Logo Przewdonik Katolicki

Porozmawiajmy jak orzeł z kogutem

Michał Gryczyński
Fot.

Powiadają: kur pieje, pogoda się chwieje. I musi w tym porzekadle być coś na rzeczy, skoro gdzie się człek ostatnio nie ruszy, zewsząd dochodzą odgłosy burzy i łoskot piorunów. Nie tyle jednak za sprawą anomalii pogodowych, ile - siarczystych słów, ciskanych przez ludziska po wyskoku prezydenta Francji. Pisałem już o tym przed tygodniem, ale skoro wola ludu domaga się kontynuacji,...

Powiadają: kur pieje, pogoda się chwieje. I musi w tym porzekadle być coś na rzeczy, skoro gdzie się człek ostatnio nie ruszy, zewsząd dochodzą odgłosy burzy i łoskot piorunów. Nie tyle jednak za sprawą anomalii pogodowych, ile - siarczystych słów, ciskanych przez ludziska po wyskoku prezydenta Francji. Pisałem już o tym przed tygodniem, ale skoro wola ludu domaga się kontynuacji, to bardzo proszę, nawet jeśli nie podzielam przekonania, iż vox populi, vox Dei. Spójrzmy więc, z pozycji orła, na koguta.
Wprawdzie tytuł felietonu mógłby mylnie sugerować, jakobym zamierzał pisać nie o Chiracu, lecz o problemach hodowców drobiu. I kto wie, może nawet powinienem, skoro przeżywają oni - jak, zresztą, znakomita większość ludzi pracujących na wsi - niemałe kłopoty? Nie chciałbym jednak, jako rodowity mieszczuch, wymądrzać się, jak owa kura na grzędzie, w sprawie kondycji ferm. Bo z drobiem, owszem, mam do czynienia, ale - jak, zapewne, większość zacnych utracjuszy raju - już po uboju i odarciu z pierza. Nic dziwnego, że od gdakania, piania, gęgania czy kwakania znacznie bliższe jest mi gotowanie, pieczenie, smażenie i faszerowanie wszelakich drobiowych smakołyków, włącznie z podrobami.
Dla Francuza kogut jest takim znakiem, jak dla Polaka orzeł biały. Nad Sekwaną tłumaczą, że samiec kury domowej symbolizuje ich dumę narodową; faktycznie, "pan kura" nosi się, zazwyczaj, dość wyniośle. A na dodatek to "krzykliwe licho", o czym zapewniał już dziewiętnastowieczny poeta Bohdan Zaleski. Wiadomo, że kogut, piejąc swoje donośne "kuku-ryku", pełni rolę podwórkowego zapiewajły. To chyba Stanisławowi Jachowiczowi, znanemu m.in. z opisu perypetii zdrowotnych niejakiego Pana Kotka, zawdzięczamy rymowankę: "Piał kogucik "Kukuryku!"/ Wstawaj rano mój chłopczyku!". Choć pamiętamy również, że nieżyjący już Grzegorz z Ciechowa śpiewał na ludową nutę, iż niekiedy pieją również kury - gdy nie mają koguta.
"Kogut winien - więc na niego!/ On sprawcą wszystkiego złego!" - mógłby z przekąsem zacytować biskupa Ignacego Krasickiego ktoś z nieuleczalnych eurofilów. A niech mu tam, jeśli nadal chce postrzegać prezydenta Francji jako jednego z mężów opatrznościowych Starego Kontynentu. Bo, tak naprawdę, jest on szefem papierowego mocarstwa, żyjącego mirażem dawno minionej przeszłości, sięgającej czasów napoleońskich. Całe owo "kogucie" stroszenie się przypomina więc zachowanie czupurnego młodziaka, a nie dyplomaty. Dlaczego mielibyśmy siedzieć cicho, skoro "my spod znaku orła" i kogut nam niestraszny? O kogucich walkach słyszeliśmy, ale przecież dobrze wiemy, że waga kogucia - zarówno w boksie, dżudo, zapasach, jak i podnoszeniu ciężarów - to jedna z najlżejszych kategorii i, doprawdy, trudno w niej o nokaut.
Imć Mikołaj Rej z Nagłowic, też nie chciałby, abyśmy siedzieli cicho, bo przecież głosił, iż "Polacy nie gęsi i swój język mają". Zwłaszcza, że w "Rozprawie między panem, wójtem a plebanem" przewidział proroczo ową bufonadę, pisząc: "Nie pusz się pawiem, jeśliś kur...". Ba, zaproponował nam nawet zgrabną odpowiedź: "Panie kurze! Nie wiesz co sie stało?/ wszystko sie pojednało, co sie siebie bało". Czyżby to miał być zwiastun rychłego połączenia sił - często nieufnych wobec siebie - eurosceptyków znad Wisły? Oby, bo jeśli nie, to wiemy już, jakie mamy miejsce w UE, a orła będzie rugał już nie tylko kogut, ale i lew, i czarna "glapa".

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki