W górę!

Czy „ciemny typ” może zostać świętym? Może, jeśli jest „dobry jak makaron”.
Czyta się kilka minut
fot. www.dominikanie.pl
fot. www.dominikanie.pl

O powieści o Pier Giorgio Frassatim nie rozpoczynamy od hagiograficznych fraz „pochodził z pobożnej, katolickiej rodziny”, albo choćby o tym, że dorastał w prostym środowisku. Wręcz przeciwnie – na początku XX wieku nazwisko Frassati znane było w całym Królestwie Włoch, za sprawą ojca Pier Giorgia – Alfreda.

Dobra prasa
Ten ambitny prawnik w 1894 roku został współwłaścicielem i dyrektorem gazety „La Gazzetta Piemontese”, której w 1895 roku zmieniono nazwę na „La Stampa”. Tytuł niemal nieprzerwanie wychodzi we Włoszech do dziś (zauważmy, że także „Przewodnik Katolicki” powstał w tym roku!) i zawsze był bardzo poczytnym dziennikiem o orientacji liberalnej. Na początku XX wieku Włochy były dziedziczną monarchią konstytucyjną, charakteryzowały się niestabilnością polityczną i społeczną, narastającymi napięciami między uprzemysłowioną Północą a rolniczym Południem. W tej sytuacji prasa była ważnym elementem edukacyjnym i wpływającym na życie społeczne. Za brawurową i ważną społecznie karierę dziennikarską Alfredo został jako najmłodszy w historii mianowany w 1913 roku Senatorem Królestwa Włoch. Naczelny „La Stampy” nieustannie, delikatnie mówiąc, spierał się z Kościołem, uważając tę instytucję za bastion konserwatyzmu, który nie pozwala rozwijać się nowoczesnemu państwu, a także hamuje wzrost oświecenia publicznego. Młody redaktor 5 września 1898 roku poślubił swoją kuzynkę Adelajdę Ametis. Z tego związku narodzili się Elda (1900), która zmarła w wieku ośmiu miesięcy, Pier Giorgio (1901) i Luciana (1902–2007). Ametis z kolei była utalentowaną malarką. Dziś powiemy więc o świętym, pochodzącym z elit, ale takim, który potrafił wyjść poza „swoją bańkę”.

Czysty wariat
„Il puro folio” – czysty wariat – miał z pogardą powiedzieć o swoim synu Alfredo, gdy zaczął zauważać, że w ogóle nie interesuje go prawo czy dziennikarstwo, a swoją przyszłość widzi jako inżynier górnictwa, pracujący z robotnikami. Jego zdziwienie jest uzasadnione – w małżeństwie rodziców liczyła się przede wszystkim opinia środowiska i dobro dzieci. Rodzice Pier Giorgia wychowywali dzieci metodami spartańskimi, ucząc je od wczesnych lat posłuszeństwa, dyscypliny, akceptacji wszelkich narzucanych im zadań. Jak twierdziła siostra błogosławionego, takie warunki pomogły im w przyszłości stawiać czoła przeciwnościom losu i znosić trudne sytuacje. Wydaje się, że ciepła, którego zabrakło w domu, młody Frassati szukał poza nim, w bogatym życiu wewnętrznym, zaangażowaniu społecznym i religijnym. Pewnie to też kwestia osobistej wrażliwości – przekazuje się rodzinną historię o tym, jak zaledwie kilkuletni Piotr oddaje, pod nieobecność rodziców, swoje buciki bezdomnej matce, by dała je dziecku – taki gest nie wypłynie raczej z wyrachowania i chęci zapisania się w annałach. Co mogło ku takim gestom skłaniać? Poznając życiorys młodego Frassatiego, odniosłem wrażenie, że być może Pier i Luciana nasłuchali się w domu dyskusji elit o tym, jak naprawić różne problemy życia społecznego. Sprytny Pier Giorgio znalazł sposób, jak wprowadzić to w życie. Z nauką mu raczej nie szło, zdobywał wprawdzie jakoś oceny, ale dwukrotnie nie zdał egzaminu z łaciny, co w tamtych czasach mogło przysporzyć wielu kłopotów. Nie zrażał się jednak potknięciami, a kolejną siłę napędzającą go do działania ujawnił w jednym z przemówień do studenckiej braci: „Życie bez Wiary, bez dziedzictwa, którego się broni, bez podtrzymywania Prawdy w nieustannej walce, to jest nie życie, lecz wegetacja. My nigdy nie powinniśmy wegetować, lecz żyć!”.

