Prezydent Karol Nawrocki jedzie do Waszyngtonu spotkać się z Donaldem Trumpem. Z tej okazji Rada Ministrów uchwaliła dla niego tekst, który nazwała „instrukcją”. MSZ wysłał go Pałacu Prezydenckiego, a minister Radosław Sikorski wyjaśnił w typowym dla siebie stylu, że zapisano w nim, „co prezydent ma mówić, a czego nie”.
Reakcję można było przewidzieć. Szef prezydenckiej kancelarii Zbigniew Bogucki oznajmił, że Donald Tusk może wydawać instrukcje swoim podwładnym, ale nie prezydentowi RP. Prawicowe media zagotowały się od gniewu. Powtarza się w nich, że sam pomysł takiego instruowania jest absurdalny. Że został wymyślony po to, żeby nowego prezydenta dotknąć. Przy okazji przypomniano, że rząd Tuska nie ma żadnych doświadczeń w relacjach z Ameryką – nie ma więc także kwalifikacji, żeby pisać wytyczne.
Rzecz tak naprawdę nie jest oczywista – w żadną stronę. Kiedy poprzedni prezydenci jechali do różnych krajów z dyplomatycznymi wizytami, resort spraw zagranicznych, czasem rządu przeciwnej opcji, pisał dla nich stanowiska. Czy to była instrukcja, co głowa państwa ma mówić? Przecież sprawdzenie tego, czy się prezydent zastosował, jest niewykonalne. Także w tym przypadku.
Dlaczego zatem takie dokumenty powstawały? Konstytucja wyraźnie mówi, że prowadzenie polityki zagranicznej jest domeną rządu. A prezydent polskie państwo na zewnątrz „reprezentuje”, co jest formułą niejasną. Polska nie powinna mieć dwóch osobnych polityk zagranicznych, to oczywiste.
Jednak awantury nie wybuchały, bo ta komunikacja była dyskretna. W tym przypadku rząd Tuska i Sikorskiego postanowił prezydenta upokorzyć, sugerując, że jest ich podwładnym, biorąc w ten sposób odwet za to, że Biały Dom jest dla nich zamknięty. Gdyby strona rządowa traktowała serio troskę o jednolity przekaz na zewnątrz, to zamiast wysyłać mailem stroniczkę, premier lub szef MSZ spotkaliby się z głową państwa i w dyskretnej rozmowie próbowali ujednolicić stanowiska. Przecież jeśli taka wizyta ma być czymś więcej niż reprezentacyjną wycieczką, rządu i tak nie da się co do ewentualnych decyzji ominąć.
Skądinąd ten tekst okazał się ubogi, skoncentrowany na tematach, których prezydent nie powinien poruszać. A jego wyciek jest kolejnym skandalem. Nie tak uprawia się dyplomację. Jeśli to kancelaria prezydenta przekazała go mediom, aby się zemścić za zemstę, postąpiła więcej niż niezręcznie. To w każdym razie sugeruje Sikorski.
I uwaga bardziej ogólna: przy okazji permanentnych przepychanek między prezydentem i rządem wraca temat nowej konstytucji. Pojawia się myśl, że nie stać nas na zamęt dwóch polityk. Ja się z tym trochę spieram. System mieszany, z mającym silny mandat z wyborów powszechnych, więc i szersze uprawnienia, prezydentem, ma też swoje zalety. Żadna z opcji politycznych nie ma bezwzględnego wpływu na państwo. Wzajemne blokowanie się chwilami wydaje mi się wręcz bezpieczniejsze.
Tylko że to akurat nie jest ten przypadek. Ryzyko dwóch polityk zagranicznych, więc i rozgrywania poszczególnych polskich ośrodków władzy przez inne państwa, jest oczywiste.
Tak nie musi być. Francja ma od czasów prezydentury generała Charles’a de Gaulle’a model mieszany, półprezydencki. Silną głowę państwa, ale i rząd odpowiedzialny przed parlamentem. Kiedy w 1986 roku socjalistyczny prezydent François Mitterrand musiał mianować prawicowy rząd, bo prawica wygrała wybory parlamentarne, wydawało się, że mechanizm się zatnie. Ale się nie zaciął. Takich sytuacji nie było, kohabitacja przebiegała płynnie, obie strony kierowały się interesem Francji. U nas taka płynność jest niemożliwa.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











