Solidarność 45 lat później

Cztery i pół dekady temu solidarność była dla wielu polskich katolików wielkim i fascynującym odkryciem. Czy wciąż rozumiemy ją tak samo, jak wtedy?
Czyta się kilka minut
Pierwsze częściowo wolne wybory parlamentarne, które odbyły się w czerwcu, dały demokratycznej opozycji realny wpływ na władzę. | fot. Peter Turnley/Corbis/VCG/Getty Images
Pierwsze częściowo wolne wybory parlamentarne, które odbyły się w czerwcu, dały demokratycznej opozycji realny wpływ na władzę. | fot. Peter Turnley/Corbis/VCG/Getty Images

O statni dzień sierpnia 1980 roku był pogodną, letnią niedzielą. Dwudziestojednoletni student polonistyki późnym popołudniem bez entuzjazmu wziął udział w rodzinnym spacerze ulicami jednego z miast na południu Polski. Było ciepło, więc wykorzystał okazję i gdy na horyzoncie pojawił się, usytuowany na parterze jednego z bloków, Klub Książki i Prasy „Ruch”, zasugerował, że kupi coś do picia i szybko ruszył w jego stronę.

Klucz do przezwyciężenia
W środku w kącie stał włączony radziecki telewizor „Rubin”, który przejaskrawiał czerwień. Student rzucił okiem na ekran i zdał sobie sprawę, że widzi coś niezwykłego, a równocześnie historycznego. Właśnie patrzył na podpisywanie Porozumień Gdańskich. Skrzywił się, widząc wielki biało-czerwony długopis w ręce Lecha Wałęsy. Użycie go w takiej chwili wydało mu się niepoważne, ale szybko przestał o tym myśleć. Gdy reszta rodziny, zaniepokojona jego przedłużającą się nieobecnością, weszła do klubu, zastała go wsłuchującego się w płynące z odbiornika słowa i powtarzającego w skupieniu: „solidarność”.
Rok później, przerwawszy studia, pracował w redakcji jednego z lokalnych pism wydawanych przez Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Uważał ludzką solidarność za klucz do przezwyciężenia wszelkich ludzkich konfliktów i opresji. Był przekonany, że dziesięć milionów solidarnych ludzi to siła, której nie da się pokonać. Wydawało mu się, że gdyby upowszechnić ideę solidarności na cały świat, wiele problemów po prostu by zniknęło. Nie tylko jemu wydawało się, że rozumie, co znaczy być solidarnym i że rozumie to tak samo, jak miliony innych Polaków.

Najbardziej polskie słowa
W kurzącym się dzisiaj na półce Słowniku wyrazów obcych PWN, zredagowanym w latach siedemdziesiątych XX wieku, nie ma słowa „solidarność”. Są natomiast hasła „solidarny”, „solidaryzm” i „solidaryzować się”. Solidarny to według tego wydanego w Polsce Ludowej (jak można przeczytać na skrzydełku obwoluty) dzieła przede wszystkim ktoś poczuwający się do współodpowiedzialności, współdziałania, mający zgodne z kimś poglądy, cele, ktoś jednomyślny. Tak wówczas rozumiano w Polsce ideę solidarności. Wspomniany słownik wywodził przymiotnik „solidarny” od francuskiego słowa solidaire.
Po czterdziestu pięciu latach od tamtych wydarzeń trzeba mocno podkreślić, że Kościół katolicki w naszej ojczyźnie okazał solidarność z protestującymi. Jej przejawem była obecność duchownych wśród strajkujących, w tym Msze Święte i spowiedzi na terenie zakładów pracy. Dla części duchownych w różnych regionach kraju właśnie taka reakcja była czymś oczywistym.
Od razu też pojawili się w Kościele w Polsce ludzie, którzy zdawali sobie sprawę z konieczności pracy nad rozumieniem, czym jest w swej istocie solidarność i jakie są konsekwencje wprowadzania jej w życie. Sztandarową postacią właśnie takich działań Kościoła stał się filozof, ks. Józef Tischner. 19 października 1980 roku na Wawelu w kazaniu mówił: „Słowo «solidarność» przyłączyło się dziś do innych, najbardziej polskich słów, aby nadać nowy kształt naszym dniom”. Te inne słowa, to „wolność”, „niepodległość”, „godność człowieka”. Do nich właśnie w roku 1980, według ks. Tischnera, dołączyła „solidarność”. „Każdy z nas czuje ogromny ciężar ukrytych w tym słowie treści” – stwierdził.

Nie ma w Piśmie Świętym?
„Co znaczy to stare i nowe zarazem słowo «solidarność»? Ku czemu wzywa? Jakie budzi wspomnienia?” – pytał ks. Tischner i odpowiadał, że gdyby trzeba było jakoś bliżej określić znaczenie słowa „solidarność”, to należałoby chyba sięgnąć do Ewangelii i tam szukać jego rodowodu. Problem w tym, że jak zauważył m.in. Robert Żarnowski z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, w artykule o solidarności Jezusa z wykluczonymi, „w Piśmie Świętym brak jest terminu, który można by przetłumaczyć jako solidarność. Wyrazu tego nie ma ani w polskich, ani w żadnych innych tłumaczeniach Biblii”. Nie znaczy to jednak, iż postawy solidarności nie można w słowie Bożym odnaleźć.
Tak samo uważał ks. Tischner, który w cytowanym kazaniu powiedział, iż sens słowa „solidarność” określa Biblia, gdy mówi: „Jeden drugiego ciężary noście, a tak wypełnicie prawo Boże” (Ga 6, 2). Być solidarnym, to znaczy nieść ciężar drugiego człowieka.
Niektórzy zapewne pamiętają, że dokładnie od tych samych słów wyszedł św. Jan Paweł II siedem lat później, gdy podczas Mszy Świętej w Gdańsku na Zaspie wskazywał, że to zwięzłe zdanie apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. „Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy ‘brzemię’ dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich” – tłumaczył papież. Mówił również, że walka nie może być silniejsza od solidarności, ani program walki ponad programem solidarności, ponieważ wtedy rosną zbyt ciężkie brzemiona. Przestrzegał, że gdy walkę stawia się na pierwszym miejscu, „drugi czy drudzy pozostają na «polu społecznym» przede wszystkim jako wrogowie. Jako ci, których trzeba zwalczyć, których trzeba zniszczyć”.

Ogromny las sumień
Przywołane wyżej kazanie ks. Józefa Tischnera stało się pierwszym rozdziałem jego najpopularniejszej książki, zatytułowanej Etyka solidarności, która po raz pierwszy trafiła do księgarń w sierpniu 1981 roku, potem miała kilka wydań oficjalnych i kilka podziemnych. Jeszcze w 2003 roku organizowano w historycznej sali BHP w Stoczni Gdańskiej popularnonaukową konferencję dla nauczycieli pod hasłem „Etyka «Solidarności» dzisiaj – uniwersalizm przesłania księdza Józefa Tischnera”. Dziś o poświęconej „solidarności” książce krakowskiego filozofa mało kto wspomina i niewielu ją czyta. A szkoda.
Można odnieść wrażenie, że dzisiaj idea solidarności traci w Polsce (ale nie tylko tu) popularność. Można się zastanawiać, czy to wpływ niektórych nasilających się w światowej polityce trendów. Czy Kościół w naszej ojczyźnie powinien mocno zareagować, gdy zaczęto przeciwstawiać „Polskę solidarną” – „Polsce liberalnej”? Czyż takie przeciwstawianie nie kojarzy się z walką i niszczeniem drugiego człowieka, przed czym przestrzegał św. Jan Paweł II?
Ks. Tischner w Etyce solidarności jeden rozdział poświęcił „Przeciwnikowi”. Napisał w nim, że solidarność to ogromny las zasadzony przez przebudzone sumienia. Wyjaśnił, że las zwalcza przeciwnika w ten sposób, że rośnie, a więc tym bardziej staje się lasem. „Solidarność sumień zwalcza przeciwnika stając się tym bardziej sumieniem i tym bardziej solidarnością” – doprecyzował, dodając, że wszystko inne jest drugorzędne.

Nie po to, by patrzeć na siebie
Nasz rodak na Stolicy Piotrowej widział w polskiej „Solidarności” nie tylko niezależny od władz państwowych związek zawodowy, ale również, a nawet przede wszystkim, ruch odnowy moralnej. W podobnym kierunku samą ideę solidarności rozwijał ks. Józef Tischner. W swej najpopularniejszej książce tłumaczył, że fundamentem solidarności jest sumienie, a bodźcem do jej powstania wołanie o pomoc człowieka, którego zranił drugi człowiek. „Solidarność stanowi szczególne więzi międzyludzkie: człowiek wiąże się z drugim człowiekiem dla opieki nad tym, kto potrzebuje opieki. Ja jestem z tobą, ty jesteś ze mną, jesteśmy razem – dla niego. My – dla niego. My, ale nie po to, by patrzeć na siebie, lecz – dla niego”. Akcentował, że wspólnota solidarności różni się od wielu innych wspólnot tym, że w niej pierwsze jest „dla niego”, a „my” przychodzi potem.
W lutym 2022 roku i w kolejnych miesiącach, gdy przyjmowaliśmy tysiące uciekających przed wojną mieszkańców Ukrainy, można było odnieść wrażenie, że znów obudziliśmy w sobie solidarność, tym razem w jej szczególnym wymiarze. Dziś, trzy i pół roku później, znów pojawiają się pytania, czy wciąż mamy ją w sobie ożywioną w wystarczającym stopniu. We wszystkich jej aspektach.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2025