Mówić językiem, który łączy

Problemem w komunikacji i przyczyną długotrwałych konfliktów nie jest zwykle to, że mamy niewłaściwe oczekiwania albo „nie takie” uczucia. Tym, co utrudnia budowanie relacji, a także oddala nas od zaspokojenia własnych potrzeb, jest nieumiejętność ich nieagresywnego wyrażania.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
Ilustracja: Agnieszka Sozańska
Ilustracja: Agnieszka Sozańska

W sytuacjach konfliktowych lub takich, gdy rozmawiamy z kimś, na kim nam zależy, ale kto ma zupełnie inną perspektywę widzenia świata niż my (czyli np. z własnymi dziećmi), często mamy tendencję do manewrowania między atakowaniem a obroną siebie. Metoda komunikacji zwana porozumieniem bez przemocy umożliwia jednak rozstrzygnięcie konfliktu bez awantur, krzyków i poczucia skrzywdzenia.

Bez poniżania

Porozumienie bez przemocy (z angielskiego: non-violence communication – NVC) jest dość szczególną formą komunikacji, która została opisana przez Marshalla Rosenberga. Metoda ta skupia się na wyrażaniu uczuć i potrzeb bez oceniania, krytyki i przemocy. NVC opiera się na czterech elementach: obserwacji bez oceniania, wyrażaniu uczuć, identyfikowaniu potrzeb i formułowaniu adekwatnych do sytuacji próśb. Kiedy zatem nauczyciel na lekcji dostrzega trudne zachowanie ucznia, to zamiast zwracać się do niego w sposób agresywny i grozić mu wpisaniem uwagi do dziennika, może nazwać to, co widzi („widzę, że rysujesz coś na ławce”), wyrazić własne emocje („niepokoi mnie to”), zidentyfikować potrzebę („chciałbym, abyśmy skupili się na temacie zajęć”) i wyrazić swoją prośbę („wyczyść, proszę, swoją ławkę”). W ten sposób uczeń otrzymuje informację, że to, co robi, jest niewłaściwe i sprzeczne z oczekiwaniami, które stawia instytucja szkoły – jednocześnie komunikat ten w żaden sposób nie ocenia samego ucznia ani go nie poniża – prośba o zmianę dotyczy jedynie konkretnego zachowania. Dzięki temu oddzielamy dany czyn od jego „autora”, co z kolei pozwala uniknąć etykietowania i zrównywania uczniów (lub innych osób) z ich problematycznymi zachowaniami. Twórca metody oraz osoby ją praktykujące zwracają uwagę, że ludzie na całym świecie mają bardzo podobne potrzeby: wszyscy chcemy czuć się ważni, zauważeni, wysłuchani. Problemem w komunikacji i przyczyną długotrwałych konfliktów nie jest zatem zwykle to, że mamy niewłaściwe oczekiwania albo „nie takie” uczucia. Tym, co utrudnia budowanie relacji, a także oddala nas od zaspokojenia własnych potrzeb, jest nieumiejętność ich nieagresywnego wyrażania. Niemała część z nas została bowiem – zwykle w sposób nieświadomy – wychowana tak, by w sytuacji, gdy czegoś pragniemy, wchodzić w tryb walki i starać się jak najszybciej (stąd nierzadko agresywnie) „wyszarpać” od innych osób to, czego pragniemy.

