"Adieu. Przypadki księdza Grosera"

Trudne życie księdza



Jan Grzegorczyk, redaktor miesięcznika "W drodze", znany ze współpracy literackiej z o. Janem Górą, wydał powieść, której akcja dzieje się w środowisku księży.



"Przypadki księdza Grosera" czytałam z zapartym tchem, ale z mieszanymi uczuciami. Na początku ucieszyła mnie rekomendacja abp. Życińskiego wydrukowana na okładce i stwierdzenie jednego krytyka,...
Czyta się kilka minut

Trudne życie księdza

Jan Grzegorczyk, redaktor miesięcznika "W drodze", znany ze współpracy literackiej z o. Janem Górą, wydał powieść, której akcja dzieje się w środowisku księży.

"Przypadki księdza Grosera" czytałam z zapartym tchem, ale z mieszanymi uczuciami. Na początku ucieszyła mnie rekomendacja abp. Życińskiego wydrukowana na okładce i stwierdzenie jednego krytyka, że mamy do czynienia z katolicką, obyczajową powieścią, o którą przed laty dopraszał się Czesław Miłosz. Potem w jednej z gazet Życiński wypowiedział się, że książki tej w całości nie zna i dlatego trudno mu o niej cokolwiek powiedzieć. Szczerze mówiąc, mi też jest trudno, mimo że książkę znam w całości.

Dobrzy i źli

Bohaterem powieści jest ks. Groser - to pseudonim literacki, albowiem "nasz" ksiądz jest pisarzem i to dość znanym. "Przypadki księdza Grosera" to życie tego niebanalnego duchownego, mającego świetny kontakt z młodzieżą, staruszkami, małżeństwami w kryzysie, agnostykami i niepełnosprawnymi. Jednym słowem - to dobry ksiądz. Na swojej drodze oprócz ludzi świeckich spotyka też oczywiście kler: wikariuszy, proboszczów, pracowników kurii, biskupów. Tu jest dość różnie, ale obowiązuje schemat: proboszcz najczęściej jest zły, a jeśli dobry, to stary i schorowany albo młody, ale zesłany za karę na wieś. Wikariusz ma problemy z alkoholem, w którym topi swoje lęki i frustracje spowodowane pracą w szkole. Urzędnik kurii jest jednoznacznie zły, podobnie jak biskup (z wyjątkiem jednego, który jeździ na Przystanek Woodstock).

Choć postać głównego bohatera jest fikcyjna, to spotyka on w książce Grzegorczyka konkretne osoby z życia publicznego - niekoniecznie nazwane wprost po imieniu, choć i takich jest trochę. Rozmawia z nimi, bywa karcony lub pocieszany, z różnych stron doświadcza fizycznego lub moralnego cierpienia. Ludzie których spotyka, i problemy, którymi żyje, mogą wskazywać, że mieszka w Poznaniu - choć tu przecież nie ma parafii Braci Męczenników (w której pracuje) ani metra (obecnego w książce). Rzeczywistość miesza się z fikcją.

Przy tym trzeba przyznać, że książka jest napisana żywym językiem, ze świetnymi dialogami, genialnie wręcz charakteryzującymi osobowość bohaterów. Czyta się ją jednym tchem, ale...dlaczego mam wątpliwości?

Cała "prawda"?

Nie jestem obłudna, dobrze wiem, jacy zdarzają się księża. Znam takiego, który po małym miasteczku jeździ nowiutkim harleyem, i takiego, wokół którego przez cały dzień "kręci się" śliczna koleżanka - nauczycielka ze szkoły, i takich, którzy na pewno wystawiając na próbę swój celibat chadzają na imprezy klubowe bardzo modnie ubrani, itd., itd. Może więc przeczytanie tej książki przydałoby się klerykom, żeby zastanowili się głębiej nad swoim powołaniem? Być może. Jednak dla wielu osób powierzchowna jej lektura może wywołać proste stwierdzenie: "ale im dowalił" - "im", tzn. księżom. Bardziej wtajemniczeni w krąg życia kościelnego będą mówili: "ale mu dowalił" - "jemu", tzn. konkretnemu człowiekowi, którego rozpoznają w jednym czy drugim fragmencie książki. Zapewne też łatwo będzie można spotkać się z opinią, że "wreszcie ktoś napisał o nich prawdę". Ale czy jest "prawdą", że życie księdza (i to tego dobrego) składa się z samych trudności i obowiązków: uczenia w szkole, odprawiania Mszy i spowiadania, oraz przyjemności: rozmowy na tematy również duchowe przy butelce wina i wędrówek po górach? To smutna "prawda". Gdzie brewiarz, różaniec, gdzie dotykanie największej Tajemnicy w cudzie Eucharystycznym? Przecież to jest właśnie sens bycia księdzem.

Po stronie grzeszników

Nie chciałabym stawiać się w roli sędziego wobec nikogo. Mam to szczęście, że w Kościele usłyszałam, że Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy (bohaterowie jakby o tym zapomnieli). Żadnego z kapłanów nie ośmieliłabym się przedstawić jako symbolu Kościoła upadłego, ponieważ wiem, że to ja sama jestem symbolem grzesznika. Kocham Kościół, święty Kościół pełen grzesznych ludzi, bo to właśnie w Kościele otrzymuję przebaczenie moich grzechów i uczę się nie sądzić drugiego. Dlaczego więc nie napisać powieści o tym, jak Pan Bóg ratuje nasze życie i uzdalnia do przebaczania, jak przemienia i uczy miłosierdzia, jak kocha nas w naszych grzechach, do których popełniania wszyscy jesteśmy zdolni?

Oby lektura książki pomogła innym w odnalezieniu właściwego patrzenia na Kościół!

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 13/2003