Kiedy umierał – równo sto lat temu, 17 marca 1826 roku – pochowano go tuż za wałami Wiednia, zgodnie z rozporządzeniem cesarza, który zabronił pochówków w obrębie miejskich murów. Tenże sam cesarz – mowa o Józefie II – w ramach laicyzacji swojego państwa skasował klasztor karmelitanek we Lwowie, czym niechcący przyczynił się do sławy bohatera naszej opowieści. W 1817 roku hrabia Józef Maksymilian Ossoliński, wysoki urzędnik cesarskiego dworu, zakupił z własnych funduszy osypujące się mury poklasztorne, nakazując ich odbudowę. Tak powstało Ossolineum, arcyważna placówka polskiej kultury, która przeżyła swojego założyciela i trwa do dziś. Tyle że we Wrocławiu.
Ex aequo na podium
Polska przedrozbiorowa, a konkretnie w epoce saskiej, nie ma dobrej opinii, jeśli chodzi o stan kultury. A jednak nawet w tamtych, nienajlepszych czasach, zdobyliśmy się na bibliotekę, jakiej nie było nigdzie indziej na świecie. Niestety, 300 tys. tomów zbiorów braci Załuskich rosyjscy zaborcy wywieźli do Petersburga. Sporo przepadło po drodze, a tylko niewielką część udało się odzyskać w ramach reparacji po zwycięskiej wojnie lat 1920–1921. Dzieło Załuskich nie było inicjatywą państwową, lecz przedsięwzięciem całkowicie prywatnym, i tenże model opieki nad narodową kulturą w logiczny sposób kontynuowany był w okresie zaborów, kiedy państwa polskiego zabrakło.
Ale ten logiczny wniosek wcale nie był oczywisty, bo przecież wielcy ludzie doby rozbiorów, którym zawdzięczamy fakt, że pozostaliśmy Polakami, mogliby się nie narodzić. A jednak się narodzili. Wystarczy tu wspomnieć chociażby o księżnej Izabeli Czartoryskiej w Puławach, czy też o Tadeuszu Czackim w Krzemieńcu, który, choć był carskim dygnitarzem, w zarządzanym przez siebie resorcie oświaty zrobił „prywatnie” dla Polski znacznie więcej, niż wymagała tego jego funkcja.
Ossoliński to trzecia postać tej wielkiej trójki. Trzecia w kolejności wymieniania, lecz nie w randze podjętych działań. Tutaj zasługi liczą się ex aequo.
W ścisłej czołówce do dzisiaj
Zakład Narodowy imienia Ossolińskich (bezdzietny Józef Maksymilian dedykował dzieło herbowemu rodowi) ze swoją biblioteką, archiwum, zbiorami malarstwa, rzeźby i wszelkich innych historycznych pamiątek był odtąd, przez cały, ponad stuletni okres zaborów, najbogatszym ośrodkiem pielęgnacji narodowej kultury. Z początku nie mogły mu dorównać nawet zbiory Krakowa, historycznej stolicy Polski, gdyż wzięli je pod kuratelę urzędowi germanizatorzy z Wiednia. Lwowskie Ossolineum takich ograniczeń nie miało, szybko stało się więc centrum niepodległego polskiego ducha. I to nie tylko w obrębie zaboru austriackiego, lecz także w pozostałych dwóch – na całym obszarze nieistniejącej formalnie Polski.
To tutaj Samuel Bogumił Linde, Niemiec z pochodzenia, lecz sercem Polak, ślęcząc nad zgromadzonymi rękopisami i starodrukami, opracował pierwszy słownik języka polskiego. Z murów Ossolineum wyszły potem całe zastępy jemu podobnych ludzi, którzy krzewiąc polską kulturę, podtrzymywali istnienie narodu.
W niepodległej Polsce Ossolineum utrzymało swoją rangę, choć – rzecz oczywista – nie musiało już państwa zastępować. To dzieło wzięły na siebie uniwersytety, Biblioteka Narodowa i narodowe muzea oraz różne inne, oficjalnie dotowane instytucje kultury. Jednak lwowska fundacja, z jej bogatym dziedzictwem, utrzymała się w ścisłej czołówce. Od 1933 roku wydaje serię „Biblioteka Narodowa”, w której ukazały się setki tomów ważnych dzieł polskiej literatury.
Polski Robinson we Lwowie
Gdy w 1939 roku Lwów okupowali Sowieci, nad Ossolineum zawisło fatum znane już z precedensu braci Załuskich. Zbiory fundacji zostały „znacjonalizowane” (czytaj: ukradzione), niebawem też przystąpiono do ich okaleczania. 70 skrzyń „niewygodnych polskich eksponatów” (czytaj: dzieł sztuki niepasujących do bolszewickiej doktryny) zniszczono i do dzisiaj nawet nie wiadomo, jakie to były obiekty.
Na szczęście znalazł się człowiek, który ocalił nam to, co najcenniejsze (znowu ta polska „prywatna inicjatywa”!). Historyk sztuki Mieczysław Gębarowicz zatrudniony został przez Niemców, okupujących Lwów w latach 1941–1944, jako selekcjoner dzieł niemieckiej kultury. Niemcy mieli na głowie wojnę na wschodnim froncie, więc nie przyglądali się jego pracy. Tymczasem profesor, po cichu, w Ossolineum zapakował do skrzyń iluminowane średniowieczne rękopisy, najstarsze zabytki polskiego piśmiennictwa, a także autografy największych polskich poetów i pisarzy. Przewidział, że jeśli pozostaną we Lwowie, to przepadną.
I przewidział trafnie. Polskie cymelia odnaleziono w 1945 roku nietknięte na Dolnym Śląsku. A sam Gębarowicz, jako jeden z nielicznych Polaków i jedyny polski profesor, nie dał się ze Lwowa wyrzucić i do końca życia (zmarł w 1984 roku) w mieście nad Pełtwią pozostał.
Historia z happy endem
Cudem ocalone skarby ulokowano w polskim już Wrocławiu, w pięknym barokowym pałacu. W 1946 roku trafiła tam też, jako „dar narodu radzieckiego”, pozostała we Lwowie część zbiorów. Ale była to część niewielka, w dodatku apodyktycznie wyselekcjonowana przez niezbyt przychylnych Polakom sowieckich urzędników. W późniejszych latach udało się sprowadzić tego trochę więcej, ale w sumie wróciła do nas zaledwie jedna trzecia przedwojennych zbiorów. Reszta do dziś znajduje się we Lwowie, teraz już ukraińskim.
W komunistycznej Polsce nie bardzo wiadomo było, co zrobić z prywatną, więc „reakcyjną”, lecz niezmiernie zasłużoną fundacją. W końcu przyznano ją, jako instytut naukowy, Polskiej Akademii Nauk.
Nadeszła wreszcie niepodległość i tym razem także, szczęśliwie, znalazł się człowiek, który przeprowadził Ossolineum przez burzliwe lata transformacji. Adolf Juzwenko, od 1990 roku dyrektor instytutu, w pięć lat później doprowadził do wskrzeszenia Ossolineum jako samodzielnej placówki. Dziś jest to instytucja publiczna, jednak działająca zgodnie z intencją założyciela, który dwieście lat temu przekazał swoje zbiory „w darze narodowi polskiemu”.
W 1999 roku Juzwenko wzbogacił cenną kolekcję autografów oryginałem mickiewiczowskiego Pana Tadeusza, zakupionym z rąk prywatnych. Wzbogacił formalnie, gdyż rękopis pozostawał w zbiorach Ossolineum od 1939 roku, zdeponowała go tam przed wybuchem wojny rodzina Tarnowskich, zaś w 1945 roku odnalazł go Gębarowicz. Teraz Ossolineum, na równi z Biblioteką Narodową, posiada oryginały najważniejszych dzieł polskiej literatury XIX i XX stulecia.
A sam Józef Maksymilian? Nie ma nawet swojego grobu, gdyż na jego miejscu na wiedeńskim cmentarzu przeprowadzono tory kolejowe. Jednak w ubiegłym roku stanął tam kamień z pamiątkową tablicą.
„Józef Maksymilian Ossoliński
(1754–1826) – wizjoner”
Gmach Główny Ossolineum
ul. Szewska 37, Wrocław
oraz wybrane miejsca plenerowe:
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















