Logo Przewdonik Katolicki

Znowu sekta

ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TCHR
Fot.

Poprzednio, pisząc o sektach przytoczyłem fragment definicji tej grupy. Jej początek brzmiał - "instytucja totalnie podporządkowana przywódcy i głoszonej ideologii. Obiecuje realizację uproszczonych celów w uproszczony sposób". Przywołuję te słowa wobec żenującej, moim zdaniem, sprawy tzw. konfliktu Jerzego Owsiaka z "Przystankiem Jezus" i próby mediacji tego konfliktu. Na wstępie...

Poprzednio, pisząc o sektach przytoczyłem fragment definicji tej grupy. Jej początek brzmiał - "instytucja totalnie podporządkowana przywódcy i głoszonej ideologii. Obiecuje realizację uproszczonych celów w uproszczony sposób".
Przywołuję te słowa wobec żenującej, moim zdaniem, sprawy tzw. konfliktu Jerzego Owsiaka z "Przystankiem Jezus" i próby mediacji tego konfliktu.
Na wstępie dwa zastrzeżenia. Uznaję sukcesy p. Owsiaka w zakresie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jednocześnie stoję na straży przekonania, że odnieść sukces, to nie znaczy tyle samo, co zrealizować dobro. Drugie zastrzeżenie jest takie - uważałem "Przystanek Woodstock" za jedną z najbardziej demoralizujących imprez w ostatnich latach.
W tym kontekście nie mam w sobie cienia zdziwienia, że wielki Jałmużnik odrzuca kategorycznie obecność Kościoła na polach polskiego Woodstocku. Zło i dobro nie mogą istnieć w symbiozie.
Pisze p. Owsiak w rozmowie mediacyjnej na łamach "Tygodnika Powszechnego": "... nasza filozofia jest prosta: miłość, przyjaźń, muzyka. Mówię ludziom: kochajcie się nawzajem, miejcie marzenia, miejcie jakiś dekalog, najbardziej podstawowy, który nie krzywdzi drugiego człowieka. (...) Ci, którzy przyjeżdżają, akceptują regulamin, który dotyczy butelek, narkotyków czy przemocy, sprzątania po sobie i niewyrywania kranów. To jest nasz dom, a w domu panują zasady, które sami określamy: nie zaglądaj mi do szafy, bo tego nie lubię".
Po pierwsze słowa takie jak: "miłość, przyjaźń i muzyka" nie muszą znaczyć tego, co pozornie te pojęcia kryją. Chyba że miłość to seks, przyjaźń to równy pochlaj lub bycie na haju, a muzyka to dewastacja nawet głuchego ucha! Cóż, prostytutka też uprawia miłość, a niektórzy "muzycy" grają na swojej fizjologii, z wymiernym efektem na scenie...
Natomiast nie bardzo rozumiem zasadę nie zaglądania do szafy w domu p. Owsiaka na Woodstocku. Rzecz w tym, że to dom otwarty, jak dom publiczny, szaf tam raczej nie ma, a biesiada toczy się przy piwie lub narkotykach. Oczywiście mawia p. Owsiak: "Mówię: nie pijcie za dużo piwa". Problem w tym, że w sekcie, którą stworzył, nie jest jeszcze takim guru, którego we wszystkim się słucha, albo też tak, jak guru nie mówi tego, o co mu chodzi.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki