Nemesio Ruben Oseguera Cervantes, zwany El Mencho, 60-letni meksykański baron narkotykowy, był podobno najgroźniejszym szefem mafii na ziemi. Jego zastrzelenie przez siły specjalne ocenić można zatem jako wielkie zwycięstwo meksykańskiego państwa, co najmniej na miarę aresztowania w 2016 roku jego poprzednika w zbrodni, Joaquina El Chapo Guzmana. Jednak w reakcjach władz nie widać triumfalizmu, przeciwnie: przebija świadomość, że jest to dopiero początek jeszcze większych problemów.
Potwór modli się żarliwie
Komandosi wtargnęli do willi El Mencho o świcie, w niedzielę 22 lutego. Zanim ich kule dosięgły bossa, z rąk gangsterów padło 25 policjantów. Samych gangsterów zabito ośmiu – taka dysproporcja jest zwykłym podziałem strat wśród oblegających i obleganych. Bo oblężenie rezydencji w Tapalpa było nie tyle akcją antykryminalną, ile operacją militarną. Kartel Nowej Generacji z Jalisco (CJNG) porównać można bowiem tylko do wroga, którego zwalczać można jedynie w regularnej wojnie. Liczyli się z tym rządzący, zanim przystąpili do ataku.
Wnętrze mieszkania szefa wygląda jak garsoniera typowego biznesmena: żadnych większych luksusów na miarę orientalnych dyktatorów. Z małą różnicą: na nocnej szafce policjanci znaleźli gipsowe figurki Matki Bożej z Guadalupe oraz świętych Judy Tadeusza i Szarbela, libańskiego cudotwórcy. To typowo meksykański paradoks: zbrodniarz, który żarliwie się modli, potem zaś wraca do zwykłego zbrodniczego procederu. Bo El Mencho, co tu dużo gadać, był potworem. Ale o tym za chwilę.
Jak w romantycznej opowieści miejsce pobytu gangstera odkryto, śledząc jego kochankę, która nieopatrznie postanowiła odwiedzić dawno niewidzianego kawalera. Rezydencji bowiem El Mencho posiadał wiele i trudno było zgadnąć, w której aktualnie przebywa. Dziwić może jedynie fakt, że dom kryminalisty i wroga państwa numer jeden trzeba było zdobywać kosztem krwi policjantów i żołnierzy, a nie został on już dawno zajęty i skonfiskowany. Cóż, to jest Meksyk, a Meksyk, mimo całej jego potęgi, nie jest normalnym państwem. Struktury państwowe w dużej mierze wycofały się tutaj przed strukturami zorganizowanej przestępczości. Taki stan rzeczy trwa już od lat i trudno sobie nawet wyobrazić, jak to teraz zmienić.
„Trzeba mieć nie tu…”
Kiedy narkotykowe kartele opanowały realną władzę w Meksyku? Może 20 lat temu, może 30… Ścisłej daty wyznaczyć nie można, uroczystości przekazania rządów nie było. Możemy jedynie na chłodno porównać, ile meksykańskiego potencjału pozostało w rękach państwa, ile zaś przejęli mafiosi.
Potęga narkotykowej mafii wiąże się z faktem, że Meksyk jest wielkim producentem narkotyków, zaś sąsiednie Stany Zjednoczone wielkim odbiorcą tego towaru. Granica długości kilku tysięcy kilometrów, choć pilnie strzeżona i umacniana za kadencji Donalda Trumpa, nie osiągnęła i zapewne nigdy nie osiągnie stanu stuprocentowej szczelności. Biznes, jak natura, wymusza własne prawa.
Wzrost siły tych podziemnych rządów jest wprost proporcjonalny do wzrostu mocy dystrybuowanego przez nie towaru. Zaczęło się od marihuany (o, słodkie i niewinne lata sześćdziesiąte!), potem przyszła kolej na heroinę, obecnie zaś w eksporcie do USA króluje fentanyl, środek równie odurzający, co zabójczy. I to zabójczy nie tylko dla narkomanów, lecz także dla samych gangsterów, zmuszonych we własnym gronie do ciągłej rywalizacji. Ale narkotyki, jak wiadomo, są interesem bardzo opłacalnym, więc w tym biznesie liczy się tylko bezwzględność.
El Mencho zaczynał jako lokalny szef największego gangu w stanie Michoacan, który nie mógł się równać z takimi potęgami, jak kartel ze stanu Sinaloa (jego szefem był rzeczony El Chapo), czy też Kartel Znad Zatoki (Meksykańskiej). Jednak wyjątkowe połączenie inteligencji z bezwzględnością pozwoliło El Mencho około 2010 roku stanąć na równi z tymi największymi. Oczywiście pomogło mu w tym aresztowanie El Chapo i wiążące się z nim osłabienie Kartelu z Sinaloa. El Mencho w dużej mierze przejął aktywa kartelu, korzystając z walk wewnętrznych po zamknięciu na dożywocie Guzmana. Gdy Kartel z Sinaloa z powrotem okrzepł, ludzie El Mencho już mocno siedzieli na jego miejscu w stanie Jalisco, leżącym na północ od Michoacan. Tam też przeniósł swą główną kwaterę ich boss.
Nazwa Kartel Nowej Generacji nie jest jedynie hasłem na pokaz, ludzie z CJNG rzeczywiście umieli się dostosować do twardych wymogów konkurencji. Jak dotąd nikt z ich kolegów po fachu nie okazał się tak chłonny w przyswajaniu sobie technologicznych nowinek. Dla przykładu: drony CJNG eliminowały biznesowych rywali na długie lata przedtem, zanim zaczęto je stosować na frontach Ukrainy. Jak widać, hasło „trzeba mieć nie tu (pokazujemy bicepsy), ale tu (pokazujemy głowę)”, procentuje także w świecie zorganizowanej przestępczości. Ale siła brutalnych mięśni liczyć się bynajmniej nie przestała.
Państwo w państwie
Boca del Rio to przedmieście Veracruz, metropolii leżącej nad Zatoką Meksykańską (nie popadajmy w nazewnicze szaleństwo: to nadal jest dla nas Zatoka Meksykańska, nie „Amerykańska”, jak chce Biały Dom). Rankiem 20 września 2011 roku sparaliżowano tam ruch na głównym węźle drogowym: jadący do pracy kierowcy z przerażeniem oglądali rozsypane na jezdni, nagie i powiązane drutem zwłoki 35 mężczyzn, kobiet oraz nieletnich. Zabici okazali się współpracownikami i klientami kartelu Los Zetas, który do tej pory panował nad miastami Zatoki. A wykończyli ich zabójcy z gangu pracującego dla CJNG. El Mencho pokazał w ten sposób, kto odtąd rządzić będzie rejonem Zatoki. Latynoamerykańska mafia to bowiem nie tylko chciwość, ale także pycha. Trupów się tutaj nie ukrywa, lecz z dumą wystawia na ulicy.
CJNG może sobie na to pozwolić, gdyż z jego 30 tysiącami kadrowych gangsterów jest de facto najsilniejszą i najlepiej uzbrojoną grupą w Meksyku, regularnej armii nie wyłączywszy. Ostatnio chłopcy z kartelu zestrzelili wojskowy śmigłowiec, zabijając kilkunastu żołnierzy i oficerów. Kartel jest w tej chwili nie tylko najsilniejszym spośród narkotykowych holdingów, ale też rywalem samego państwa. I to rywalem coraz skuteczniejszym. Przejął aktywa w wielu dziedzinach meksykańskiego przemysłu i handlu, a nawet próbuje – w takich miejscach jak stan Jalisco – przejmować prerogatywy państwa w sektorach opieki społecznej czy też dostarczania energii elektrycznej. Tak, tak – to nie żarty, to meksykańska rzeczywistość.
Nie rozwiązanie, lecz wyzwanie
Dlaczego tak się dzieje? Meksyk to przecież nie jakaś bananowa republika, to duże i silne gospodarczo państwo. Ale to jest właśnie przyczyną. Istotą mafii – o czym się często zapomina – jest bowiem nie walka z państwem, ale z nim współżycie. Współżycie oczywiście pasożytnicze. Mafia jest cieniem państwa, im ono silniejsze, tym potężniejsza jest ona. Dramatycznym wyrazem tego równania są zawsze powiązania między biznesem a władzą. Dowodzi tego przykład samego El Mencho, który zanim wszedł na drogę przestępstwa, służył meksykańskiemu państwu jako policjant. Można się tylko domyślać, że był złym gliną, podobnie jak setki złych sędziów i parlamentarzystów.
Dlatego też zabicie bossa CJNG stanowi dla Meksyku nie rozwiązanie, ale wyzwanie. Eliminując El Mencho, władze uderzyły też trochę same w siebie. Państwa przeżartego pasożytniczym układem nie stać na precyzyjnie chirurgiczne cięcie. W powstałej pustce zaczęły się nieuniknione walki o schedę po liderze, nie śpią też przecież inne kartele, którym nie bardzo podoba się dominacja CJNG. Powiedzmy otwarcie: gdyby nie nacisk ekipy Trumpa, prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum nigdy by się na tak radykalny krok nie zdecydowała.
Ale kości zostały rzucone. Teraz pozostało tylko patrzeć, kto z tej kotłowaniny wyjdzie zwycięsko. Oby okazało się to jeszcze przed rozpoczęciem startujących w czerwcu mistrzostw świata w piłce nożnej.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