Szakal, żyrafa i potrzeby

Sposób komunikacji, który jest nastawiony na walkę, a także na ocenianie drugiej strony, jest przez praktyków NVC nazywany „językiem szakala”. Taka forma rozmowy opiera się na stosowaniu komunikatu „ty” – człowiek posługujący się tą formą komunikacji często używa sformułowań odnoszących się krytycznie do drugiej osoby, a także stosuje krzywdzące uogólnienia, np. „ty nigdy nie sprzątasz w domu!”, „zawsze mnie lekceważysz!”, „ciągle myślisz tylko o sobie!”. Na drugim biegunie komunikacji lokuje się natomiast tak zwany język żyrafy, skupiony na posługiwaniu się komunikatem „ja” i werbalizowaniu własnych stanów wewnętrznych. Przykładem zastosowania języka żyrafy będą na przykład słowa „czuję się zmęczony, potrzebuję twojej pomocy”, „chciałabym, żebyśmy porozmawiali o tym, jak mi trudno”, „towarzyszy mi poczucie osamotnienia, chciałabym, byś spędził ze mną ten wieczór”. Oczywiście, mało kto posługuje się wyłącznie jednym lub drugim językiem – w chwilach gniewu zdarza nam się uruchamiać „tryb” szakala, a ciepłe emocje ułatwiają stosowanie komunikatów w stylu żyrafy. Im więcej komunikatów „ja” i nieoceniającego języka w naszych codziennych rozmowach, tym lepiej dla naszych relacji – dlatego właśnie warto starać się, aby to właśnie język żyrafy był podstawą naszego sposobu wchodzenia w interakcje. Twórca koncepcji NVC wskazuje również, że za agresywnymi komunikatami i trudnymi zachowaniami kryją się zwykle niezaspokojone potrzeby. Wprowadzenie zmiany w zachowaniu wymaga zatem dostrzeżenia i zaspokojenia – na ile to w danym momencie możliwe – zdeprecjonowanych potrzeb własnych lub osób, za które odpowiadamy. Rosenberg wskazuje również, że mówienie przede wszystkim o własnych potrzebach – a nie o tym, jak oceniamy innych – uwalnia naszą komunikację z dążenia do dominacji i patologicznej rywalizacji. Potrzeby jednej strony na ogół nie stoją w jawnym konflikcie z potrzebami drugiej – zamiana komunikacji w arenę, na której rozmówcy walczą ze sobą, jest nie tylko szkodliwa, ale i zazwyczaj zupełnie niepotrzebna. Tym, co sprzyja wzrostowi i dobrostanowi, nie jest na ogół podporządkowanie sobie rozmówcy, ale szacunek do jego odmienności i osobistych wyborów. W myśl porozumienia bez przemocy różnorodność poglądów i postaw może być wyzwaniem, ale nie stanowi dla nas zagrożenia – drugiego człowieka mamy za zadanie zrozumieć, a nie zmienić w kogoś, kto będzie dokładnie taki jak my.

Bez korepetycji

Na rynku istnieje obecnie bogata oferta, obejmująca kursy i warsztaty o tematyce NVC. Jeśli są one prowadzone przez kompetentne osoby, a program obejmuje nie tylko teorię, ale i praktyczne ćwiczenia, to bez wątpienia mogą one pomóc nam wypracować nowy schemat komunikacji. Nie oznacza to jednak, że uczestnictwo w profesjonalnych szkoleniach z zakresu porozumienia bez przemocy jest absolutnie niezbędne do tego, by umieć w wyważony sposób mówić o swoich potrzebach i emocjach. Porozumiewanie się w duchu NVC wymaga wprawy, ale jednocześnie jest dość egalitarne, dostępne nie tylko dla absolwentów drogich szkoleń. Niektórzy z nas stosują komunikaty charakterystyczne dla porozumienia bez przemocy, zupełnie o tym nie wiedząc – po prostu część z nas posiada zdolności od otwartej i empatycznej komunikacji, które nabyliśmy podczas własnego wychowania lub w toku dalszego życia. NVC nie jest wszak osobnym językiem, którego trzeba się uczyć „od zera”, tak jak uczymy się nowego języka obcego – jest to po prostu sposób mówienia i słuchania, który akcentuje podmiotowość zarówno naszą, jak i rozmówcy. Jeśli zaliczamy się do tej grupy osób, to po pierwsze – mamy powody do dumy i wdzięczności wobec swoich wychowawców. Po drugie zaś – jeśli pracujemy z ludźmi lub mamy swoje własne dzieci, to warto, byśmy mimo wszystko poznali podstawowe zasady porozumienia bez przemocy i nieco „zgłębili” ten temat. Być może jednak wcale nie potrzebujemy „korepetytora”, by mówić o swoich potrzebach w sposób nieagresywny – jest to bez wątpienia cenny zasób, który z pewnością doceniają osoby będące z nami w bliskich (ale także intensywnych zawodowo) relacjach. Jeśli jednak mamy nawyk atakowania innych w rozmowach, albo automatycznie podporządkowujemy się interlokutorom, to nie oznacza, że stosowanie NVC jest poza naszym zasięgiem. Będzie to wymagało więcej pracy i „zatrzymywania się” w chwili, gdy mamy ochotę powiedzieć drugiej osobie coś przykrego lub oceniającego – taki trening może jednak pomóc nam również lepiej poznać samych siebie i regulować własne emocje. Zdarza się i tak, że jeśli dana osoba „diagnozuje”, że niezwykle trudno jest jej komunikować się w sposób nieprzemocowy, to tak naprawdę w jej sposobach wypowiadania się odbija się echem jej trudna przeszłość – np. traumatyczne, przemocowe doświadczenia z domu rodzinnego lub szkoły. Rozpoznanie u siebie samego takich trudności może (i często powinno) być powodem do sięgnięcia po profesjonalną pomoc psychoterapeutyczną.

