Logo Przewdonik Katolicki

Człowiek ucho

Ks. Szymon Stułkowski
Fot.

W sercu starego miasta w Norymberdze znajduje się pochodzący z XIII wieku kościół pw. Św. Wawrzyńca, który dwoma strzelistymi wieżami wskazuje na niebo, tak jakby chciał przypominać przechodniom o celu i sensie ludzkiej egzystencji, o spełnieniu swego życia w Bogu. Świątynia niegdyś katolicka, od 1525 r. służy wspólnocie protestanckiej, która stanowi obecnie ok. 38,8 procent mieszkańców...

W sercu starego miasta w Norymberdze znajduje się pochodzący z XIII wieku kościół pw. Św. Wawrzyńca, który dwoma strzelistymi wieżami wskazuje na niebo, tak jakby chciał przypominać przechodniom o celu i sensie ludzkiej egzystencji, o spełnieniu swego życia w Bogu. Świątynia niegdyś katolicka, od 1525 r. służy wspólnocie protestanckiej, która stanowi obecnie ok. 38,8 procent mieszkańców tego uroczego miasta. Pośrodku prezbiterium kościoła wisi zadziwiająca swą pięknością rzeźba dłuta Wita Stwosza (1447-1533), która od chwili powstania uchodzi za najświetniejsze dzieło mistrza w tym mieście. Żyjący w Norymberdze prawie siedemdziesięcioletni malarz i rzeźbiarz otrzymał od burmistrza miasta Antona Tuchera w 1517 r. zlecenie wykonania świecznika maryjnego dla kościoła pw. Św. Wawrzyńca. Mistrzowi zależało na przyjęciu tego zlecenia, ponieważ jego dobre imię zostało nadszarpnięte z powodu przykrej historii, która miała miejsce na przełomie XV i XVI wieku.

Perypetie mistrza


W 1500 roku artysta powierzył kupcowi Jakubowi Bonerowi 1000 florenów na spekulację, która przysporzyła rzeźbiarzowi 300 florenów zysku. Rozochocony zyskiem, za radą Bonera zainwestował sporą część pieniędzy w handel suknem. Trafił jednak na nieuczciwego handlarza, który ze zdobytym zyskiem zbiegł z Norymbergi. Jak okazało się później, był on uwikłany w kontakty z Bonerem, który zyskał na tym oszustwie. Wit Stwosz, zorientowawszy się w sytuacji, postanowił pieniądze odzyskać, i w tym celu sfałszował jego podpis i pieczęć na odpowiednio przygotowanym wekslu na 1221 florenów, który przedstawił sądowi do egzekucji. Podróbka wykonana była w mistrzowski sposób, tak, że nawet Boner nie potrafił znaleźć żadnej skazy w charakterze pisma i rysunku pieczęci. Znalazł ją jednak w samym istnieniu weksla, którego nie wystawił. Rzeźbiarz tłumaczył się potem przed sądem, że pewien zmarły już franciszkanin poradził mu takie rozwiązanie, zapewniając, że nie obciąży się żadnym grzechem. Prawo wekslowe było bardzo surowe; za takie fałszerstwo groziła wówczas kara śmierci. Zaufanie do weksli było podstawą obrotu handlowego pomiędzy ówczesnymi miastami. Mistrz trafił na krótki czas do więzienia. Przetrzymywany był w lochach norymberskiego ratusza, gdzie kat miejski wykonał na nim wyrok - przypalenie obu policzków na trwały znak hańby. Heinrich Deichsler w swej Kronice napisał: "nigdy jeszcze nie przypalano nikogo tak łagodnie". Powstałe rany zaleczono na koszt miasta tak, że nie pozostały na policzkach żadne trwałe ślady. Artysta wyszedł na wolność, zabroniono mu jednak opuszczać miasto przez całe życie. W oczach szerokiej opinii miasta rzeźbiarz utrwalił się niesłusznie jako groźny przestępca i wielokrotny fałszerz.

Nowa szansa


Mistrz podjął zlecenie i pracował nad nim przez około półtora roku. 17 lipca 1518 r. dzieło zawisło na miejscu swego przeznaczenia. Burmistrz zamówił wielki świecznik maryjny, w którego centrum znajdować się miała scena Zwiastowania Pańskiego. Pomysł zrealizowania tego zlecenia w dwóch odrębnych dziełach - w scenie Pozdrowienia Anielskiego i w świeczniku - należał już do Wita Stwosza, który polecił kowalowi Jakubowi Pullmanowi wykuć z żelaza zaprojektowany przez mistrza wiszący świecznik na 55 świec. I tak tworzą oba dzieła jedną kompozycję, układając się w ciekawą całość.

Pozdrowienie anielskie


Wit Stwosz utrwalił w swoim dziele moment z historii zbawienia, w którym Syn Boży Jezus Chrystus stał się człowiekiem (Łk 1, 26-38). Scena została przedstawiona w formie rzeźbionego w drewnie wieńca wysokości 3,72 m, szerokości 3,20 m, składającego się z 50 pozłacanych róż, połączonych medalionami przedstawiającymi Siedem Radości Maryi. Kompozycja wyraźnie przypomina różaniec. W centrum wieńca umieścił mistrz figury Maryi i Archanioła Gabriela o wysokości 2,18 m. Przyzwyczailiśmy się do umieszczania sceny zwiastowania w przestrzeni jakiejś sali, w której przebywa Maryja. Wit Stwosz zawiesił tę scenę w przestrzeni - obie postaci niesione są na skrzydłach służebnego anioła, który unosi się u ich stóp. Gabriel trzyma w ręku berło, wokół którego owinięty jest pas, zawierający tekst pozdrowienia anielskiego. Maryja przedstawiona jest w bardzo ciekawy sposób. Z jednej strony przestraszona wypuszcza księgę z ręki, a z drugiej fruwające postaci aniołów układają z jej płaszcza jakby stylizowane ucho. Maryja zasłuchana całkowicie w Bożą wolę staje się cała jakby uchem, gotowa chłonąć i realizować plan Stwórcy. W najniższym punkcie dzieła umieścił Stwosz rajskiego węża, wskazując tym samym miejsce szatana, który zostanie pokonany przez poczętego w ciele Maryi Zbawiciela świata. Ponad sceną zwiastowania króluje błogosławiący Bóg Ojciec. Centralne postaci wykonane mistrzowskim dłutem sprawiają wrażenie wielkiej lekkości, jakby zostały namalowane, a nie wyrzeźbione. Warto spojrzeć na dzieło także od tyłu, by dostrzec wśród wielu detali także przepiękne złote loki spadające na plecy Najświętszej Dziewicy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki