Pełnia łaski

Żeby coś przyjąć, trzeba uwolnić ręce. Żeby przeżyć coś nowego, trzeba pozostawić to, co stare. Nie każdy jest do tego zdolny, dlatego nie doświadcza łaski.
Czyta się kilka minut
fot. MATERIAŁY PRASOWE
fot. MATERIAŁY PRASOWE

Po małej przerwie na film Bogini Partenope do ścisłej współpracy powracają Paolo Sorrentino i Toni Servillo. Rzecz jasna, film jest dziełem wielu twórców, ale fani reżysera dobrze wiedzą, że od jego fabularnego debiutu w 2001 roku (O jednego więcej) 66-letni dziś Servillio jest dla Sorrentino kimś w rodzaju muzy, inspiracji. To aktor tak utalentowany, z plastyczną niemal fizjonomią, że wcielał się w rolę gwiazdy muzyki (O jednego więcej), postacie aż dwóch włoskich premierów (Giulio Andreotti w Boskim i Silvio Berlusconi w filmie Oni), by w końcu zagrać Jepa Gambardellę w Wielkim pięknie, oscarowym filmie „swojego” reżysera. Ten ostatni przyniósł mu międzynarodową sławę, bo we Włoszech znany był z ról w filmie, serialach telewizyjnych i w teatrze. Podkreślam ten duet reżysersko-aktorski także dlatego, że Sorrentino powraca do znanego już z jego twórczości zabiegu narracyjnego, którego kluczowym elementem jest właśnie główny bohater.

Koniec prezydentury

La grazia Paolo Sorrentino to film kontemplacyjny, skupiony bardziej na stanie ducha bohaterów i napięciach ukrytych pod powierzchnią codzienności niż na klasycznie rozumianej fabule. Reżyser, jak w wielu swoich dziełach, wykorzystuje oszczędną narrację, by opowiedzieć o sprawach fundamentalnych: potrzebie sensu, doświadczeniu pustki oraz tęsknocie za czymś, co przekracza materialny wymiar życia. Głównym bohaterem w tej historii jest Mariano De Santis, fikcyjny prezydent Włoch, który stoi u progu końca swojej kadencji i życia publicznego. To postać szanowana, doświadczona, głęboko wierząca i praworządna (wybitny profesor prawa karnego), nazywana przez niektórych „cementem zbrojonym” ze względu na swoje zasady i niezłomność. Film śledzi jego ostatnie dni w funkcji głowy państwa, podczas których musi zmierzyć się z serią moralnych i politycznych dylematów, które wystawiają na próbę zarówno jego sumienie, jak i poczucie odpowiedzialności wobec społeczeństwa. I niestety, by w pełni opowiedzieć o tym filmie, trzeba zdradzić z fabuły nieco więcej. Odchodzący prezydent ma na swoim biurku trzy sprawy. Kwestię ułaskawienia dwóch skazanych osób oraz ustawę o prawie do zakończenia życia (eutanazji). Ich konsekwencje wykraczają daleko poza suchy wymiar polityki. Jako katolik nie może lekką ręką podpisać ustawy o wspieranym samobójstwie, radzi się nawet samego papieża w tej kwestii, ma jednak świadomość społecznych nacisków, wzburzenie zarówno jej przeciwników, jak i zwolenników. Odmiennie do spraw o prawie łaski – nie może tu jednak decyzji po prostu nie podjąć: nawet jeśli nie podpisze ustawy, to skazuje ją na kolejne lata ustawowej zamrażarki, bo całą procedurę będzie trzeba powtórzyć od nowa. Nie ma też tego komfortu, co belgijski król Baldwin, który w 1990 roku na 36 godzin abdykował, by nie podpisać ustawy o aborcji. Co więcej, naciski płyną nie tylko spoza Kwirynału, na swoją stronę chcą go przeciągnąć współpracownicy i członkowie rodziny. Trudno w takiej atmosferze ferować wyroki i znajdować salomonowe rozwiązania, kiedy wiadomo, że ich konsekwencje mogą dotknąć tych, których cenimy, a nawet kochamy. To klasyczny element tragiczny w konstrukcji filmu, wydaje się, że każda decyzja będzie nieszczęśliwa. Nie obserwujemy jednak burzliwych debat, walk na argumenty, ożywionych dyskusji. Prowadzeni jesteśmy niespiesznym rytmem monologu bohatera, przetkanym czasami strzępkami rozmów, zazwyczaj zawieszonych w pół zdania.

Prywatność prezydenta

Jest jeszcze coś, co determinuje działania De Santisa. To dojmująca tęsknota za zmarłą żoną. Nie wiemy, ile dokładnie lat już trwa, widać jednak, że pustka po niej wydrąża go od środka. Stąd jego odejście z funkcji publicznej wydaje się jakby gaszeniem, zamykaniem życia. Wręcz fizycznie odczuwa się depresję prezydenta, który w marmurowym pałacu, pilnowany w kwestii diety przez apodyktyczną córkę, zamknięty w sztywnych ramach dyplomatycznego protokołu za chwilę będzie musiał „wyjść na wolność” i zadbać już nie o życie całego narodu, ale własne. Mariano De Santis, otoczony symbolami władzy, procedurami i ludźmi, w rzeczywistości funkcjonuje w głębokiej izolacji. Śmierć żony pozostawiła w jego życiu pustkę, której nie wypełniają ani publiczne obowiązki, ani społeczny szacunek. To samotność cicha, pozbawiona dramatycznych gestów, ujawniająca się w milczeniu, powtarzalności codziennych rytuałów i chwilach zawieszenia między decyzją a bezruchem. Brak najbliższej osoby sprawia, że bohater zostaje sam ze swoim sumieniem, wspomnieniami i wiarą. Relacja z córką, naznaczona dystansem i niewypowiedzianymi emocjami, nie przynosi ukojenia, lecz dodatkowo podkreśla jego emocjonalne osamotnienie. Samotność De Santisa nie jest jedynie konsekwencją żałoby, ale także efektem pełnionej funkcji – im wyżej stoi, tym mniej może sobie pozwolić na słabość. Film ukazuje ją jako stan, w którym władza i odpowiedzialność nie chronią przed bólem, lecz go potęgują, zmuszając bohatera do wewnętrznej konfrontacji z przemijaniem i potrzebą sensu.

Przyjąć łaskę

Sorrentino ma wspaniałą rękę do kreowania epickich, głęboko poruszających scen. Parę takich odnajdziemy i w filmie La grazia (swoją drogą tytuł oznacza „łaskę”, a główny bohater nazywa się w tłumaczeniu „święty”), choćby wtedy, gdy ostatnią wizytę zagraniczną składa De Santisowi głowa innego państwa, a spotkanie utrudnia ulewny deszcz. Przez większość filmu sceneria jest szarobura i chłodna, co odróżnia produkcję od innych tego reżysera, ale oddaje także stan ducha bohaterów. A co z tytułową łaską? Jest w tytule oczywiście pewna gra, odnosząca się do prawa łaski, ale prezydent De Santis stara się ją zgłębić w filozoficzny i duchowy sposób. Bohater stawia kluczowe pytanie na temat spraw, które musi rozstrzygnąć: „Do kogo należą nasze dni? Do nas. Ale paradoks polega na tym, że nie starczy nam życia, by to zrozumieć”. Łaska z tytułu nie jest tu jednoznacznym darem ani religijnym objawieniem, lecz raczej pytaniem: czy w świecie zdominowanym przez ironię, przyzwyczajenie i estetyczne pozory możliwe jest jeszcze autentyczne doświadczenie dobra, sensu lub przemiany? Ustępujący prezydent zastanawia się, czy skoro przeżył już, jak sądzi, wszystko w życiu, to czekać go może jeszcze coś nowego. Łaska byłaby wtedy odpuszczeniem sobie samemu, daniem sobie prawa do popełnienia błędu, pozwoleniem na to, by życie toczyło się swoim torem. Dobrze, że polski autor przekładu nie przetłumaczył tytułu La grazia, bo polska „łaska” nie oddaje w pełni tego terminu. Nasze słowo wywodzi się od prasłowiańskiego słowa oznaczającego pieszczenie, pieszczotę, przymilanie się (nie bez powodu mówimy, że można wkraść się w czyjeś łaski lub wypaść z czyichś łask). W języku włoskim liczba mnoga od słowa grazia to grazie, co jest też zwrotem oznaczającym „dziękuję”, wyrażającym wdzięczność. Dzięki łasce nasze życie staje się pełne, łaska sprawia, że chcemy żyć, pomimo nadarzających się trudności i przeciwności losu. A nawet więcej, jak słyszymy w filmie Sorrentino: „Łaska to piękno wątpienia”.  


La grazia

reż. Paolo Sorrentino

Włochy 2026

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2026