Szacunek, nie swawola

Początkowo stosowanie komunikatów charakterystycznych dla porozumienia bez przemocy może wydawać się dziwne i sztuczne – zwłaszcza jeśli wcześniej z łatwością uruchamialiśmy tryb oskarżania lub podporządkowywania się drugiej osobie. Do używania NVC można się jednak przyzwyczaić – a po pewnym czasie wypowiadanie własnych uczuć i potrzeb staje się czymś naturalnym. Zazwyczaj tym, co wzmacnia nas w posługiwaniu się tą metodą, są łatwe do zaobserwowania zmiany, które mają miejsce na skutek wprowadzenia do naszego życia empatycznej komunikacji. Rodzice – zwłaszcza dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym – mówią często o tym, że dzięki zastosowaniu elementów porozumienia bez przemocy poranki i wieczory z latoroślami stają się przyjemniejsze, gdyż zmniejsza się liczba konfliktów dotyczących konieczności ubierania się, spakowania do szkoły czy umycia zębów. Dzieci, których rodzice porozumiewają się z nimi w sposób empatyczny, czują się natomiast bardziej szanowane i traktowane podmiotowo – w efekcie młodzi ludzie uczą się, że podchodząc do innych w taki właśnie sposób, nie traci się szans na zaspokojenie własnych potrzeb. Nie jest natomiast prawdą stwierdzenie, że stosowanie NVC to forma „rozpieszczania” dzieci i że wykorzystujący je rodzic czy nauczyciel „pozwala na wszystko”. Literatura dostępna na temat porozumienia bez przemocy wyraźnie podkreśla, że uczucia i potrzeby obu stron – w tym rodzica, wychowawcy czy nauczyciela – są nie mniej ważne niż potrzeby dziecka. Dorośli mają prawo odbierać pewne zachowania dzieci jako rozpraszające, irytujące czy zasmucające – zaś wyznaczanie dzieciom granic jest niezbędne dla ich bezpiecznego rozwoju. Zakładamy jednak, że dziecko jest istotą w pełni ludzką, która zasługuje na to, by z nim rozmawiać, a nie na to, by przemocą wymuszać na nim aprobowane społecznie czyny. Wprowadzenie elementów NVC do wychowania dziecka – zarówno tego, które mieszka z nami pod jednym dachem, jak i tego, z którym mamy styczność na ścieżce zawodowej – stanowi pewne przesunięcie akcentów. Nie skupiamy się już przede wszystkim na kontroli podopiecznego i „zarządzaniu” jego zachowaniami, ale na zrozumieniu potrzeb młodego człowieka i nauczeniu go, jak te potrzeby można wyrażać bez krzywdzenia innych. Pozbawiony przemocy sposób porozumiewania się posiada także tę zaletę, że nie wywołuje chęci buntu, tak jak tradycyjne i charakterystyczne dla pruskiego systemu edukacji nakazy i zakazy – bywa to zaś szczególnie korzystne w przypadku pracy z dziećmi, którym trudniej jest zaadaptować się do ustalonych zasad, np. tych z zaburzeniami opozycyjno-buntowniczymi.

Porozumienie bez przemocy stanowi jedną z koncepcji, które podkreślają znaczenie wzajemnego szacunku w komunikacji. Daje przy tym gotowe narzędzia, które mogą uczynić nasze rozmowy nie tylko spokojniejszymi, ale także naprawdę zbliżającymi. Warto zatem sięgnąć choćby po niektóre elementy NVC, by żyło nam się – i pracowało – łatwiej i przyjemniej.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 45/2025