Chłopska opera

Pastorałki nie powstały jako stylizacja. Wymyślili je autentyczni pasterze. Ich źródeł trzeba jednak szukać daleko, bo aż na stokach Pirenejów.
Czyta się kilka minut
Kolędnicy w tradycyjnych strojach baskijskich w San Sebastian, po hiszpańskiej stronie Pirenejów, 24 grudnia 2011 r. fot. Ander Gillenea/Getty Images
Kolędnicy w tradycyjnych strojach baskijskich w San Sebastian, po hiszpańskiej stronie Pirenejów, 24 grudnia 2011 r. fot. Ander Gillenea/Getty Images

Śpiewają, deklamują, tańczą – a wszystko według starannie wyreżyserowanego scenariusza, w którym, w przerwach między partiami chóru, każdy z aktorów odgrywa wyznaczoną sobie rolę. Cóż w tym dziwnego, skoro tak wyglądają tysiące innych przedstawień? Ano to, że pomysł na baskijską pastoralę bynajmniej nie narodził się za biurkiem profesjonalnego scenarzysty czy reżysera. Pomysłodawcą i zbiorowym wykonawcą była tutaj przez wieki wiejska wspólnota. Można powiedzieć, że jest to prawdziwa chłopska opera, powstała prawdopodobnie jeszcze w czasach, gdy nie istniała klasyczna opera włoska. Pastorala różni się od niej tym, że jej wykonawcy – zarówno mężczyźni, jak i kobiety – przez cały czas trzymają w rękach pasterskie kije.

Czerwoni Turcy, zieloni chrześcijanie

Soule to kraina niewielka, ot, kilka dolin wciśniętych w głąb pirenejskiego łańcucha. Ten do niedawna trudno dostępny region długo zachował odrębność, rządząc się własnym, ukształtowanym na miejscu prawem pasterzy. Choć nominalnie od średniowiecza należał do Francji, francuskie państwo, na dobrą sprawę, zainstalowało tam swoje struktury dopiero po rewolucji 1789 roku. I to nie bez oporów.

W Soule mieszkają Baskowie i do dzisiaj – mimo dwóch wieków francuskiego centralizmu – mówi się tam po baskijsku. Zuberoa (tak brzmi oryginalna nazwa krainy) to jeden z trzech regionów zamieszkałych przez francuskich Basków. Świat o nich słyszy niewiele, bardziej znani są ich znacznie liczniejsi rodacy zza przełęczy, z Baskonii hiszpańskiej. Może to zresztą i lepiej, bo tkwiąc na uboczu, francuscy Baskowie tym dogodniej zachowali prastare obyczaje.

Pastorala jest jednym z nich, choć praktykowana jest jedynie na terenie Soule. Trudno powiedzieć dlaczego tylko tam, pewne jest natomiast, że znana jest tam od niepamiętnych czasów.

Z Wikipedii możemy się dowiedzieć, że pierwszym znanym autorem pastorałki był florencki humanista Angelo Poliziano, który swojego Orfeusza wystawił w 1480 roku. W tym czasie, według wszelkiego prawdopodobieństwa, w dolinach Soule wystawiano już własne przedstawienia.

Wykonawcy pastorali podzieleni są na dwa korowody. Ubrani na niebiesko kiristiak (chrześcijanie) wiodą taneczne boje z türkak albo satanak, którzy noszą stroje czerwone. Co prawda, Turcy nigdy w te strony nie dotarli, lecz można się domyślać, skąd wzięła się nazwa: w 1456 roku papież Kalikst III nakazał, by odtąd dzwony wszystkich kościołów katolickiej Europy biły w południe, na znak solidarności wobec narastającego niebezpieczeństwa ze strony osmańskich najeźdźców. „Dzwonienie tureckie” – jak je wtedy nazwano – dało początek modlitwie Anioł Pański, zaś w Soule przyczyniło się do ukształtowania tanecznego obrzędu. Ale sam obrzęd mógł się pojawić długo wcześniej. Może był znany w całej Baskonii, a może nawet i poza nią. Ale to już sfera hipotez. W każdym razie pomysł na pastorałkę nie wziął się z uczonej, literackiej abstrakcji, jej geneza tkwi w autentycznym pasterskim środowisku.