Ciemne typy
W istocie, życie Frassatiego było pełne energii, zaangażowania i czystej, ludzkiej radości. Działa w wielu organizacjach, warto wymienić kilka z nich: Apostolstwo Modlitwy, Krucjata Eucharystyczna, Włoski Klub Alpinistyczny, Sodalicja Mariańska, Bractwo Różańca Świętego, Konferencja św. Wincentego à Paulo, Uniwersytecka Federacja Katolików Włoskich, Włoska Partia Ludowa, Stowarzyszenie Nocnej Adoracji. Dziś powiedzielibyśmy o nim pewnie, że był aktywistą, jednak nie z typu nadpobudliwych politykierów. Jego działania określiłbym raczej jako wyraz odpowiedzialności za to, co się robi. Przykładowo: lubię chodzić po górach – pomogę sobie i innym korzystać z tej ciekawej rekreacji. Uważam, że najsłabsi potrzebują wsparcia od tych, którym w życiu wiedzie się lepiej – będę pomagać chorym i potrzebującym. Widzę, że los wielu osób: robotników, młodzieży, studentów jest niepewny, a strach wyzwala najgorsze instynkty – będę zachęcać do zrzeszania się w związkach zawodowych, do podejmowania konkretnych działań politycznych, by kreować lepsze rozwiązania dla dobra wspólnego. Wreszcie: dostrzegam duchowe potrzeby i pustki wielu ludzi, więc sam będę czytał słowo Boże, korzystał z sakramentów, mówił i pisał o Bogu innym. Ta działalność nie była kolekcjonowaniem kolejnych legitymacji, a raczej odpowiadaniem na potrzeby codzienności.
Pier Giorgio nie izolował się od innych, wiele osób go lubiło, spędzał czas ze znajomymi, realizował pasje. To święty ze swoją „paczką” – a ta przyjaźń pozwalała na głębsze przeżywanie życia (bo również wtedy studenci słynęli ze skłonności do imprezowania czy lekkoduszności). W maju 1924 roku Frassati wraz z przyjacielem Markiem Beltramo założył u podnóża Alp Towarzystwo Ciemnych Typów. Należało do niego kilka osób, które postanowiły związać się ze sobą duchowo. Podejmowali za siebie nawzajem regularną modlitwę i organizowali wspólne wycieczki w góry, pełne radosnych żartów. Mottem grupy było „Pochi ma buoni come i maccheroni – mało, ale dobre jak makaron”. Nie da się uciec od skojarzenia ze słowami św. Brata Alberta: „Być dobrym jak chleb”.
Pier Giorgio zwierzał się przyjaciołom ze swoich przeżyć, szczególnie w czasie działalności w organizacjach, w licznych listach: „Rzuciłem okiem na przemówienie Mussoliniego i cała krew zawrzała w moich żyłach. Doprawdy, zupełnie się rozczarowałem postawą ludowców. Gdzie się podział piękny program, gdzie Wiara, która ożywia naszych ludzi? Niestety, kiedy chodzi o wznoszenie się ku zaszczytom, ludzie depczą swoje sumienie”. Pełnego rozwoju faszyzmu nie doczekał, ale można założyć, że walczyłby z nim z całą mocą. Frassati pokazał, że nawet młody człowiek może sprawić, by to, co robi, co sobą reprezentuje, było przydatne oraz odnosiło się do czegoś większego. Jego motto brzmiało „Verso l’alto” – to włoski zwrot oznaczający „ku górze” lub „w górę”; zamiłowanie do gór pomagało mu uzmysłowić sobie to zawołanie: mawiał, że idąc ku górze, jest się bliżej nieba.

„Zrób to na mój rachunek”
Do grona Ciemnych Typów należała m.in. Laura Hidalgo. Pier Giorgio zakochał się w niej. Ze względu na inne pochodzenie i na fakt, że jego matka nigdy nie zgodzi się na ten związek, Frassati zrezygnował z budowania głębszej relacji i nigdy ukochanej o tym nie powiedział. Pisał do przyjaciela: „Pokochałem Laurę czystą miłością, a dziś, wyrzekając się jej, pragnę, żeby była szczęśliwa. Proszę cię o modlitwę, aby Bóg dał mi chrześcijańską siłę do zniesienia tego z pogodą ducha, a ją obdarzył wszelkim szczęściem ziemskim i siłą do osiągnięcia celu, do którego zostaliśmy stworzeni”. To słowa wstrząsające, ale świadczące o sporej dojrzałości, niestawianiu wszystkiego na jedną kartę, lecz o mądrym wybieraniu. Ta mądrość pomogła mu też rozeznać swoje powołanie – nie do kapłaństwa czy małżeństwa, ale do życia zakonnego, tylko w świecie, jako tercjarz dominikański. Przyjął imię Girolamo, na cześć Hieronima Savonaroli, dominikanina żyjącego we Florencji w XV wieku. Taką trzecią drogę obrał, by być blisko życia zwykłych ludzi: ubogich, robotników, chorych. Ta służba sprawiła, że zaraził się polio, ówcześnie właściwie nieuleczalnym. Zmarł zdecydowanie za wcześnie – 4 lipca 1925 roku. Ostatnie chwile relacjonowała jego siostra Luciana: „Mówił z trudem. Prosił mnie, żebym poszła do pokoju, w którym zwykle się uczył, i wyjęła portfel z kieszeni jego marynarki. Pospiesznie spełniłam jego prośbę. Kiedy wróciłam, poprosił jeszcze, żebym przyniosła pudełko z zastrzykami, jego bilet wizytowy i wieczne pióro. Wydobył z portfela kwit lombardowy, włożył go do koperty i poprosił o wysłanie pocztą. Napisał: «Oto zastrzyki dla Cenversa. Kwit jest Sappy. Zapomniałem go przedłużyć. Zrób to na mój rachunek»”. Nie zapominać o bliźnim nawet w obliczu spraw ostatecznych – to warto robić i dziś, biorąc przykład z Pier Giorgia Frassatiego.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2025