Po przeczytaniu tej niewielkiej rozmiarami książeczki, traktującej o islamie i Koranie, w oczach uważnego czytelnika z tegoż Koranu – jak napisał jeden z francuskich recenzentów – „nie pozostaje nic. Absolutnie nic”. W epoce, w której obowiązuje zasada „im mocniej, tym lepiej”, może to być oczywistą rekomendacją. Jednak czy dla uzbrojonego w taką wiedzę o islamie chrześcijanina – bo dla nich ks. Pages napisał to dzieło – będzie to najlepszy sposób konfrontacji z braćmi muzułmanami? Najlepszy także w sensie: najskuteczniejszy, bo przecież (tu trzeba się zgodzić z autorem) również i my chcielibyśmy naszych braci nawrócić. Chcielibyśmy, aby uwierzyli w Chrystusa. Podobnie jak oni chcieliby, abyśmy wyznali wiarę Proroka Muhammada.
Wracam do pytania: czy chrześcijanin, uzbrojony w wiedzę zaczerpniętą z książki ks. Pagesa oraz przekonany do proponowanej na jej kartach misyjnej taktyki, da odpowiednie świadectwo o swoim Zbawicielu – chociażby w rozmowie z pierwszym lepszym napotkanym muzułmaninem? W przekonaniu piszącego te słowa odpowiedź brzmi: nie. Wszystko, co napisane poniżej, jest próbą uzasadnienia.
Przegryzł się na drugą stronę
Ksiądz Guy Pages, rocznik 1958, to kapłan archidiecezji paryskiej, który doświadczenia kontaktu z żywym islamem nabrał w północnoafrykańskim Dżibuti. Jednak jego pierwszorzędnym atutem jest oczytanie w temacie. Poznał język arabski i przestudiował świętą księgę muzułmanów dokładnie, werset po wersecie. Czytając jego krytykę Koranu i islamu, można mieć przynajmniej pewność, że nic, co napisał, nie jest pozbawione źródłowych podstaw, nie ma tutaj żadnego zmyślania, typowego dla niedokształconych apologetów. To bardzo wielka zaleta. Jednak przy wysłuchiwaniu kolejnych pochwał erudycji ks. Pagesa trudno się opędzić od złośliwego skojarzenia z powiedzonkiem autorstwa Antoniego Słonimskiego: tak się wgryzł w temat, że się przegryzł na drugą stronę.
W Polsce reprezentantem podobnego nurtu był zmarły w 1944 roku prof. Tadeusz Zieliński. Ten znawca antyku i klasycznej greki był też wyśmienicie oczytanym ekspertem od hebrajskiej Tory i talmudycznego judaizmu. Święte pisma żydowskie opisał kompetentnie i z podaniem źródeł. Jednak w sumie nie zostawia on suchej nitki ani na judaizmie, ani w ogóle na Starym Testamencie, który opisuje jako zbiór przykazań okrutnych i niemądrych. Ale, negując judaizm, niechcący zanegował też starotestamentalne korzenie chrześcijaństwa.
Islam, Koran żadnych, ale to absolutnie żadnych dobrych owoców zrodzić nie może. Bo to dzieło Antychrysta. A w każdym razie Antychryst, jeśli już się na ziemi narodził, Koranem się posługuje – ks. Pages pisze o tym właściwie wprost, to żelazna konsekwencja jego studiów. Ale też o jeden, i to duży krok za daleko. Przynajmniej jak na chrześcijanina.
Z naszym stosunkiem do islamu jest oczywiście nieco inaczej niż z judaizmem – wspólnych korzeni z muzułmanami nie mamy. Jednak tak radykalna krytyka muzułmańskiej religii, jaką podjął ks. Pages, może także – przy odrobinie konsekwencji – obrócić się przeciw samym krytykującym, w tym przypadku chrześcijanom.
Bać się czy nie bać?
Zacznijmy od podstawowej tezy autora, która przewija się przez cały tekst. Od islamu trzeba trzymać się z dala, bo jego wyznawcy zawsze będą chcieli uczynić z nas muzułmanów. Zawsze i wszędzie – chociażby jak najbardziej uprzejmy i zgodny, każdy muzułmanin ma w tyle głowy nienaruszalną zasadę, która nakazuje mu czynić ze mnie, tj. chrześcijanina, takiego samego jak on wyznawcę wiary Proroka. Jedni będą to robili subtelnie, inni będą woleli nas przymuszać, wszystko jedno, każdemu chodzi o jedno i to samo. Dlatego islam to wiara nie tylko fałszywa, ale i niebezpieczna.
Dwa przedostatnie zdania to w zasadzie racja, pomyślmy jednak o pewnej oczywistości. Islam jest religią uniwersalną, czyli przeznaczoną dla wszystkich ludzi. A co za tym idzie, jest też religią misyjną. Każdy muzułmanin ma obowiązek nawracania na islam napotkanych niewiernych, i z tego narzuconego przez Boga obowiązku nikt go zwolnić nie może.
Dokładnie takim samym fenomenem jest chrześcijaństwo. I dokładnie takie same obawy wzbudzało ono w tych, którzy rzucali chrześcijan lwom. Co to za fanatycy! Zamiast, jak inni obywatele Rzymu, żyć i pozwolić żyć innym, oni za wszelką cenę chcą nas przekonać do jakiegoś przestępcy, słusznie ukrzyżowanego w jednej z naszych prowincji.
Podobny lęk rządzi prezentowanym przez ks. Pagesa stosunkiem do islamu. Mimo że pozornie tak odważnie proponuje on nam, wyznawcom Chrystusa, stanięcie w intelektualne szranki z wyznawcami proroka. Bo przecież nie ma niczego złego, ba, niczego niezwykłego w tym, że wyznawca jakiejś religii chce i nas do niej przekonać. To jest rzecz najzupełniej normalna. Rzecz w tym, by nie robił tego ani przemocą, ani też podstępem. To wszystko, czego możemy się domagać we wstępnych kontaktach z wyznawcami islamu.
Ksiądz Pages odpowiada na to na kartach swojej książki, twierdząc że nie ma uczciwych muzułmanów, a każdy z nich usiłuje i będzie usiłował nas nawrócić jeśli nie siłą, to przynajmniej jakimś oszustwem. A to przecież zwykła nieprawda. Rozmiary tego tekstu są zbyt szczupłe, by przytaczać przykłady. Ale chyba każdy z nas, kto tylko dotknął islamu żywego, reprezentowanego przez większą grupę ludzi, wie, o czym mówię. Fanatycy zdarzają się wszędzie, czasem w zatrważająco dużym odsetku – ale to przecież nie oni są monopolistami w interpretacji przykazań swoich proroków. Chyba nie inaczej dzieje się w Dżibuti.
Tu leży pies pogrzebany
A gdyby nawet jacyś uczciwi muzułmanie się znaleźli, nie wolno nam ich popierać. Po co umacniać w napotkanych wyznawcach islamu fałszywe przekonanie, że może istnieć islam pozbawiony agresji i przepełniony duchem miłości? Lepiej walić im w oczy całą okrutną prawdę o fałszu ich religii, zachęcając jednocześnie wprost, by ją porzucili. Oczywiście na rzecz chrześcijaństwa – ten wiosek ks. Guy Pagesa to już zupełna aberracja. Choć oczywiście konsekwentnie logiczna z jego punktu widzenia.
Będąc tak bojowym, nazywając islam obelżywie „teofaszyzmem”, jest jednocześnie ks. Pages specyficznie francuski w swoim podejściu do spraw religii. I bardzo celnie, choć może nie do końca ze świadomością tego, co w istocie napisał, podsumował jego styl jeden z uczonych entuzjastów: autor Islamu pod lupą i Dowodu Koranu znakomicie rozprawia się z muzułmańskimi zabobonami – w imię oświeconego rozumu.
I chyba tutaj leży pies pogrzebany. Przypomnijmy sobie, co nam, polskim katolikom czyniono „w imię oświeconego rozumu” za Bieruta, Gomułki i ich następców. Bo przecież katolicyzm, a w ogóle chrześcijaństwo, to tylko zbiór zabobonów. Wystarczy poczytać ich Pismo Święte, by zobaczyć, ile tam bałamuctwa, nielogiczności, argumentów zaprzeczających samym sobie.
Dobrze pamiętamy, jak smakują takie zarzuty. Nie róbmy tego samego braciom muzułmanom.
---
Islam pod lupą
ks. Guy Pages
Wydawnictwo Ojców Franciszkanów Niepokalanów 2025
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