Przywracanie pamięci

Archaiczne korzenie przedstawienia podkreślają instrumenty. Xirula to prymitywna fujarka, ttun-ttun – jak łatwo się domyślić – stanowi sekcję rytmiczną. A wszystko obsługuje jedna osoba. Melodię wygrywa na flecie lewa ręka, która jednocześnie podtrzymuje ośmiostrunną cytrę ttun-ttun. Prawą grający rytmicznie po tych strunach uderza. Surowe brzmienie tej muzyki daje nam wyobrażenie o dawnym życiu pasterzy, spędzających całe miesiące w odosobnieniu, na wysokogórskich halach. Tam nie było wieloosobowych kapel.

Tradycyjnie wykonawcami byli mężczyźni, nawet partie kobiece wykonywane były przez męskich aktorów. Jednak i tutaj wkradł się postęp, mniej więcej od 1950 roku w pastoralach występują także kobiety. Dziś jest ich nawet chyba więcej niż mężczyzn. Tradycja na tym chyba nie ucierpiała, przeciwnie, feminizacja obrzędu nadała mu nową dynamikę.

Gdy młode pokolenia zaczęły zapominać rodzimy obyczaj, na baskijskiej wsi pojawili się edukatorzy z miasta. Nadal jednak podstawową grupą wykonawców są miejscowi. Próby odbywają się w świetlicach lub na wolnym powietrzu. Śpiewacy stają w okręgu, intonując po kolei zwrotki tradycyjnych pieśni. Jeżeli któryś z młodych zapomni słów, starszy kolega lub koleżanka szybko mu je podrzuci. W ten sposób wspólnota przypomina sobie własne dziedzictwo.

Najstarszy naród Europy

Baskowie są, obok skandynawskich Lapończyków, najstarszym narodem Europy. Przybyli tu, gdy po ziemi chodzili jeszcze neandertalczycy. Słynne rysunki naskalne z francuskiego Lascaux czy hiszpańskiej Altamiry są dziełem bezpośrednich przodków dzisiejszych mieszkańców Baskonii.

Przetrwali wiele, ale też wiele utracili na rzecz kolejnych fal przybyszów. Tysiąc lat temu po baskijsku mówiono hen, daleko na północ, w głąb Francji. Dziś Baskowie ostali się jedynie w rejonach górzystych. Rodzime królestwo Nawarry w XVI wieku podzieliły między siebie Hiszpania i Francja. Odtąd obaj zaborcy usilnie starali się uczynić z Basków Hiszpanów i Francuzów. Ci drudzy, w latach rewolucyjnego terroru 1793–1795, pod pretekstem, że „fanatyzm mówi po baskijsku”, dopuszczali się wręcz ludobójstwa. Symbolem uciemiężenia ze strony hiszpańskiej jest znane z obrazu Picassa miasteczko Guernica, które w 1937 roku zbombardowała hitlerowska Luftwaffe, wspierająca w wojnie domowej generała Franco. Separatystyczna ETA, która zdobyła ponurą sławę dzięki metodom terrorystycznym, rozwiązała się dopiero w 2018 roku, jednak separatyzm wśród hiszpańskich Basków nadal jest silny.

Francuscy Baskowie nie są tak radykalni, choć i tutaj, na wiejskich imprezach, coraz częściej powiewa ikurrina, sztandar baskijskich niepodległościowców. Jest to jednak raczej wyraz rosnącej – po dekadach schyłku – świadomości własnej kultury niż dążenia do secesji. Chociaż kto wie, jak ów proces się skończy? Francja, a z nią cała Europa, przeżywa przecież ostry kryzys tożsamości.

Mieszkańcy Soule traktują swoje pastorale jako tragedie, w odróżnieniu od komedii granych w karnawale. Dziś akcentów religijnych jest mniej, autorzy scenariuszy koncentrują się raczej na historii Basków, opisując losy narodowych bohaterów. Aktorzy nie wypuszczają jednak z rąk pasterskich kijów.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 51-52/2025