Tańczyć dla Maryi

"Najpiękniejsza z kobiet - módl się za nami" - takim wezwaniem kończył Apel Jasnogórski pewien znajomy zakonnik paulin. Średniowieczni trubadurzy rozpoznaliby w nim pewnie swojego kompana.



Tradycja prowansalskich trubadurów sławiących Najświętszą Maryję Pannę jest zaskakująco często obecna w środowiskach mediewistów muzycznych. W tym roku podczas XXV Festiwalu Muzyki Dawnej w...
Czyta się kilka minut
"Najpiękniejsza z kobiet - módl się za nami" - takim wezwaniem kończył Apel Jasnogórski pewien znajomy zakonnik paulin. Średniowieczni trubadurzy rozpoznaliby w nim pewnie swojego kompana.

Tradycja prowansalskich trubadurów sławiących Najświętszą Maryję Pannę jest zaskakująco często obecna w środowiskach mediewistów muzycznych. W tym roku podczas XXV Festiwalu Muzyki Dawnej w Starym Sączu można było zapoznać się ze zbiorem "Cantigas de Santa Maria" z XIII wieku, największym "przebojem" średniowiecznej literatury muzycznej. W ciągu ostatnich paru lat powstało bardzo wiele realizacji płytowych wspomnianych pieśni. W Polsce od 1999 roku nad tym repertuarem pracuje zespół "Dekameron" z Warszawy - do Starego Sącza przywieźli ze sobą odtworzone na podstawie ilustracji instrumenty: lutnię arabską, chitarra morisca, rebek, fidel i wiele innych. "Cantigas de Santa Maria" to kolekcja 450 pieśni zebranych w manuskrypcie przez kastylijskiego króla Alfonsa X. Na jego dwór trafiali znakomici trubadurzy: Monk de Montadon, Guillaume de Borneil czy Guiraut Riquier. Ich pieśni umilały czas hiszpańskiej arystokracji, stanowiły ulubiony element rozrywek. Były bardzo rytmiczne, co sugeruje bliski związek z muzyką ludową i taneczną. Tańczyć przy pieśniach o Maryi?

Miłość bez miary

Kim byli trubadurzy? Układali wiersze o miłości w języku okcytańskim, do każdego komponowali muzykę i wykonywali ją w gronie przyjaciół, na dworach południowej Francji: u księcia Akwitanii, króla Aragonii, hrabiego Tuluzy czy wicehrabiny Narbony. Pierwszym znanym trubadurem był Wilhelm IX, książę Akwitanii, ale pisał o miłości namiętnej i prowadził raczej hulaszczy, swobodny tryb życia. Trudno byłoby szukać u niego uwielbienia dla czystości Maryi Panny.

Oczywiście poezja trubadurów była jak najbardziej świecka i rzeczywiście służyła rozrywce, ale trzeba zaznaczyć, że świat średniowiecznej Europy był przesiąknięty wizją chrześcijańską. Skąd się wzięło fin'amor - tak bardzo charakterystyczne dla trubadurów, to co XIX wiek nazwał "miłością dworną"? W zwykłej miłości do kobiety, której nie można zdobyć, w miłości niespełnionej, niedostępnej, poeci tamtych czasów widzieli jakiś mistyczny dramat i słuchali Bernarda z Clairvaux, który głosił, że "miarą miłości jest miłość bez miary".

"Tobie me serce, Tobie ufność dana,

W tobie nadzieja moja pokładana..."

O kim jest ta pieśń? Na pewno mogłaby być o Najświętszej Maryi Pannie, ale... nie jest. Jest o kobiecie, jakiejś kobiecie nazywanej w tych czasach w języku okcytańskim domna, pochodzącym od łacińskiego domina, czyli pani. Bo kobieta wtedy zajmowała pozycję szczególną, otaczała ją atmosfera bezgranicznego uwielbienia, pełna czułości miłość. Dama kochana i opiewana przez trubadurów jest zawsze piękna i młoda, świeża jak róża, a jej skóra jest biała jak lilia. A to wywodzi się z kultu Świętej Dziewicy - Najświętsza Panna była idealnym obrazem damy. W XII wieku, w okresie rozkwitu kultury dworskiej, kult maryjny mocno zakorzenił się na zachodzie: Maryja była zbawieniem dusz i ciał poddanych grzechowi pożądliwości.

Papież trubadur

W najstarszych utworach trubadurów można odnaleźć zwroty do Maryi Panny, ale dopiero w połowie XIII wieku powstały pieśni całkowicie poświęcone Jej chwale. Co ciekawe, żadna z nich, nawet najbardziej pobożna, nie została włączona do nabożeństw. Początek XIII wieku to rozkwit herezji na południu Okcytanii, prawie wszyscy przywódcy szlachetnych rodów skłaniali się ku katarom. A jednak trubadur należący do katarów stanowił wyjątek. Mimo że często układał pieśni krytykujące inkwizycję i kler, równie często podkreślał swoje przywiązanie do Kościoła. Świadczy o tym żarliwość, z jaką trubadurzy komponowali pieśni krzyżowe i pieśni poświęcone Matce Bożej. To właśnie po krucjacie przeciw heretykom zwrócili się ku odwiecznemu "kwiatu radości", Pani miłosierdzia. Katalończyk Raymond Lulle, wykształcony przez trubadurów odwiedzających dwór króla Aragonii, jest autorem wspaniałych pieśni na cześć Najświętszej Panny. Inny znany trubadur Peire Cardenal śpiewał: "Ten, kto ma ufność w Tobie, nie potrzebuje innego obrońcy". Gui Folqueys napisał "Siedem radości Najświętszej Panny", a potem, gdy umarła mu żona, został... papieżem i przybrał imię Klemensa IV. Co ciekawe, nie jest on jedynym trubadurem, który wybrał stan duchowny. Wielu z nich zostało mnichami, najczęściej cystersami, a niejaki Folquet de Marseille został nawet opatem, a następnie w 1205 roku biskupem Tuluzy. Inni dwaj trubadurzy z Prowansji znaleźli się w zakonie templariuszy.

Pieśni trubadurów, przygrywając sobie na wioli, śpiewał nawet święty Franciszek, a jego uczniowie nazywali siebie "żonglerami Boga" ("żongler" to tylko wykonawca muzyki, nie wymyśla sam muzyki i tekstu, jak trubadur).

Nie tańczyć przy pieśniach sławiących Najświętszą Panienkę? Dlaczego? Przecież jest niewątpliwie "najpiękniejszą z kobiet".

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2003