wówczas, gdy ludzie o takiej orientacji podejmują czyny homoseksualne i chcą w taki sposób żyć, twierdząc, że jest to dar natury, któremu nie chcą się przeciwstawiać. W takiej postawie Kościół widzi nieład moralny i zaprasza te osoby do pracy nad sobą. Działania łaski Bożej, kierownictwo duchowe, pomoc psychologiczna pomagają im kształtować swą osobowość i trwać w czystości lub iść w kierunku zmiany tej orientacji, co, jak wiemy, jest możliwe. Na pewno jest to temat bardzo aktualny, który przez duszpasterstwo Kościoła w Polsce został zbyt późno zauważony. Już kilka lat temu można było przypuszczać, że tego rodzaju promocja środowisk gejowskich i lesbijskich, jak to miało miejsce w Krakowie, będzie organizowana w naszym kraju. Jesteśmy spóźnieni, ale są pewne jaskółki nadziei, które pokazują, że mamy pewną ofertę pomocy dla tych osób. W Archidiecezjalnej Poradni Rodzinnej w Poznaniu mamy dyżur psychologa, który służy konsultacjami dla osób orientacji homoseksualnej oraz ich rodzinom. Mamy też lubelską grupę wsparcia i terapii "Odwaga", która jest formą posługi duszpasterskiej Ruchu Światło-Życie. Grupa "Odwaga" organizuje systematycznie sympozja pastoralne, na temat homoseksualizmu jako problemu pastoralnego w Kościele, i zaprasza na te spotkania doświadczonych terapeutów z całego świata. Do dyspozycji mamy coraz więcej dobrej literatury polskojęzycznej, w tym także świadectwo, autobiografię byłego homoseksualisty Richarda Cohena pt. "Wyjść na prostą". Wielkim znakiem nadziei jest fakt, że ks. biskup Stanisław Stefanek, odpowiedzialny za Duszpasterstwo Rodzin w Polsce nie tak dawno zaprosił autora tej książki do naszego kraju po to, by mógł spotkać się między innymi z naszymi parlamentarzystami. Powoli zaczynamy zauważać problem, przestajemy się go bać i szukamy skutecznych sposobów posługiwania osobom o orientacji homoseksualnej. Marzy mi się, by każda diecezja w Polsce miała w ramach specjalistycznej poradni rodzinnej dyżur psychologa, który służyłby pomocą osobom z tym problemem chcącym podjąć niełatwą drogę pracy nad sobą. Brakuje nam chrześcijańskich psychologów, którzy chcieliby i potrafiliby się zająć problemem homoseksualizmu. Dlatego trzeba koniecznie wspierać tych, którzy już to czynią i przygotowywać do pracy nowe kadry. Nade wszystko należałoby bardzo dobrze przygotować do tego problemu przyszłych kapłanów, by nie musieli przeżywać takiej sytuacji, jakiej ja doświadczyłem wiele lat temu na początku mego kapłaństwa, gdy w konfesjonale spotkałem się z tym problemem i nie bardzo wiedziałem, jak mogę pomóc. Musimy mieć świadomość, że tego rodzaju zjawiska są i będą bardzo sprytnie propagowane przez liczne media. Młodzi ludzie bardzo szybko i niekiedy bezkrytycznie wchłaniają te treści, o czym często wspominają wychowawcy młodzieży.

Czy to prawda, że nie powinno tworzyć się odrębnych duszpasterstw dla osób z orientacją homoseksualną?

- Tak, to prawda. Uczymy się tego od Kościołów w Europie Zachodniej, które próbowały to robić, a dziś od takiej formy pracy duszpasterskiej odchodzą. Tego rodzaju grupy to jakby "getta", które stwarzają niebezpieczeństwo, że ludzie ci obracaliby się tylko w swoim środowisku. Doświadczenie wskazuje, że należy im pomóc poprzez odnalezienie się w normalnym środowisku duszpasterskim tak, by mogli integrować się ze społeczeństwem oraz z ludźmi, którzy żyją Ewangelią. Jest to oczywiście oferta dla tych osób, które odkrywają ten problem u siebie i szukają pomocy.

Kolejnym narastającym problemem jest molestowanie seksualne dzieci i nieletnich. Jaką ofertę pomocy ma dla nich Kościół?

- Jest to problem związany z przemocą w rodzinie, a to jest już bardzo szeroki temat. Często ludzie, którzy przeszli przez to bolesne doświadczenie, nie chcą o tym mówić, nierzadko brak u nich gotowości szukania pomocy. Jednak coraz częściej odkrywamy, że nasze społeczeństwo chce o tym mówić, chce, aby rzecz nazywać po imieniu, a winowajców karać i poddawać terapii. Kościół jest bardzo ostrożny w tej kwestii, ponieważ znane są także bolesne doświadczenia pokazujące nadużycia w tym względzie. Jeśli dziecku daje się prawne możliwości oskarżania swoich rodziców, to niestety zdarzają się także przypadki fałszywych oskarżeń, co kończy się często rodzinną tragedią. Oczywiście grzechem byłoby zamykanie oczu na przemoc w rodzinie, na molestowanie dzieci. Potrzebny jest w tej kwestii cały zespół osób niosących pomoc ofiarom tego typu przemocy, potrzebna jest oczywiście również pomoc duszpasterska, która dawałaby dziecku gwarancję bezpieczeństwa, doświadczenie bycia we wspólnocie, która stawałaby się dla dziecka drugą rodziną. W tej rodzinie "zastępczej" znalazłaby także wsparcie matka dziecka, która także najczęściej jest ofiarą oraz te osoby, które na co dzień w swoich rodzinach stykają się z sytuacjami patologicznymi. W Archidiecezjalnej Poradni Rodzinnej w Poznaniu posiadamy szeroką ofertę pomocy psychologicznej, prawnej, seksuologicznej i duszpasterskiej. Warto, by to poradnictwo przekształciło się także w dalszą pomoc terapeutyczną.

Rozwój techniki przyniósł Kościołowi kolejny problem, jakim jest Internet i znajdujące się w nim treści pornograficzne oraz wirtualny seks, od których uzależnionych jest coraz więcej osób. Jakie rozwiązanie widzisz w tej sprawie?

- W Internecie można też znaleźć bardzo wiele wartościowych portali, można przy ich pomocy modlić się, czytać Słowo Boże, znaleźć wiele ciekawych i wartościowych treści. Niestety, jest również w Internecie wiele śmieci, w tym pornografii. Kościół bardzo szybko zauważył, że Internet może być takim środkiem komunikacji, który warto pozytywnie wykorzystać do głoszenia Dobrej Nowiny, do katechizacji i do poruszania różnych trudnych tematów. Z drugiej strony, widzimy bezradność całego świata wobec zawartego w tym środku komunikacji zła. W przypadku nieładu moralnego i grzechu proponuje Kościół sprawdzone metody: sakrament pokuty i kierownictwo duchowe. Jest to jednak oferta dla osób, które stawiają sobie wymagania. W sytuacji, kiedy człowiek staje się uzależniony od treści i zachowań pornograficzno-seksualnych, potrzebna jest pomoc specjalistów, podobnie jak w przypadku innych uzależnień. Myślę, że Kościół powinien jak najszybciej włączyć się w niesienie kompleksowej pomocy tym osobom. Są już w Polsce grupy anonimowych seksoholików czy erotomanów, które proponują pomoc podobną, jak grupy anonimowych alkoholików.

Rozmawiała

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki