Propagowane na Przystanku Woodstock hasło „Róbta, co chceta” brzmi dla młodzieży bardzo atrakcyjnie, wręcz uwodzicielsko. Problem w tym, że zasada nieograniczonej wolności sprowadza się właściwie do sfery obyczajowej. Bo w sensie ideowym i politycznym coroczne imprezy Jerzego Owsiaka mają ściśle wytyczone ramy. Tu już nie obowiązuje hasło „Myślta, co chceta”?
Organizatorzy festiwalu muzycznego, który co roku odbywa się w Kostrzynie n. Odrą, przekonują wprawdzie, że młodym uczestnikom nikt nie sugeruje, a tym bardziej nie narzuca, co mają myśleć „politycznie” i z jakimi ideologiami sympatyzować, ale łatwo da się wykazać, że jest zgoła inaczej. Najpierw wypada jednak przypomnieć podstawowe fakty dotyczące Przystanku Woodstock, a także wyjaśnić pochodzenie wspomnianego hasła „Róbta, co chceta”, bo także wokół tej kwestii istnieją kontrowersje.
Dlaczego Woodstock
Obco brzmiąca nazwa nadodrzańskiej imprezy to nawiązanie do wielkiego festiwalu Woodstock, który w sierpniu 1969 r. odbył się na farmie w Bethel k. Nowego Jorku pod hasłem: „Peace, Love and Happiness” (Pokój, Miłość i Szczęście). Uczestniczyło w nim ponad pół miliona młodych ludzi, dla których zagrało kilkadziesiąt najpopularniejszych wówczas zespołów rockowych. Festiwal stał się wręcz ikoną ruchu hippisów i stanowi dziś symbol kultury pokolenia „dzieci kwiatów”, a także ich obyczajowego „wyzwolenia”, które często oznaczało jednak niewolę narkotyków i seksualnej rozwiązłości.
Jerzy Owsiak często podkreśla, że w młodości należał do grupy hippisów i dzisiejszy Przystanek Woodstock to owoc jego wielkiej fascynacji amerykańskim festiwalem z końca lat 60. Organizatorem imprezy w Kostrzynie n. Odrą jest Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Letnie koncerty w założeniu mają być podziękowaniem dla wolontariuszy za ich pracę podczas styczniowego finału WOŚP. Impreza jest bezpłatna dla widzów, którzy co roku mogą oglądać na dwóch scenach kilkadziesiąt zespołów z Polski i zagranicy. Niektórzy głośno wyrażają obawy, czy ta wielka zabawa nie pochłania funduszy z zimowej kwesty na zakup sprzętu medycznego, ale Jerzy Owsiak i jego współpracownicy stale zapewniają, że Przystanek Woodstock jest opłacany przez sponsorów.
Kwestii finansowych nie da się zweryfikować inaczej, niż zaglądając do dokumentów księgowych, ale już przesłanie ideowe imprezy uchwycić znacznie łatwiej. Zacznijmy od tego, skąd wzięło się nierozerwalnie kojarzone z Przystankiem Woodstock hasło „Róbta, co chceta”.
Skąd hasło „Róbta, co chceta”
Hasło to pochodzi od nazwy programu telewizyjnego „Róbta, co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki”, który Jerzy Owsiak od 1991 r. przez kilka lat prowadził w TVP. Szef WOŚP zapewnia, że w tamtym programie mógł robić, co chciał i tylko tak tłumaczy sens kontrowersyjnego hasła. „Pełny odlot. Dzisiaj wyglądałoby to poczciwie, ale w ówczesnej telewizji było czymś świeżym. I trafialiśmy w estetykę młodych ludzi. Tymczasem «Róbta, co chceta» ze zgrozą powtarzane jest przez krytyków Orkiestry, chociaż ja tego hasła nie używam” – przekonywał w styczniu 2012 r. w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Rozmowa nosiła znamienny tytuł: „Wkurzam, choć wkurzać nie chcę”. Czym zatem Owsiak irytuje wielu Polaków, niezależnie od jego chwalebnej intencji wspomagania służby zdrowia i ratowania chorych? Właśnie tym, że pod pozorami apolityczności na Przystanku Woodstock odbywa się co roku „polityczna robota”, a zasłonę dla niej stanowi wolnościowe zawołanie „Róbta, co chceta”, będące jednak dla wielu przejawem anarchii i moralnego relatywizmu.
Organizatorzy podkreślają, że bardzo ważnym elementem Przystanku Woodstock jest Akademia Sztuk Przepięknych, czyli spotkania młodzieży z „autorytetami”, dziennikarzami, ludźmi telewizji i wielkiego świata. O czym zaproszeni goście rozmawiają z woodstockowiczami? „O wierze, prawdzie, marzeniach, przygodach i arcyciekawych drobnostkach” – informuje na swojej stronie internetowej Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. A zatem można odnieść wrażenie, że toczy się tam otwarta debata publiczna, że spotykają się przedstawiciele wszystkich środowisk politycznych i opcji ideowych, że omawiane i konfrontowane są wszelkie prądy i kierunki światopoglądowe. A tymczasem... Wystarczy przejrzeć listy zapraszanych co roku gości, przeanalizować ich publicznie głoszone poglądy, przypomnieć deklarowane czy wręcz manifestowane przez nich sympatie polityczne, by pozbyć się złudzeń.
Kto jest zaproszony
Znamienne było stanowisko Jerzego Owsiaka, który w 2009 r. tłumaczył dziennikarzom, że nie zaprosiłby na swoją imprezę ówczesnego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego, bo – jak podkreślił – nie należy mieszać festiwalu z polityką. Tymczasem trzy lata później w oficjalnym otwarciu Przystanku Woodstock wziął udział... prezydent Bronisław Komorowski – czynny polityk, noszący przez lata partyjne legitymacje i ściśle związany z konkretną opcją. A skąd w sensie ideowym i światopoglądowym wywodzą się inni goście festiwalu w Kostrzynie n. Odrą? Byli tam politycy i wysocy urzędnicy: Lech Wałęsa, Jerzy Buzek, Leszek Balcerowicz, Marek Belka, aktorzy: Jan Nowicki, Andrzej Grabowski, Marek Kondrat, Bohdan Łazuka, twórcy: Andrzej Wajda, Manuela Gretkowska, Janusz Głowacki, Zbigniew Hołdys, dziennikarze i publicyści: Monika Olejnik, Tomasz Lis, Kuba Wojewódzki, Kazimiera Szczuka, Tomasz Raczek, Jacek Żakowski, Tomasz Sekielski, Grzegorz Miecugow... Długo by jeszcze można wymieniać nazwiska, ale niemal wyłącznie będą to reprezentanci jednej, konkretnej strony ideowego sporu w Polsce – lewicowo-liberalnej. Próżno szukać w tym gronie osób (może z wyjątkiem Jana Ołdakowskiego i śp. Janusza Kochanowskiego) o jasno sprecyzowanych zapatrywaniach konserwatywnych, prawicowych, niepodległościowych, narodowych, katolickich. Ba, głośny był nawet otwarty konflikt Jerzego Owsiaka z Kościołem. W 2003 r. twórca festiwalu nie zezwolił bowiem na rozbicie namiotu ewangelizatorów z Przystanku Jezus. Mówił bez ogródek, że „ten namiot emanuje czymś niedobrym” i przekonywał – skądinąd słusznie – że Przystanek Woodstock i Przystanek Jezus to dwie różne filozofie. Tyle tylko, że „tym drugim” radził, aby poszukali sobie miejsca gdzie indziej. Nie miał jednak takiej propozycji dla przedstawicieli kontrowersyjnych grup parareligijnych, na przykład z Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny. Chwalił nawet „krysznowców”, że doskonale prowadzą swoją scenę i pozwalają tanio zjeść.
Kościół na Woodstock
Podkreśla się, że ostatnimi czasy na Przystanku Woodstock swoje poglądy głoszą także ludzie Kościoła, księża znani z mediów, a zatem – pada argument – nie jest to impreza zamknięta w ramach lewicowo-liberalnych, a tym bardziej sekciarskich czy ateistycznych. Istotnie, wśród gości Akademii Sztuk Przepięknych byli również duchowni, ale tak się dziwnie składało, że tylko ci, którzy mają dobre notowania w mediach głównego nurtu i – co charakterystyczne – którzy bez oporów podchwytują hasło „Róbta, co chceta”. Tymi słowami posłużył się na przykład nieżyjący już abp Józef Życiński, który w czasie spotkania z młodzieżą podczas jednego z Przystanków Woodstock powiedział „Kochajta i róbta, co chceta”, parafrazując w ten sposób słynne słowa św. Augustyna: „Kochaj i rób, co chcesz”. Trzeba jednak sporo złej woli, żeby przywołaną przez hierarchę maksymę średniowiecznego filozofa traktować jako przyzwolenie na dowolne zachowania.
Nieco większy problem dotyczy wypowiedzi na tegorocznym Przystanku Woodstock ks. Adama Bonieckiego, byłego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Zasłynął on jakiś czas temu tym, że pokazał się publicznie z kojarzonym z satanizmem Adamem „Nergalem” Darskim, a nawet ciepło się o nim wypowiedział, za co został skrytykowany w liście otwartym przez biskupa włocławskiego Wiesława Meringa. Na spotkanie z nim w Akademii Sztuk Przepięknych przyszło w tym roku wielu młodych ludzi. Usłyszeli, że lider grupy Behemoth, który na swoim koncercie publicznie podarł Biblię, krzycząc „żryjcie to g…o”, to „miły, mądry, spokojny człowiek”. A kiedy jeden z uczestników dyskusji zapytał, co duchowny przyjechał zaoferować ludziom, ks. Boniecki odpowiedział: „Nic nie przyjechałem oferować. Róbta, co chceta!”.
I ta nieskrępowana „robota” toczy się pod egidą twórcy festiwalu, który podkreśla apolityczność swej imprezy, a jednocześnie nie stroni od deklaracji ideowych i światopoglądowych. Głośna, a dla wielu szokująca była opinia Jerzego Owsiaka na temat eutanazji, którą w styczniu tego roku przedstawił w wywiadzie dla portalu dziennik.pl przed 21. finałem WOŚP. „Osobiście dopuszczam taki sposób pomocy, bo ja to tak rozumiem – eutanazja dla mnie to pomoc starszym w cierpieniach” – mówił. Za te słowa ostro skrytykował go publicysta Tomasz Terlikowski. Obaj panowie wkrótce spotkali się przypadkiem na korytarzu TVN24. Owsiak poradził ówczesnemu redaktorowi naczelnemu „Frondy”, że powinien przyjechać na Woodstock, a wtedy „pokocha ludzi”. Terlikowski odpowiedział: „O jednym mogę zapewnić: jeśli rzeczywiście Owsiak chce mnie widzieć na Woodstocku i pozwoli mi porozmawiać z młodzieżą, to ja się tam stawię. I powiem, dlaczego napisałem to, co napisałem”. Do dziś głucho o zaproszeniu dla publicysty, który jasno deklaruje swoje przywiązanie do religii katolickiej.
Blisko polityki
Ktoś powie, że w tym sporze nie ma polityki, że to kwestia sumienia, etyki, ludzkiej wrażliwości. Ale twórca WOŚP i Przystanku Woodstock nie wzbrania się także przed deklaracjami na wskroś politycznymi, bo do takiej kategorii należy lustracja. W kwietniu 2009 r. Owsiak w programie „Piaskiem po oczach” w TVN24 twierdził, że teczki należałoby spalić. Stając w obronie Lecha Wałęsy oskarżanego o agenturalną przeszłość, nie przebierał w słowach: „Dość tego szmaciarstwa. Jakby co mogę przyłożyć z baśki, czyli trzy razy mocno po pysku”. Grożenie rękoczynami to gruba przesada, nikt natomiast nie odbiera Owsiakowi prawa do wyznawania określonych poglądów i manifestowania konkretnych sympatii politycznych. Chodzi tylko o to, aby nie stwarzać fałszywego wrażenia, że Przystanek Woodstock to impreza neutralna ideowo. Albo – co jest równie nieprawdziwe – że jest to festiwal prezentujący pełne spektrum poglądów istniejących w polskim społeczeństwie i wartych zaoferowania młodym ludziom.
Dzisiejszy Przystanek Woodstock porównywany jest często z pierwszymi edycjami Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie, które odbywały się jeszcze w „głębokim” PRL-u, a zatem podlegały kontroli politycznej i cenzurze prewencyjnej oraz – co dziś można wyczytać w dokumentach IPN – były pod stałą inwigilacją bezpieki. W Jarocinie dochodziło czasem do sytuacji groteskowych, kiedy na przykład ze względu na „rację stanu” w prasie nie mogła być wymieniana nazwa występującego tam zespołu punkrockowego „Moskwa”. A mimo to dawny Jarocin jawi się dziś jako impreza o wiele bardziej niezależna niż „skomercjalizowany politycznie” Przystanek Woodstock. O ile bowiem jarocińska impreza – przy całej opresyjności komunizmu – była przez młodzież postrzegana jako pole rzeczywistego buntu i kontrkultury, o tyle festiwal w Kostrzynie n. Odrą – mimo pozorów „alternatywności” – faktycznie wpisany jest w polityczny główny nurt. Znakiem Jarocina był czerwony punkt na czarnym tle, co interpretowano wtedy symbolicznie: „czerwona” komunistyczna mniejszość otoczona przez „czarną” niekomunistyczną większość. I jakkolwiek naiwnie to brzmi dzisiaj, pozostała przynajmniej legenda imprezy antysystemowej, czyli dalekiej od „jedynie słusznego” przekazu. Kto dziś powie to samo o Przystanku Woodstock, na którym wyrazem wolności jest tarzanie się w błocie, po uprzednim wysłuchaniu politycznych pogadanek starannie dobranych „autorytetów”?
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












