Logo Przewdonik Katolicki

Szopki, które dają radość

Natalia Budzyńska
Fot.

Rozmowa z Mechthildą Ringguth, kolekcjonerką szopek bożonarodzeniowych Jakie są początki Pani ogromnej kolekcji? W 1964 roku pojechałam do Prowansji i tam zobaczyłam w muzeum szopkę z 20 figurkami. Zapragnęłam mieć coś takiego. Z tej podróży przywiozłam pierwszą figurkę, teraz mam ich już 250. Lubię podróżować, byłam w 58 krajach na świecie. Miałam to szczęście,...

Rozmowa z Mechthildą Ringguth, kolekcjonerką szopek bożonarodzeniowych

Jakie są początki Pani ogromnej kolekcji?

– W 1964 roku pojechałam do Prowansji i tam zobaczyłam w muzeum szopkę z 20 figurkami. Zapragnęłam mieć coś takiego. Z tej podróży przywiozłam pierwszą figurkę, teraz mam ich już 250. Lubię podróżować, byłam w 58 krajach na świecie. Miałam to szczęście, że mieszkałam w Niemczech Zachodnich i mogłam swobodnie poruszać się po całym świecie. Wiele podróży wiązało się z moją pracą – przez 50 lat swojego życia pracowałam w archiwum filmów dokumentalnych. Przez ten czas byłam konfrontowana z takimi rzeczami jak nieszczęście, wojna, bomby i potrzebowałam jakiejś odskoczni, czułam potrzebę, aby zrobić coś dla swojej duszy. I dlatego zajęłam się zbieraniem żłóbków. Zawsze mówię, że to jest dla mnie jak druga noga: jedną nogą stoję w życiu zawodowym, a druga noga opiera się na tych zbiorach. Od 1964 roku zbudowałam swoje drugie życie.

Jest Pani protestantką. Proszę mi powiedzieć, czy protestanci mają tradycję szopki bożonarodzeniowej?

– Tak, ale muszę powiedzieć, że bardzo rzadko. Jako dziecko w rodzinie protestanckiej nie miałam żłóbka w domu, ale można zauważyć, że po wojnie kult żłóbka zaczyna być coraz popularniejszy w Niemczech. Jednak w krajach niekatolickich, jak Anglia, Szwecja czy Norwegia nie znalazłam żłóbków oryginalnych, wytwarzanych zgodnie z tradycją danego kraju. Spotkałam tylko szopki wzorowane na obcych tradycjach.

W jaki sposób zdobywała Pani żłóbki?

– Byłam po prostu turystką. Początkowo za cel moich podróży po świecie wybierałam kraje, w których żyją chrześcijanie, bo sama jestem człowiekiem wierzącym. Głównie interesowały mnie kraje katolickie, bo z tych zwykłych podróży turystycznych chciałam przywieźć szopkę. Biuro podróży organizowało zwiedzanie, dajmy na to, krajów Ameryki Południowej. Jechaliśmy autokarem przez Urugwaj, Paragwaj, Boliwię. Kiedy kierowca zarządzał godzinną przerwę, a cała wycieczka wyległa pod drzewo na odpoczynek, ja od razu wypatrywałam wieży kościelnej. Biegłam w jej kierunku i szukałam księdza. Często nie zdążyłam mu wytłumaczyć, o co chodzi, bo już musiałam wracać do mojej wycieczki, która ruszała w dalszą drogę. Ale czasem się udawało, i to, co tutaj przywiozłam, zebrałam dzięki wielkiemu szczęściu. Na przykład na żłóbek z Panamy, który jest dla mnie najcenniejszy, czekałam 2 lata, tyle było wokół niego przeróżnych perypetii. Odkąd jestem na rencie, jeżdżę już w konkretnym celu do krajów, których jeszcze nie odwiedziłam, a wiem, że żyją tam chrześcijanie. Rok temu byłam w Papui – Nowej Gwinei i na Filipinach. Pojechałam tam celowo – po szopki. Interesują mnie szopki z ostatnich 50 lat, bo chcę udokumentować czas, w jakim żyję. Z każdego kraju przywożę też dekoracje do żłóbka: kamienie, piasek, suche trawy, drewno, po to, by pokazać również etnograficzne tło.

Kiedy po raz pierwszy wystawiła Pani swoje zbiory?

– Pewnego razu przyszedł do mnie mój pastor, rozejrzał się po domu, a wszędzie były szopki: w pokojach, w kuchni, w łazience, i powiedział, że nie mogę zatrzymać tego tylko dla siebie. I tak w 1989 roku w Hamburgu w kościele św. Michała odbyła się pierwsza wystawa. Było to miesiąc po zburzeniu muru berlińskiego. Przyszły na nią setki ludzi z Wschodnich Niemiec i wówczas pomyślałam sobie, że będę wystawiać w byłych krajach socjalistycznych. Dlaczego? Ponieważ tam ludzie nie mogli wyznawać swojej wiary i nie mogli podróżować. Miałam więc już wystawy na Litwie, Ukrainie, Łotwie, Rumunii, Rosji. Od tego czasu wystawę widziało prawie 200 tysięcy ludzi.
Moim zadaniem jest sprawiać ludziom radość i wiem, że w waszym kraju mogę dużo tej radości dać.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki