Pokój w praktyce

Chociaż w odległych czasach katolicy toczyli religijne wojny, to po II wojnie światowej w większości angażowali się po stronie pokoju. Papież Jan XXIII nazwał te działania wprost: „są rozumne”.
Czyta się kilka minut
Zakonnik stara się uspokoić emocje protestujących Filipińczyków. | Fot. Peter Charlesworth/LightRocket/Getty Images
Zakonnik stara się uspokoić emocje protestujących Filipińczyków. | Fot. Peter Charlesworth/LightRocket/Getty Images

Pierwszą w historii encyklikę adresowaną do „wszystkich ludzi dobrej woli” Jan XXIII napisał dwa miesiące przed swoją śmiercią w 1963 roku. Osiemnaście lat po hekatombie światowej wojny, gdy dwa bloki zimnej wojny tak mocno eskalowały sytuację, że doszło do kryzysu kubańskiego. Widmo nuklearnej wojny wisiało w powietrzu, a ludzie wciąż pamiętali jeszcze, co wydarzyło się w Hiroszimie i Nagasaki.

Pokój na ziemi
Pacem in terris to encyklika, w której proroczo papież Jan pokazywał, że nie może być pokoju, jeśli produkuje się masowe ilości broni; że nielogiczne jest, by budować dobrobyt, równocześnie dążąc do wyniszczającej wojny; że nie zbuduje się społeczeństwa żyjącego w pokoju, jeśli władza będzie uciskać swoich obywateli. Pierwsze jej zdanie brzmi górnolotnie: „Pokój na ziemi, którego wszyscy ludzie wszystkich czasów tak żarliwie pragnęli, nie może być budowany i utrwalany inaczej, jak tylko przez wierne zachowywanie porządku ustanowionego przez Boga”. Jednak w kolejnych punktach dokumentu autor encykliki daje bardzo szczegółowe wskazania, jak ten Boży porządek zachować. Większość z nich jest aktualna.
Artykuł 112: „Dlatego sprawiedliwość, rozum i poczucie ludzkiej godności domagają się usilnie zaprzestania współzawodnictwa w rozbudowie potencjału wojennego, równoczesnej redukcji uzbrojenia poszczególnych państw, zakazu używania broni atomowej i wreszcie dokonania przez wszystkich odpowiedniego rozbrojenia na podstawie układów, z zachowaniem skutecznych gwarancji wzajemnych”.
Artykuł 113: „Wszyscy muszą zrozumieć, że nie da się ani powstrzymać wzrostu potencjału wojennego, ani zmniejszyć zapasów broni, ani – co jest najistotniejsze – całkowicie jej zlikwidować, jeśli tego rodzaju rozbrojenie nie będzie powszechne i całkowite oraz jeśli nie dokona się ono i w sercach ludzkich, to znaczy, jeśli wszyscy nie będą zgodnie i szczerze współdziałać, aby usunąć z serc strach i obawę przed wybuchem wojny. To zaś wymaga, żeby w miejsce zasady, uważanej dziś za najwyższą gwarancję pokoju, wprowadzić zupełnie inną, która głosi, że prawdziwy i trwały pokój między narodami musi się opierać nie na równowadze sił zbrojnych, ale jedynie na wzajemnym zaufaniu”.
Wydaje się, że wzajemnego zaufania we współczesnym świecie po prostu nie da się zbudować, że niewyobrażalne jest zaprzestanie zbrojeń. A jednak katolicy pokazywali na dalszych kartach historii, że pokój jest możliwy nie tylko w kontekście konfliktów zbrojnych, ale codziennego życia.

Doris buduje pokój wśród robotników
Czcigodna Sługa Boża Dorothy Day (1897–1980) była amerykańską działaczką społeczną, dziennikarką i katoliczką, której życie i działalność ukształtowały ruch na rzecz pokoju oraz sprawiedliwości społecznej. W młodości zaangażowała się w ruchy robotnicze i pacyfistyczne, a po nawróceniu na katolicyzm w 1927 roku całe swoje życie poświęciła służbie ubogim i wykluczonym. Wraz z Peterem Maurinem założyła Catholic Worker Movement – inicjatywę, która łączyła działalność publicystyczną z praktyczną pomocą: prowadzeniem domów gościnności dla bezdomnych, darmowych jadłodajni i programów wsparcia dla osób w kryzysie. Jej działania miały charakter pokojowy i wynikały z głębokiego przekonania o nienaruszalnej godności każdego człowieka.
Day sprzeciwiała się wszelkim wojnom, także II wojnie światowej i wojnie w Wietnamie, co narażało ją na krytykę. Katoliccy biskupi nie raz próbowali odebrać jej prawo do nazywania swoich działań „katolickimi” – zarówno w kontekście sprzeciwu wobec wojny, jak i potępiania segregacji rasowej czy wykorzystywania robotników. W swoich pismach i wystąpieniach podkreślała, że chrześcijanin nie może odpowiadać przemocą na przemoc, a prawdziwy pokój rodzi się z solidarności, przebaczenia i troski o najsłabszych. Jej pacyfizm nie był bierny – wyrażał się w codziennym, konsekwentnym działaniu: wspieraniu strajkujących robotników, walce o prawa imigrantów, sprzeciwie wobec broni nuklearnej.
Dorothy Day budowała pokój poprzez proste gesty miłości i gościnności. Jej życie stało się świadectwem, że wiara może inspirować do przemiany świata bez użycia siły.

Męczennik – narzędzie pokoju
Z kolei błogosławiony arcybiskup Oscar Romero wiedział, że jego postawa w dążeniu do pokoju naraża go na śmierć. Mimo to nie zamilkł – mówił, że pasterz nie może opuścić swojej owczarni w chwili cierpienia. Zginął 24 marca 1980 roku podczas odprawiania Mszy Świętej, stając się męczennikiem za wiarę i sprawiedliwość. Jego śmierć wstrząsnęła światem i umocniła wielu katolików w przekonaniu, że misją Kościoła jest bycie po stronie uciśnionych.
Był jednym z najważniejszych głosów pokoju i sprawiedliwości w Ameryce Łacińskiej. Jako pasterz Kościoła w Salwadorze w czasach narastającej przemocy i represji wobec społeczeństwa odważnie stawał w obronie ubogich i prześladowanych. W swoich homiliach i publicznych wystąpieniach wzywał do zakończenia wojny domowej, potępiał zbrodnie armii i oddziałów paramilitarnych, ale także apelował do partyzantów o rezygnację z przemocy. Był to krok o tyle odważny, że partyzanci działali często w samoobronie i ze szlachetnych pobudek – by powstrzymać wojnę domową w Salwadorze. Romero przekonywał ich jednak, że nawet w odpowiedzi na przemoc użycie przemocy jest bezsensowne. Pokojowa działalność Romero była kontynuowana przez tysiące salwadorskich katolików, którzy organizowali wspólnoty podstawowe, domy pomocy i inicjatywy edukacyjne. Wielu z nich, podobnie jak ich pasterz, zapłaciło za to życiem. Mimo prześladowań Kościół w Salwadorze pozostał przestrzenią nadziei i dialogu, starając się budować mosty między podzielonym społeczeństwem. Świadectwo arcybiskupa i jego rodaków, ich wytrwałe dążenie do pokoju, to droga wymagająca odwagi, wierności Ewangelii i gotowości do ofiary.

Pokój z różańca
Prezydent Marcos przez niemal 20 lat rządził twardą ręką w Filipinach. Żeby umocnić swoją władzę, zarządził on w roku 1985 powszechne wybory prezydenckie. Jego kontrkandydatką była Corazon Aquino – wdowa po działaczu opozycji Benigno Aquino, którego brutalnie zamordowali ludzie prezydenta. Kandydatkę tę wspierał i namówił do udziału w wyborach kardynał Jaime Sin – ordynariusz Manili. Marcos oczywiście sfałszował wybory, a rządzenie poprzez korupcję i łamanie praw człowieka doprowadziło do masowych protestów. Powstała partyzantka: lewicowa Nowa Armia Ludowa, separatystyczny Narodowy Front Wyzwolenia Moro i Islamski Front Wyzwolenia Moro. Kościół (szczególnie kardynał Jaime Sin) wzywał ludzi do pokojowych manifestacji, co nadało ruchowi charakter moralny i religijny. Różaniec stał się symbolem walki bez przemocy.
Mimo obecności wojska i czołgów protestujący odpowiadali modlitwą, kwiatami i różańcami. Żołnierze i policjanci często odmawiali wykonania rozkazów strzelania do ludzi. Sprawa była poważna, bo dotykała konfliktu pomiędzy armią a siłami policyjnymi prezydenta. Po wyborach minister obrony Juan Ponce Enrile, zastępca szefa sztabu generalnego, generał Fidel Ramos, oraz kilkuset innych wojskowych otwarcie wypowiedziało posłuszeństwo Marcosowi i zamknęło się w kwaterze głównej sił zbrojnych. Dyktator wystosował 24-godzinne ultimatum: bezwarunkowa kapitulacja albo śmierć. W tej sytuacji buntownicy zatelefonowali po radę do kardynała Sina. Po modlitwie w kaplicy kardynał za pośrednictwem radia Veritas zwrócił się do mieszkańców stolicy o przybycie pod kwaterę główną. Poprosił również kilka zakonów w Manili o post i modlitwę. W ciągu kilku godzin po tym apelu na ulice wyszło dwa miliony ludzi. Zebrani odmawiali różaniec. Odprawiono również Msze. Wysłani do stłumienia demonstracji żołnierze przyłączali się do manifestantów. Po przybyciu jednostek, które miały rozpędzić tłum za pomocą gazu łzawiącego, jak twierdzono, nastąpiła zmiana kierunku wiatru.
To nie wszystko. Tłum nie rozszarpał dyktatora, nie doszło do samosądu. Kardynał Sin poprosił Ronalda Reagana, by Marcos wyjechał do USA, gdzie zmarł po trzech latach od zdjęcia go z urzędu prezydenta. Sukces rewolucji różańcowej polegał więc na połączeniu masowego udziału obywateli, duchowego wsparcia Kościoła, jedności opozycji i presji zewnętrznej – a wszystko to przy zachowaniu pokojowego charakteru. Inna nazwa tego ruchu społecznego to „rewolucja siły ludu”. Być może wpływ na te działania miał też powszechny w Azji ruch „non violence”. Tam w XX wieku znane były już pokojowe metody walki politycznej (Gandhi w Indiach, ruchy prodemokratyczne w Korei Południowej czy w Birmie). To wzmacniało przekonanie, że pokojowy opór ma szansę zwyciężyć.

Zginęliśmy stojąc
Ten akapit może wydawać się kontrowersyjny, ale spieszę wyjaśnić, że bardziej niż biskup Carlos Filipe Ximenes Belo pokojowego Nobla w 1996 roku otrzymali symbolicznie wszyscy katolicy dążący do pokoju w Timorze Wschodnim (po latach w 2019 roku okazało się, że Belo wielokrotnie wykorzystywał nastoletnich chłopców).
Salezjanin wspierał proces pokojowy, gdy jego mały kraj zaanektowała potężniejsza Indonezja. Był jednym z pierwszych, ale niejedynym, obrońcą jego mieszkańców, prowadził ciągłą akcję informowania o prześladowaniach ludności cywilnej. Szerokim echem odbiła się masakra demonstracji pokojowej w Dili (1991). Chodziło o pogrzeb działacza Sebastião Gomesa 12 października tego roku. Procesja z kościoła Motael na cmentarz Santa Cruz przerodziła się w pokojową demonstrację zakończoną krwawą pacyfikacją demonstrantów. Obrazy obiegły świat i wzmocniły międzynarodową presję. Po niej Belo przeprowadził skuteczną kampanię na rzecz reform w armii indonezyjskiej, doprowadzając m.in. do dymisji dwóch wysoko postawionych generałów. Reprezentował linię biernego oporu, m.in. jako autor listu otwartego z 1994 roku, w którym zaproponował ograniczenie liczebności armii indonezyjskiej na terenie Timoru Wschodniego, rozszerzenie praw obywatelskich dla Timorczyków oraz przeprowadzenie referendum w sprawie odzyskania niepodległości. Przed i po referendum niepodległościowym Kościół i katolickie organizacje humanitarne (m.in. Caritas) prowadziły edukację, organizowały i wspierały obserwację procesu oraz niosły pomoc ofiarom przemocy milicji. Po odzyskaniu niepodległości Kościół wspierał proces prawdy i pojednania oraz domagał się sprawiedliwości dla ofiar. Belo był najbardziej medialny i rozpoznawalny, ale warto wspomnieć, że byli także i inni znaczący księża zaangażowani w ten ruch, a także wierni świeccy. Na przykład Martinho da Costa Lopes był duchownym i politycznym przywódcą Timoru Wschodniego, w latach 1977–1983 najwyższym rangą urzędnikiem Kościoła w Timorze Wschodnim. Jan Paweł II odwołał go ze stanowiska na skutek nacisków indonezyjskich władz. Jego działalność także odnosiła się do godności, co zawarł w przepięknych słowach: „Czuję niepohamowaną potrzebę powiedzenia całemu światu o ludobójstwie praktykowanym w Timorze, aby, kiedy umrzemy, świat przynajmniej wiedział, że zginęliśmy, stojąc”.

Katolicka dyplomacja
Nie starczyłoby nam miejsca, by opisać skomplikowaną sytuację polityczną i wewnętrzne spory w Republice Środkowoafrykańskiej, najpierw w czasie dyktatury Jeana Bokassy, a po jego śmierci w wyniku chaosu w tym afrykańskim kraju. Gdy wojna domowa zaostrzyła się w 2013 roku, do działań pokojowych ruszyła Wspólnota Sant’Egidio. Jej aktywność na rzecz pokoju to nie tylko międzynarodowe spotkania z modlitwą o pokój, ale także bardzo konkretne i przeprowadzone z sukcesami operacje pokojowe – bez broni czy czołgów, tylko z rozmową, mediacjami, edukacją. Jak opisał tę działalność dr Michał Nadziak, w licznych podejmowanych inicjatywach swoją rolę odegrała także wspólnota Sant’Egidio, która stopniowo budowała swoją pozycję w relacjach z grupami zbrojnymi, między innymi biorąc udział w negocjacjach dotyczących uwolnienia porwanego przez jedną z bojówek polskiego misjonarza oraz w negocjacjach dotyczących tymczasowego zawieszenia broni przy okazji wizyty papieża Franciszka w listopadzie 2015 roku. Niestety kolejne wybory, a nawet wizyta papieża nie zatrzymały niepokojów i rozlewu krwi. Jednak stała obecność wspólnoty i jej działania dyplomatyczne doprowadziły do podpisania porozumienia pomiędzy walczącymi stronami w 2017 roku.
Inne spektakularne działanie pokojowe tej grupy miało miejsce na początku lat 90. 4 października 1992 r., w święto św. Franciszka, w Rzymie prezydent Mozambiku i sekretarz partii FRELIMO (Frontu Wyzwolenia Mozambiku) Joaquim Chissano i Afonso Dhlakama, przywódca RENAMO (Narodowego Ruchu Oporu Mozambiku), partyzant walczący o niepodległość przeciwko rządowi Maputo, podpisali ogólne porozumienie pokojowe. W ten sposób zakończyła się trwająca 17 lat wojna domowa (z setkami tysięcy ofiar i 3–4 milionami przesiedleńców wewnętrznych i uchodźców do krajów sąsiednich). Podpisanie pokoju zakończyło długi proces negocjacyjny, który trwał rok i kilka miesięcy. Był on prowadzony w siedzibie Wspólnoty Sant’Egidio.

---

To, że chrześcijanie nie prężą muskułów, nie znaczy, że są słabi. Ich siła wynika z przekonania o godności każdego człowieka; z tego, co Jan XXIII nazwał rozumnym działaniem. I z wiary, że to Bóg przynosi prawdziwy i trwały pokój. To siła zawarta w tytule eseju Vaclawa Havla – „siła bezsilnych”.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2025