Prezydent Karol Nawrocki niestrudzenie idzie na absolutny rekord pod względem liczby zawetowanych ustaw. W wyniku decyzji podjętych 19 lutego ma ich już 27, więc trzycyfrowa liczba wet na koniec kadencji jest całkowicie realna. Prezydent w ten sposób próbuje wybić rząd z rytmu i zachwiać całą koalicją rządzącą, co jest zgodne z interesem partyjnym jego macierzystego ugrupowania. Problem w tym, że równocześnie może zachwiać całym państwem, blokując projekty niezbędne do jego sprawnego funkcjonowania. Najnowsze weto do ustawy reformującej Krajową Radę Sądownictwa (KRS) jest tego dobrym przykładem.
Pójście na łatwiznę
Źródło obecnego sporu o wymiar sprawiedliwości tkwi jeszcze w 2017 roku, gdy uchwalona została reforma autorstwa ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Rok wcześniej prezydent Andrzej Duda zawetował dwie z trzech ustaw sądowych, zezwalając jedynie na zmiany w sądach powszechnych. Prezydent odrzucił reformy KRS i Sądu Najwyższego. Pierwsza z nich musiała więc poczekać rok, jednak Ziobrze finalnie udało się dokonać zmian, które dotyczyły przede wszystkim sposobu wyboru części sędziowskiej KRS. Konstytucja mówi, że w radzie zasiada m.in. 15 osób wybieranych spośród sędziów, nie precyzując sposobu ich wyboru. Wcześniejsza praktyka i orzecznictwo uznawały, że takie sformułowanie zawarte w Konstytucji RP przekazuje wybór samym sędziom. Zjednoczona Prawica odrzuciła jednak taki pogląd.
Po reformie KRS z 2017 roku te 15 osób jest nadal wybierane spośród sędziów, ale wyboru dokonuje Sejm. W komisji sejmowej dokonuje się selekcji konkretnych kandydatów, a następnie izba niższa parlamentu głosuje na całą powstałą w ten sposób listę. W pierwszym kroku niezbędne jest zebranie większości 3/5 głosujących przy obecności przynajmniej połowy składu Sejmu. Miało to skłonić posłów i posłanki do poszukiwania szerszego konsensusu, przekraczającego większość rządzącą. Problem w tym, że ustawodawca poszedł na łatwiznę i zabezpieczył się na wypadek trudności z zebraniem trzech piątych sali obrad. W drugim kroku wystarczy już więc większość bezwzględna, którą zdyscyplinowana koalicja większościowa posiada. W rezultacie każda ekipa dominująca aktualnie w parlamencie może ukształtować część sędziowską KRS wedle własnej woli.
Ówczesna opozycja, będąca właśnie u władzy, nie zaakceptowała tych zmian, określając je jako niekonstytucyjne. Niestety, nie bardzo miał kto stwierdzić niekonstytucyjność ustawy reformującej KRS, gdyż Prawo i Sprawiedliwość wcześniej – również nie przebierając w środkach – przejęło Trybunał Konstytucyjny, którego od tej pory środowisko umownie nazywane antypisem nie uznaje. W liberalnych mediach ukuto wtedy popularne określenie „neo-KRS”, dając do zrozumienia, że mamy do czynienia z organem nieprzewidzianym w ustawie zasadniczej. Sędziów, którzy otrzymali nominacje do stanu sędziowskiego lub awanse do wyższych instancji przy udziale zreformowanej KRS, zaczęto nazywać „neo-sędziami”.
Obecna większość rządowa wspiera się również orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który stwierdził, że aktualny sposób wyboru KRS nie zapewnia niezależności władzy sądowniczej. TSUE zwrócił uwagę nie tylko na sposób wyboru rady, ale też na skrócenie jej kadencji, do czego również doprowadziła reforma Zbigniewa Ziobry.
Sąd nad sądem
Dopełnieniem chaosu w wymiarze sprawiedliwości stała się reforma Sądu Najwyższego (SN) z 2018 roku. Wprowadziła ona kontrowersyjną Izbę Dyscyplinarną, której celem było sprawne pociąganie do odpowiedzialności sędziów, którzy złamali prawo. Zjednoczona Prawica jeszcze przed dojściem do władzy przekonywała, że sędziowie są bezkarną kastą, której nikt nie kontroluje. Wyrok SN z początku 2018 roku, który uniewinnił sędziego Mariana Topyłę od zarzutu kradzieży banknotu 50-złotowego, uzasadniając to jego roztargnieniem, umocnił polityków PiS w przekonaniu, że sędziów należy surowo dyscyplinować. Problem w tym, że nowa izba SN również została powołana przy udziale wadliwie skonstruowanej KRS, więc ówczesna opozycja jej nie uznawała. W sukurs znów przyszedł jej TSUE, który orzekł, że Izba Dyscyplinarna nie jest niezależnym sądem w myśl prawa unijnego.
Izba Dyscyplinarna została w 2022 roku zastąpiona przez Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, co jednak niewiele zmieniło. Także tej izby środowisko antypisu nie uznało. Dokładnie te same zarzuty dotyczyły również powstałej w 2018 roku Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która sprawuje niezwykle ważne funkcje. Jest ostateczną instancją w wielu kluczowych sprawach dotyczących władzy i szerzej obszaru polityki. Nieuznawanie Izby Kontroli Nadzwyczajnej prowadzi do konfliktów politycznych, takich jak kwestia odebrania subwencji partyjnej PiS. Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego odwołało się od decyzji Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) właśnie do tej izby, która przyznała rację PiS. Minister finansów skierował się po opinię znów do PKW, która, powołując się na orzecznictwo TSUE i wadliwość KRS, wymigała się od podjęcia jednoznacznej decyzji. Minister finansów i tak zakwestionowanej części subwencji nie wypłacił.
Obecna koalicja rządząca po dojściu do władzy zapowiedziała uzdrowienie sytuacji. Problem w tym, że wymagałoby to porozumienia przynajmniej z Pałacem Prezydenckim, który od 2015 roku jest zamieszkiwany przez polityków wywodzących się ze środowiska PiS. A kolejni prezydenci stoją na stanowisku, że kwestionowanie nominacji sędziowskich z powodu sposobu wyboru KRS ogranicza ich konstytucyjne prerogatywy. Ustawa z 2024 roku autorstwa byłego już ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, która dzieliła tak zwanych neo-sędziów na kilka kategorii, nie zyskała więc akceptacji Andrzeja Dudy.
Winni nie mają się czego bać
Obecny minister sprawiedliwości Waldemar Żurek postanowił nieco zmienić taktykę, próbując przeforsować przynajmniej samą reformę wyboru części sędziowskiej do KRS, zostawiając kwestię statusu „neo-sędziów” na boku. Jego uchwalona w styczniu ustawa przywracała poprzedni sposób wyboru przez samych sędziów, wprowadzając przy okazji większą reprezentatywność dla sądów niższej instancji. Sześć osób miało być przedstawicielami sądów rejonowych. Projekt Żurka pośrednio znów jednak dzielił sędziów na zwyczajnych i „neo”, gdyż wprowadził zasadę, według której kandydaci do KRS powinni mieć przynajmniej 10 lat stażu w stanie sędziowskim. To automatycznie uniemożliwiało kandydowanie sędziom nominowanym przez „neo-KRS” powstałą w 2018 roku.
Prezydent Karol Nawrocki również nie wyraził więc zgody na takie rozwiązanie. Zakwestionował zarówno przywrócenie poprzedniego sposobu wyboru KRS, jak i ukryte dzielenie sędziów na lepszych i gorszych. Minister Żurek ma jednak „plan B”. Zamierza poprosić Zgromadzenia Sędziów wszystkich sądów w Polsce o przygotowanie w drodze głosowania listy 15 osób delegowanych do KRS. Sejm jedynie ją zatwierdzi, głosując zgodnie z obecną ustawą. Obecna opozycja alarmuje, że będzie to bezprawne obejście ustawy w celu wprowadzenia do KRS tych środowisk sędziowskich, które sprzeciwiały się reformom Ziobry.
Prezydent Nawrocki nie będzie mógł zawetować wyboru Sejmu, jednak w zanadrzu ma inne opcje. Mowa o odmowie nominacji sędziowskich oraz awansów, które składać będzie mu wybrana według „planu B” rada sądownictwa. Może to sparaliżować wymiar sprawiedliwości, gdyż pojawią się w nim wakaty, co radykalnie wydłuży i tak już bardzo długi proces wydawania wyroków. Obywatele będą więc czekać na załatwienie swoich spraw, za to przestępcy będą odliczać czas potrzebny do przedawnienia ich występków. Reasumując, prawdziwy chaos w wymiarze sprawiedliwości dopiero się zaczyna.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













