Jesteś moim domem

Ścieżki życia nie są kinem drogi, a kinem celu. Pośród różnych banalnych skojarzeń można znaleźć w nim ważne sensy.
Czyta się kilka minut
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe

Nie wiem dlaczego, ale pierwsze sceny filmu Marianne Elliott przypomniały mi pewien performans Mariny Abramowić i jej partnera, Ulaya, który właściwie zakończył ich związek. Może to surowe klify południowo-zachodniej Anglii zaczęły przypominać mi Wielki Mur Chiński? No bo właśnie – Abramowić i Ulay szli do siebie z przeciwległych końców wielkiej starożytnej budowli, by znaleźć odpowiedź na pytanie, czy warto dalej być ze sobą. Żmudne, ośmioletnie przygotowania i medialny przebieg performansu sprawiły, że ich relacja stała się publiczna. Wędrówka bohaterów filmu jest z kolei intymna, mogłaby być właściwie przez nikogo niezauważona. Raynor i Moth idą. „Po prostu wędrujemy” – jak sami określają tryb swojego życia.

Słone doświadczenia

Historia państwa Winnów znana jest szerzej na Zachodzie, bo Raynor opublikowała autobiograficzną książkę – opis jej wędrówki słynnym szlakiem nadmorskim w Anglii. Nie była to jednak zwykła wycieczka czy jak podejrzewali inni wędrowcy, urocza wyprawa emerytów. Raynor Winn (Ray) i jej mąż Moth, u którego zdiagnozowano zwyrodnienie korowo-podstawne (CBD), stali się bezdomni. Zainwestowali „znaczną sumę” w firmę należącą do przyjaciela. Kiedy firma upadła, pozostawiając niezapłacone długi, przyjaciel upierał się, że są zobowiązani do ich spłaty i pozwał ich do sądu. Nie znając procedur sądowych i nie mogąc opłacić prawnika, przegrali sprawę i stracili farmę w północnej Walii. Wprawdzie w ostatniej chwili znaleźli dowód, że nie są odpowiedzialni za długi przyjaciela, jednak system przemielił ich dokładnie. Nie pomogły prośby i opis trudnej sytuacji rodziny.

Bezdomni i bez grosza, z tygodniowymi ulgami podatkowymi jako jedynym źródłem dochodu (otrzymywali z tego tytułu 40 funtów), decydują się przejść niemal tysiąckilometrowy szlak South West Coast Path. Odkrywają, że plecak wydaje się o wiele cięższy, gdy ma się pięćdziesiąt lat, niż gdy ma się dwadzieścia. Stopniowo uczą się radzić sobie z kaprysami długodystansowego marszu, wzniesieniami, upałem, zimnem, deszczem, nawigacją (a raczej jej brakiem) oraz z ciekawskimi ludźmi, krajobrazami i dziką przyrodą, które napotykają po drodze. Ciężkie ćwiczenia w jakiś sposób pomagają Mothowi zwalczyć sztywność, którą nieznający diagnozy zrzucali na artretyzm.

Bez obawy, nie zdradziłem całej fabuły filmu, choć nie jest ona bardzo rozbudowana. W standardowym kinie drogi odbywana podróż staje się okazją do odkrycia swoich słabości, zacieśnienia więzi, zrozumienia, co jest w życiu ważne. Państwo Winn wyruszają w drogę z niewzruszoną pewnością, że ważna jest dla nich ich miłość, ważna jest rodzina. To, czego szukają, to celu swojego życia po licznych słonych doświadczeniach, granicznych momentach życia, które mogłyby zachwiać ich relacje. Bo przecież po przejściu tysiąca kilometrów, wylanych łzach i doświadczeniu bólu zacząć będzie trzeba coś, co nazywamy stabilnym życiem.

W Polsce mówimy raczej o gorzkich, a nie słonych doświadczeniach. Film uświadomił mi jednak, że to właśnie słone łzy czy sól, która jątrzy rany, bardziej pasuje do opisu tak dramatycznych wydarzeń. Kiedy spod nóg znikają fundamenty poczucia bezpieczeństwa, to nie doświadczamy zresztą ani słodyczy, ani innych smaków życia.

Nad przepaścią

Kolejny raz trzeba pogratulować tłumaczom polskich tytułów, bo zmetaforyzowali Słone ścieżki, właściwy tytuł książki Winn, na Ścieżki życia. Może jednak woleli wydobyć główny sens filmu w tytule, bo niewiele powiedziałby nam tytuł książki, a zarazem potoczna nazwa szlaku południowo-zachodniego wybrzeża Anglii. Rozciąga się on na długości 630 mil, biegnąc od Minehead w Somerset, wzdłuż wybrzeży Devon i Kornwalii , do Poole Harbour w Dorset. Nazwy tych miejscowości niewiele nam mówią, ale dla porównania długość naszego wybrzeża to 510 kilometrów, czyli 316 mil, i bynajmniej solnego szlaku nie da się przejść jak u nas brzegiem przyjemnej i piaszczystej plaży. Mimo że Winnowie wybierają się na szlak w sierpniu, doświadczają zimnych nocy, smagania wiatru, nawet podtopień.

Ścieżka ta powstała jako trasa dla Straży Przybrzeżnej, którą przemieszczali się strażnicy, patrolując teren w poszukiwaniu przemytników. Musieli mieć możliwość spojrzenia w dół do każdej zatoki i zatoczki. W rezultacie ścieżka ściśle przylega do wybrzeża, zapewniając doskonałe widoki, ale rzadko jest najkrótszą drogą między dwoma punktami. Schorowany Moth ciągnie w górę swoją zesztywniałą nogę, jak i bagaż. Jeszcze bardziej niebezpieczne są zejścia. Niebezpieczna jest noc, szczególnie gdy mrok zapadnie tak szybko, że nie dostrzeżesz nieopodal przepaści. Patrzenie na morskie, nieraz rozszalałe głębiny, urwiste skały i kolejne stopnie do pokonania może być doświadczeniem wielu osób, niekoniecznie wędrujących w południowej Anglii.

Ofiarą fałszywych przyjaciół, bezdusznego systemu, finansowych pułapek padają miliony osób na całym świecie. Nie każdy ma przy sobie tak wspierające osoby, jakie spotykamy w filmie. Nie  zawsze krok od przepaści udaje się zachować spokój. Być może częściej chce się w takiej sytuacji wykonać krok ku niej…

Dom, który mam zawsze

Gillian Anderson w głównej roli jest niesamowita (nie pamiętam, kiedy ostatnio nie była), a znany raczej z ról mrocznych bohaterów Jason Isaacs naprawdę jej dorównuje. Bohaterowie nie dochodzą do momentu, w którym dobrotliwie mówią do siebie „jakoś to będzie”. Oni odkrywają, że jakkolwiek będzie, to będzie „jakoś”. Chcą to, co im pozostało w życiu, przekuć w coś sensownego. To może umykać w urwanych zdaniach, sentencjach wypowiedzianych mimochodem, w tym najpiękniejszej o tym, że to miłość bohaterów jest dla nich domem, którego nikt im nie odbierze.

Jest jeszcze jeden szczegół, który może umknąć naszej uwadze. Moth czyta przez całą wyprawę staroangielski poemat Beowulf (raz nawet opłaca się im publiczny odczyt). Utwór opisuje legendarne pradzieje Skandynawii – Danii i Szwecji oraz jej mitycznych bohaterów w VI stuleciu, ale wspomina też postaci rzeczywiste i wydarzenia hipotetyczne. Dzieje te, związane są, a jakże, z wędrówką. Tytułowy bohater po przybyciu na zamek króla Duńczyków Hrodgara (Heorot) zabija pustoszącego okolicę straszliwego potwora – Grendela, a następnie pokonuje jego matkę zamieszkującą w podmorskiej jaskini. Później sam zostaje królem, który przez kilka dziesięcioleci rządzi swym ludem sprawiedliwie. Ta romantyczna historia mogła ponieść zagubioną parę. Wystarczy pokonać smoka i inne przeciwności, by na nowo posiąść życie.

Można oczywiście nie próbować i zostać w miejscu, ale czy warto się poddawać? Może za kolejnym zakrętem losu, po kolejnym kroku wykonanym w ciemności i pod wiatr, odnajdziemy wreszcie prawdziwy dom. Ten, który będzie nasz na  zawsze.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2026