Wędrówka nabiera tempa. Krok po kroku uczeń gruntuje swoją tożsamość, zdobywa wiedzę, staje się coraz bardziej samodzielny, chętny, by podjąć misję i naśladować Mistrza. Mogłoby się wydawać, że przed nim aż po horyzont będzie widać ścieżkę pełną radości, nadziei, sukcesów i Bożej przygody, której celem będzie życie wieczne. Częściowo to prawda, tak też wygląda życie ucznia-misjonarza. Równocześnie są też inne odcienie – w tej drodze nie da się uniknąć choroby, cierpienia, śmierci. Liturgia słowa zaprasza nas dziś do zatrzymania się przy grobie.
Cuchnie
Już niedługo w ciszy Wielkiej Soboty będziemy siedzieć z Jezusem przy grobie. Niektórym (i nie jest to żaden zarzut) prawdopodobnie trudno będzie wytrzymać ten dzień – to swoiste „pomiędzy”. Czasem łapię się na tym, że za szybko przechodzę od śmierci do zmartwychwstania, pomijając ten czas, gdy zdjęte z krzyża ciało jeszcze nie ma tchnienia, gdy trzeba czekać, wytrwać w nadziei. Być może to kwestia tego, że nie jest mi łatwo podejść do własnego grobu, mimo że (a może właśnie dlatego, że) dotkliwie doświadczam własnej śmierci i złoszczę się, że zmartwychwstanie jeszcze się nie wydarzyło. Dlatego bardzo potrzebuję Łazarza.
Od najmłodszych lat w Ewangelii o jego wskrzeszeniu zatrzymywało mnie kilka rzeczy – to, że Jezus świadomie zwlekał, że pozwolił Łazarzowi umrzeć, a jego rodzinie przeżywać ból i opłakiwać go. Z jednej strony rodziło się wtedy we mnie przekonanie, że Jezus jest Tym, który nie traci kontroli nad historią i „wie”, co się dzieje, nawet jeśli nie ma Go obok, z drugiej zaś, że w życiu jest miejsce na wszystkie uczucia, że jest taka bliskość, która jest warta ceny żalu i bólu po stracie.
Po drugie zatrzymywało mnie jedno z najkrótszych zdań w Biblii – „Jezus zapłakał”. Jego łzy, autentyczność i prawdziwość w ujawnianiu własnego wnętrza zapraszały mnie do spójności, wiarygodności i ciekawości względem tego, co sama przeżywam.
Kiedy dorastałam, zaczęły poruszać mnie inne szczegóły – donośny i stanowczy głos Jezusa, którym woła Łazarza po imieniu. „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”. Człowiek jest w stanie samodzielnie wstać i wyjść wyłącznie na słowo Jezusa, ale niekoniecznie będzie zdolny sam się rozwiązać. Stało się to dla mnie zachętą do zgody na współzależność.
Jeden z najbardziej przejmujących i nowych aspektów związanych z tą sceną pojawił się w moim życiu wtedy, gdy ta Ewangelia była czytana na pogrzebie mojego bratanka. Słowa wypowiedziane przez Martę „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”, a następnie niemal identyczne przez Marię: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł” od tamtej chwili nie brzmią mi w uszach obojętnie.
Zanim Łazarz wyjdzie z grobu, leży w nim cztery dni. Leży i cuchnie. Być może są w naszym wnętrzu takie groby, w których leżymy znacznie dłużej, do których boimy się zbliżyć, bo zapach, który się stamtąd wydobędzie i widok, który się pojawi, są odrażające. Dla nas. Dla innych. Ale nie dla Boga. W psalmie śpiewamy: „Bóg Zbawicielem, pełnym miłosierdzia”. Jan Paweł II pisał, że „w swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku” (DiM 6). Czy pozwolę Jezusowi zapłakać nad moim grobem? Czy pozwolę zawołać się po imieniu? Czy zgodzę się, by wydobył dobro z mojej śmierci?
Ezechiel dodaje nam otuchy już w samym słówku „oto”. Oto wskazuje na konkret, na to, co się dzieje, na rzeczywistość. „Oto otwieram wasze groby”. Otrzymamy ducha, aby żyć! Zostaniemy zaprowadzeni do własnego kraju. Pan to powiedział i wykona. To jest Jego obietnica. Jakkolwiek to brzmi – w Bogu jesteśmy bezpieczni zarówno w życiu, jak w i śmierci (tej fizycznej, duchowej, psychicznej… każdej). Tymczasem uczeń-misjonarz ma być poniekąd przedłużeniem działania Boga. A to działanie ma być widoczne w Kościele.
Odwaga marzeń
Tośka Szewczyk w najważniejszej książce, jaką przeczytałam, napisała: „Marzę o Kościele zdolnym do rozwiązywania bandaży Łazarza” (Nie umarłam. Od krzywdy do wolności). Rozwiązywanie zakłada podejście, dotknięcie, zbliżenie się do czyjegoś grobu, bólu, cierpienia. Dzielenie z kimś kawałka jego śmierci. Jak pisał Benedykt XVI w Spe salvi: „Zaakceptować drugiego, który cierpi, oznacza bowiem przyjąć na siebie w jakiś sposób jego cierpienie, tak że staje się ono również moim. Właśnie dlatego jednak, że staje się ono teraz cierpieniem podzielanym, że jest w nim obecny ktoś inny, oznacza to, że światło miłości przenika moje cierpienie. Łacińskie słowo con-solatio, pocieszenie, wyraża to w piękny sposób, sugerując «bycie-razem» w samotności, która już nie jest samotnością. Ale także zdolność akceptacji cierpienia z miłości do dobra, prawdy i sprawiedliwości stanowi o mierze człowieczeństwa, jeżeli bowiem ostatecznie mój dobrobyt, moja nietykalność jest ważniejsza od prawdy i sprawiedliwości, wówczas panuje prawo mocniejszego; wówczas dominuje przemoc i kłamstwo” (nr 38). Rozwiązanie bandaży może się okazać sprawdzianem z człowieczeństwa. Co zwycięży? Pragnienie podejścia i pomoc bliźniemu czy własna wygoda? Być może warto zadać sobie pytanie o własne doświadczenie – kto rozwiązał nasze bandaże? Komu my pomogliśmy się uwolnić? Aż w końcu – czy jest ktoś, kto czeka, byśmy zdjęli mu z twarzy chustę, uwolnili go i pozwolili chodzić? Te pytania prowadzą głębiej: Czy drugi człowiek jest przy nas wolny? „Bycie-razem” nie jest zawłaszczeniem, uzależnieniem. Wręcz przeciwnie, przynosi ulgę i autonomię. Łączy się też z rozpoznaniem własnego wpływu i przestrzeni zaangażowania.
Papież Franciszek pisał: „Rozwija się psychologia grobu, która stopniowo zamienia chrześcijan w muzealne mumie. Rozczarowani rzeczywistością, Kościołem i samymi sobą, przeżywają nieustanną pokusę przywiązania do słodkawego smutku, bez nadziei, który opanowuje serce jako «najtęższy z eliksirów złego ducha». Powołani do oświecania i komunikowania życia, w końcu ulegają fascynacji rzeczami rodzącymi jedynie ciemność i znużenie oraz osłabiającymi dynamizm apostolski. Ze względu na to wszystko pozwalam sobie podkreślić z naciskiem: nie pozwólmy się okradać z radości ewangelizacji!” (EG 83).
A Tośka: „Żeby mieć miejsce w Kościele, który przetrwa, chcę brać za Niego odpowiedzialność. Wiem, że nie starłam sobie kolan na modlitwie dostatecznie mocno, żeby móc z czystym sumieniem Go porzucić (…). Bóg potrzebuje dziś ludzi, którzy wezmą odpowiedzialność za Jego Kościół – zarówno w obszarze modlitwy, jak i czynu. Takich, którzy swoim świętym życiem przeprowadzą Oblubienicę przez ten kryzys”.
Jezus przywraca nam życie, otwiera nasz grób, zaprasza do świętego życia we wspólnocie Kościoła, nawet jeśli niekiedy nie jest nam po drodze z jakąś siostrą czy bratem, nawet jeśli czasem ulegamy „psychologii grobu”. Do nas dziś Jezus mówi wyraźnie: „Wyjdź na zewnątrz”. Bez względu na to, co jest powodem śmierci, co zamknęło nas w grobie, jest nadzieja na wyjście. A to łączy się ze słowami Franciszka: „Wyznawanie, że Jezus przelał za nas krew, nie pozwala nam podtrzymywać najmniejszej wątpliwości co do miłości bez granic, nobilitującej każdego człowieka. (…) Wyznawać, że Duch Święty działa we wszystkich, to uznać, że stara się On przeniknąć każdą ludzką sytuację i wszystkie społeczne więzi: «Duch Święty dysponuje nieskończoną inwencją, właściwą dla boskiego umysłu, i znajduje sposoby, by rozwiązać węzły ludzkich spraw, łącznie z tymi najbardziej złożonymi i nieprzeniknionymi»” (EG 178).
Agata Rujner
Doktor teologii, wykładowca na Akademii Katolickiej w Warszawie, autorka kanału „Prawie morały” na YouTube i profilu o tej samej nazwie na Instagramie
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












