Dawać świadectwo

„Żebyś przestała myśleć, że coś nie jest dla ciebie, bo wszystko jest dla ciebie” – tak brzmiały urodzinowe życzenia, które lata temu usłyszałam od przyjaciółki. Trafiła nimi w środek moich ograniczeń. Łagodnie zdemaskowała prawdę o niewoli, w której tkwiłam. A potem pomagała mi wyjść na wolność.
Czyta się kilka minut
fot. Ryan McVay/Getty Images, archiwum prywatne
fot. Ryan McVay/Getty Images, archiwum prywatne

Wracam do jej życzeń wtedy, gdy od nowa wchodzę na dawno wydeptane ścieżki – w przekonania, które są destrukcyjne.

Pułapka perfekcjonizmu

W Niedzielę Radości zapraszam do osobistej refleksji nad przekonaniami, które każdy z nas nosi odnośnie do samego siebie jako „ucznia-misjonarza”. Dopóki słyszy się Słowo „obok” – bez trudu odkrywając, w czym powinni nawrócić się politycy (dowolnej partii, w zależności od sympatii), sąsiedzi, współpracownicy, domownicy, osoby z konkretnych grup społecznych czy światopoglądowych, dopóty ma ono ograniczoną możliwość wypuszczenia w nas korzeni. Kiedy jednak zaczyna się słyszeć Słowo dla siebie, wtedy może pojawić się różnego rodzaju opór. Być może część tego oporu to echo własnych przekonań. Na przykład: „Dopiero jak przestanę grzeszyć w konkretny sposób, będę mógł dawać świadectwo”; „Żeby stać się ewangelizatorem, trzeba mieć spektakularne doświadczenie Boga”; „Bóg wybiera świętych”; „Nie mam komu głosić”; „Muszę wiedzieć wszystko”. Przekonania mogą być też zupełnie inne, ale ich skutek jest podobny – nie przechodzi się od uczniostwa do misji.

To prawda, że „uczeń-misjonarz” potrzebuje słuchać, posiadać aktualne (niekoniecznie wyjątkowe) doświadczenie życiodajnego głosu Boga, którego efektem stanie się ewangelizacja. Usłyszane Słowo oświetla drogę, oczyszcza człowieka, który nią idzie, staje się impulsem do nawrócenia. To może okazać się decydującym momentem. Odkrycie własnej niedoskonałości, swoich deficytów, posiadanie pytań i wątpliwości, a także bagaż historii mogą sprawić, że uczeń uzna, że dopiero kiedy będzie prymusem, kiedy z najwyższymi ocenami zdobędzie wszelkie możliwe tytuły i certyfikaty, wtedy będzie miał mandat do pełnienia funkcji misjonarza. Tymczasem Słowo w liturgii IV niedzieli Wielkiego Postu wyraźnie przypomina o konieczności dawania świadectwa i o posłaniu, w którym nie ma obowiązku być doskonałym – „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem go, nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce”. To prawda, że ważne są talenty, możliwości, naturalne zdolności i kompetencje. Niebezpieczeństwo tkwi jednak w tym, gdy moc i utwierdzenie w misji czerpie się wyłącznie na podstawie takich uwarunkowań. Posłanie nie jest osadzone ani w obfitości talentów, ani w litanii deficytów. Pułapka perfekcjonizmu może sprawić, że posłany nie decyduje się działać, jest bezczynny, skupiony na własnej niedoskonałości, adorujący swoje braki.

Pułapka bylejakości

Na drugim biegunie jest jednak pułapka bylejakości – skoro Bóg może posłużyć się każdym i uzdolnić każdego, to biernie czeka się na łaskę i nadprzyrodzoną Bożą interwencję. W Evangelii gaudium papież Franciszek zwracał uwagę, że nam naprawdę ma zależeć na tym, aby piękno Ewangelii mogło dotrzeć do wszystkich ludzi. A jednocześnie wychwycił pewien paradoks. Mimo że naszym pragnieniem jest dotarcie do każdego człowieka, to sama treść nauczania Kościoła nie będzie łatwa do zrozumienia i przyjęcia. „Wiara zachowuje zawsze pewien aspekt krzyża, pewien cień, który nie podważa stanowczości w przylgnięciu do niej. Są rzeczy, które można zrozumieć i cenić, biorąc za punkt wyjścia to przylgnięcie będące siostrą miłości, niezależnie od jasności, z jaką można dostrzec racje i argumenty. Dlatego trzeba pamiętać, że wszelki wykład nauki musi mieć miejsce w postawie ewangelizacji, która wzbudzi przylgnięcie serca przez bliskość, miłość i świadectwo” (EG 42). Wydaje się, że to przylgnięcie staje się bardziej możliwe wtedy, gdy pozwalamy Bogu, by był naszym Pasterzem, gdy przestajemy paść się sami. To w Bogu „niczego mi nie braknie”. To dzięki Jego obecności przechodzenie przez ciemną dolinę nie musi oznaczać paraliżującego strachu – dotyczy to każdej ciemnej doliny: wewnętrznej i zewnętrznej. Przy równoczesnym przekonaniu, że przez tę dolinę potrzeba iść (czasem wolno, czasem z przystankiem, ale jednak krok za krokiem). Ks. Grzywocz pisał o tym, że najkrótsza droga przez cierpienie prowadzi przez sam jego środek.

Przed pułapką bylejakości przestrzega św. Paweł: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych uczynkach ciemności, a raczej piętnując je, nawracajcie tamtych”. Tożsamość ucznia nie ma terminu ważności. A misjonarz nadal pozostaje uczniem. Głoszącemu też potrzeba głosić. Franciszek wskazywał: „Oczywiście, że wszyscy jesteśmy wezwani, by wzrastać jako ewangelizatorzy. Jednocześnie starajmy się o lepszą formację, o pogłębienie naszej miłości i jaśniejsze świadectwo Ewangelii. W tym sensie wszyscy powinniśmy pozwolić, by inni ewangelizowali nas nieustannie” (EG 121).

Zgoda na „nie wiem”

W czytanym tej niedzieli fragmencie Ewangelii według św. Jana Jezus uzdrawia człowieka niewidomego od urodzenia. To On go zauważa. Uczniowie zaś mają fundamentalne pytanie – kto zgrzeszył, że ten mężczyzna urodził się niewidomy? W ich świecie musi panować porządek, nad którym człowiek może mieć kontrolę. Potrzeba prostych odpowiedzi – czyja to wina? Tymczasem Jezus uczy, że poza ziemskim wymiarem czasu, przyczyn i skutków istnieje rzeczywistość, która wymyka się opisowi. To tajemnicze „objawianie się spraw Bożych” nie rozwiązuje dramatycznego pytania o niewinne cierpienie. A jednocześnie – jaka ulga – to zwolnienie człowieka z konieczności rozstrzygania win i wskazanie, że nie istnieje „grzech pokoleniowy”.

Uzdrowienie ma swoje etapy – Jezus „splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego”. A następnie polecił mu obmyć się w sadzawce „Siloam” – Posłany. Bezimienny mężczyzna, określany wyłącznie za pomocą swojego schorzenia, oceniany przez społeczeństwo, idzie i posłusznie wypełnia polecenie. Wraca i daje świadectwo! Od razu spotyka się z komentarzami, niedowierzaniem, atakami, podważaniem jego historii – to może spotkać ewangelizatorów. Lekkomyślny sąd o bliźnim, uprzedzenia, oszczerstwa mogą dotknąć głoszącego. Nie wszyscy wierzą słowu uzdrowionego. Pojawiają się nawet subtelne „teorie spiskowe”, do tego stopnia, że jego przestraszeni rodzice mają się tłumaczyć i uwiarygadniać jego świadectwo. Uzdrowiony człowiek konsekwentnie odpowiada na pytania faryzeuszy – mówi prawdę, mając też odwagę powiedzieć to, czego sam nie wie. W głoszeniu jest miejsce na „nie wiem”. Błędem byłoby wypełnianie niewiedzy szybkimi, powierzchownymi odpowiedziami. Uzdrowiony mówi to, co wie, i to, czego naprawdę doświadczył. Zestawmy to ze słowami Franciszka: „W tym przepowiadaniu, zawsze pełnym szacunku i uprzejmym, pierwszy moment polega na dialogu osobistym (…) Jest to przesłanie, którym dzielimy się w postawie pokornej i dającej świadectwo jako ludzie, którzy zawsze potrafią się uczyć, ze świadomością, że orędzie jest tak bogate i tak głębokie, że nas zawsze przerasta” (EG 128).

Po wyrzuceniu go precz także Jezusowi przyznaje, że nie wie, kim jest Syn Człowieczy. Nie ucieka w konwenanse, w strukturalną lojalność. Jest wierny własnemu sumieniu, co ostatecznie prowadzi go do wyznania wiary w Jezusa.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 11/2026