Nie może dwom panom służyć
Kim są synowie światłości, o których Jezus mówi w przypowieści o nieuczciwym rządcy? Są Jego umiłowanymi uczniami. Być dzieckiem światłości oznacza, że jest się zrodzonym z Chrystusa, który jest Światłością świata. Nawet jeśli ktoś idzie w ciemnościach, jest prowadzony przez Światłość świata. Więcej – sam tym światłem promieniuje. Jezus rozprasza ciemności dla nas, byśmy szli bezpiecznie i nie pogubili się, gdy nasze życie jest zasnute chmurami niewiary, wątpliwości i chaosu. Ale rozprasza te ciemności również przez nas, by ludzie pogrążeni w mrokach zła mogli odnaleźć drogę do Światła.
Dzieci światłości jednak nie idą na kompromisy z ciemnością. Nie jest ich zadaniem pertraktowanie z mrokiem, ale rozpraszanie go przez codzienne wybory w małych i wielkich sprawach i opowiadanie się po stronie Boga we wszystkim. Dzieci światłości są rzecznikami Ewangelii bez cienia wątpliwości i wahania, gdy trzeba stanąć po stronie dobra, a nie zła. Chrześcijanie, dzieci światłości, to ludzie, którzy powinni być nieskazitelnie uczciwi w swoich wyborach.
Wiemy, że bywa różnie. Widzimy, jak często ludzie wierzący popełniają błędy, jak upadają w grzech, jak krzywdzą bliźnich, są niesprawiedliwi w swoich osądach i brakuje im szacunku dla innych, zwłaszcza gdy jest to „inność” burząca dobre samopoczucie, prowokująca i niepokojąca. Widzimy uczniów Chrystusa, którzy dają się ponieść namiętnościom, uwodzącej sile władzy, którzy manipulują, zadają ból, wprowadzają podziały. Stają się sługami Mamony, jednocześnie próbując nadal być sługami Boga. Próbują pogodzić jedno z drugim, rozmiękczając ewangeliczne wezwanie do wierności, do radykalnych wyborów dobra, do miłości, która kosztuje. A jednak, mówi Jezus, nie da się służyć dwóm panom.
Dlaczego tak się dzieje? Być może dlatego, że są to osoby, które wierzą, że są odporne na działanie zła i że małe kompromisy i ustępstwa są nieszkodliwe. A często nawet pożądane, bo ułatwiają dialog, pomagają w docieraniu do tych, którzy żyją w ciemnościach, by wejść w ich położenie i wyznawany przez nich system wartości. Efekt jednak jest taki, że te kompromisy powodują przytłumienie czystego światła Ewangelii, wzmagając poczucie dezorientacji i chaosu. Nie da się bowiem służyć dwóm panom. Jeśli opowiadasz się za jednym, nawet w niewielkich sprawach, zdradzasz drugiego.
Są też dzieci światłości, które wierzą, że same są światłem. To ludzie, którzy próbują głosić Dobrą Nowinę, koncentrując uwagę innych na swoim blasku – talentów, osobowości, umiejętności i charyzmatów. Zapominają o Tym, który jest Źródłem światła, czasem nawet próbują je wykorzystać dla własnych celów, do karmienia swojego ego sukcesami duszpasterskimi, przewagą nad innymi ludźmi, którym chcą przewodzić. Komu wtedy służą? Bogu czy Mamonie? Komu są wierni?
Nasza wierność w drobiazgach nie jest potrzebna Bogu. Jest ona potrzebna nam samym. Byśmy nie utracili kontaktu ze Światłością świata. Byśmy się nie odcięli od światła i nie pogrążyli w mroku. Innymi słowy – każdy wybór umacnia albo osłabia naszą więź z Bogiem. Wybór po stronie Ewangelii pogłębia naszą relację z Nim i z ludźmi. Wybór po stronie Mamony podcina ją i nadwyręża, prowadząc do erozji więzi.
Nasze funkcjonowanie w świecie jest oczywiście złożone, a życie nie jest czarno-białe. Większość naszych decyzji, relacji z innymi, życiowych problemów rozstrzyga się nie jako „albo–albo”, ale jako „i to, i to”, a postawy zero-jedynkowe skutkują schematami, uproszczeniami, fałszem. Jest jeden wyjątek. Gdy dochodzi do wyboru między dobrem a złem, istnieje tylko „albo–albo”. Nie można wybrać „i to, i to”, bo nie da się służyć dwóm panom. To zawsze jest wybór radykalny.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.







