Od sukcesu trylogii Petera Jacksona można mówić o prawdziwym boomie na epickie filmy i seriale fantasy, które wyszły z niszy i dosłownie zalewają streamingi, proponując widzom kolejne uniwersa. Walki ze smokami okazały się całkiem atrakcyjne także dla dorosłych.
Sam Tolkien nie odnosił się do pomysłów przeniesienia swojej powieści na ekran entuzjastycznie. Najpierw miał niezbyt udane doświadczenie z kilkuodcinkowym słuchowiskiem w radiu BBC, na które zgodził się za namową wydawcy. Słuchowisko za sprawą wielu nieuniknionych skrótów nie spodobało się Tolkienowi, ale słuchacze byli zachwyceni. Mniej więcej w tym samym czasie, w latach 50., Tolkien otrzymał propozycję od amerykańskich filmowców zaadaptowania trylogii na film animowany. Choć obawiał się spłycenia treści, wydawało mu się początkowo, że może pójść lepiej niż w radiu. Zaproponowany scenariusz jednak był dla niego nie do przyjęcia, mówił o braku szacunku filmowców do dzieła i do kompromisu nie doszło. Podobno zainteresowani sfilmowaniem Władcy Pierścieni pod koniec lat 60. byli Beatlesi, którzy podzielili się nawet rolami. Ostatecznie prawa do zekranizowania trylogii zostały sprzedane i nastąpił okres oczekiwania na odpowiedni scenariusz. W 1978 roku powstała animowana adaptacja w reżyserii Ralpha Bakshiego, skrytykowana przez miłośników powieści dosłownie za wszystko. Nikt nie wierzył, że kiedykolwiek film będzie mógł unieść wagę powieściowego świata stworzonego przez Tolkiena, nie spłycając go i nie sprowadzając do kiczu. Wszyscy czytelnicy Tolkiena w grudniu 2001 roku, a więc ćwierć wieku temu, szli do kina z podskórnym lękiem. Mało kto wierzył w sukces.
Od producenta do producenta
Kiedy Nowozelandczyk Peter Jackson, który specjalizował się w horrorach komediowych, ukończył prace nad Przerażaczami z Michaelem J. Foxem w roli pogromcy duchów, zafascynowały go możliwości komputerowych efektów specjalnych. Razem z żoną, Fran Walsh, wpadli na pomysł wykorzystania ich w filmie fantasy. Wtedy po raz pierwszy ich myśli popłynęły w kierunku Tolkiena. Zorientowali się, że właścicielem praw do adaptacji jest Saul Zaentz, producent animowanego Władcy Pierścieni Bakshiego. Z jednej strony był więc wielki producent Zaentz (Angielski pacjent, Amadeusz, Lot nad kukułczym gniazdem), z drugiej – niesławny Harvey Weinstein, producent Miramaxu, który wprowadził jeden z filmów Jacksona do kin i był gotów zaufać jego pomysłowi.
Był rok 1996 i Jackson na serio zaczął pracować nad scenariuszem do filmu, tyle że szybko okazało się, że nie da się tekstu skrócić tak, by film trwał dwie godziny. Ostatecznie, po wielu dyskusjach, Miramax zgodził się na dwie części i budżet 75 milionów dolarów. Przez cały rok Jackson wraz z żoną pracował nad scenariuszami, a przedstawiciele Miramaxu w tym czasie oszacowali, że budżet znacznie przekroczy ich możliwości i wycofali się z poprzednich uzgodnień. Film miał być jeden: bez bitwy o Helmowy Jar, bez Morii i Balroga oraz paru innych fragmentów. Jackson nie chciał się oczywiście na to zgodzić, zabrał swój scenariusz i dogadał się z Miramaxem, że znajdzie inną wytwórnię, która odkupi prawa. Dano mu na to kilka tygodni, albo reżyserią zajmie się ktoś inny – ktoś, kto upchnie wszystko w jeden film.
Jackson powysyłał ofertę do wszystkich gigantów Hollywoodu. Zgłosił się tylko New Line Cinema, który dotąd nie pracował przy wielkich produkcjach, a na dodatek zaproponowano Jacksonowi nakręcenie aż trzech części Władcy Pierścieni. Do dziś mówi się, że była to ze strony studia jedna z najbardziej ryzykownych decyzji w tej branży. Ostatecznie koszty produkcji wyniosły 281 mln dolarów. Pracę rozpisano na 438 dni zdjęciowych, a całość, łącznie z postprodukcją wszystkich filmów, trwała pięć lat.
Casting
Losy castingu to kolejna opowieść aż skrząca się od anegdot. Wiadomo było, że aby film przynosił duże zyski, nie wystarczy dobra historia, potrzebni są też najlepsi aktorzy, a oni kosztują… Postawiono na jednego. Gandalfa miał zagrać Sean Connery. Tyle że ten nie czytał nigdy trylogii Tolkiena i zupełnie nie rozumiał scenariusza. Odmówił, chociaż proponowano mu bardzo dobre warunki i udział w przyszłych zyskach. Fanem książki był za to Christopher Lee, który zresztą spotkał osobiście Tolkiena, więc kiedy dowiedział się o ekranizacji, przysłał swoją kandydaturę. Chciał być Gandalfem. Wyobrażam sobie dyskusje dotyczące tych trudnych castingowych wyborów. Ostatecznie Lee zagrał Sarumana (rozważano m.in. Jeremy’ego Ironsa), a Gandalfa – Ian McKellen, dla którego to było pierwsze spotkanie z Tolkienem.
Z ciekawostek można dodać, że jako Galadrielę od początku Jackson wyobrażał sobie Cate Blanchett, a Elijah Wood przebrał się za hobbita i nakręcił krótki film castingowy, w którym recytował teksty Froda. Został wybrany spośród 150 kandydatów. Za to Orlando Bloom wcale nie chciał być elfem i chętnie zagrałby Faramira, a do roli Elronda swój akces zgłosił ponoć David Bowie. Ciekawe są też losy roli Boromira. Wśród kandydatów na tę postać mieli być m.in. Daniel Craig, Russel Crowe, Liam Neeson i Nicolas Cage. Aragornem został Stuart Townsend, któremu podziękowano po pierwszych dniach zdjęć. Oficjalnie dlatego, że okazał się za młody. Na gwałt szukano zastępcy. Viggo Mortensen początkowo odmówił, ale ostatecznie przekonał go syn, fan trylogii.
Z punktu widzenia Golluma
Zdjęcie ruszyły 11 października 1999 roku. Kręcono trzy filmy jednocześnie, przy stale zmieniającym się scenariuszu, co było dla aktorów dość uciążliwe, ale tak właśnie pracował Peter Jackson. Po skończeniu zdjęć, 22 grudnia 2000 roku, aktorzy i ekipa dojeżdżali jeszcze kilka razy na dokrętki.
O kulisach powstawania filmu opowiada książka Iana Nathana Wszystko, co sobie wymyślisz. Peter Jackson i jego Śródziemie. Jackson nie miał ochoty tworzyć bajki, on – tak jak Tolkien – chciał stworzyć epicką opowieść realistyczną, film historyczny. Inspiracją był dla niego Braveheart: Waleczne serce. Wszyscy wiemy, że ten rozmach się opłacił. Wielkie scenografie, kostiumy, plany filmowe, wspaniałe lokalizacje, a nawet efekty specjalne, które wciąż robią wrażenie i zupełnie się nie zestarzały. Chyba żaden z aktorów nie żałuje udziału w tym ogromnym przedsięwzięciu, dla każdego było to wielką przygodą, a dla wielu początkiem pełnej sukcesów kariery.
Najpierw pokazano dystrybutorom niecałe 30 minut filmu podczas festiwalu filmowego w Cannes. Producenci już wtedy wiedzieli, że mogą odetchnąć. Światowa premiera pierwszego filmu, Drużyna pierścienia, miała miejsce 19 grudnia 2001 roku w Londynie i świat oszalał na punkcie hobbitów i elfów. Jackson stworzył Śródziemie, jakie sobie wszyscy wyobrażali. Kolejne części pokazywane były rok po roku i nikt nie zapomni pełnego napięcia oczekiwania przed ich premierą. Praca twórców została odpowiednio nagrodzona. Trylogia zdobyła łącznie 17 Oscarów, sam Powrót Króla otrzymał ich aż 11. Peter Jackson chciał powtórzyć sukces i zekranizował także inną słynną powieść Tolkiena, Hobbit, niepotrzebnie rozszerzając ją do trzech części i dodając mnóstwo wątków.
To nie koniec przygody z uniwersum Śródziemia. Trwają prace nad kolejnym filmem kinowym, który zagości na ekranach w grudniu przyszłego roku. Tytuł roboczy to Lord of the Rings: The Hunt for Gollum (Polowanie na Golluma), za kamerą stanął Andy Serkis, słynny odtwórca postaci Golluma, a producentami są Peter Jackson, Fran Walsh i Philippa Boyens. Dwie ostatnie panie pracują nad scenariuszem. „To dość intensywna historia, która rozgrywa się po przyjęciu urodzinowym Bilba, a przed wydarzeniami w kopalniach Morii” – wyjaśniła w wywiadzie dla „Variety” Walsh. Ma to być powrót do ukochanych bohaterów sprzed ćwierćwiecza i tamtej estetyki, która wciąż wygrywa, mimo kolejnych prób podejmowanych przez filmowców (wystarczy wspomnieć serial Pierścienie władzy wyprodukowany przez Amazona). Szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













