Deficyty demokracji

Co skądinąd oznacza, że ten swoisty zamach stanu był przedmiotem nie tylko akademickich rozważań. Hołownia w jednym z emocjonalnych wystąpień do dziennikarzy tak nawet tę propozycję nazwał
Czyta się kilka minut
Piotr Zaremba, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej” i „Polski Times” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Piotr Zaremba, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej” i „Polski Times” | fot. Magdalena Bartkiewicz

Chyba pierwszy raz w życiu przemówiło do mnie coś, co powiedział Janusz Korwin-Mikke, mistrz absurdu, autor wielu wystąpień obrażających inteligencję albo dobry smak. Zobaczyłem na Facebooku wklejoną przez kogoś dłuższą przemowę wyglądającego sędziwie dawnego lidera UPR.
Korwin-Mikke zwracał się do kogoś dziwnie wstrzemięźliwie, właściwie z melancholią. Szybko pojąłem, że adresatem był dawny prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll. Korwin wyrażał żal, że przedstawiciel szacownej dynastii krakowskich prawników kończy jako orędownik łamania prawa, i to takiego na pełną skalę, mającego wymiar zamachu stanu.
Prof. Zoll przez ostatnie tygodnie eskalował pomysły, co począć z czymś tak strasznym jak wybór Karola Nawrockiego na prezydenta. Początkowo proponował przerwanie Zgromadzenia Narodowego i powierzenie funkcji tymczasowej głowy państwa marszałkowi Sejmu Szymonowi Hołowni. Co miałoby się stać dalej, tego nie doprecyzowywał. Dodawali to za niego inni: poseł Roman Giertych czy była prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf. Albo miano by policzyć raz jeszcze głosy w całym kraju, albo przynajmniej przed dopuszczeniem w przyszłości Nawrockiego do urzędu umożliwić temuż Hołowni podpisanie ustrojowych ustaw postulowanych przez rządzącą, ale w wyborach prezydenckich przegraną, koalicję.
Oczywiście takiej procedury nie ma ani w konstytucji, ani w kodeksie wyborczym. Nowy prezydent obejmuje urząd i ślubuje z końcem kadencji poprzedniego. Nie przewiduje się przerw. Niedawno prof. Zoll poszedł jeszcze dalej. Skoro nie uznajemy izby Sądu Najwyższego, która orzekała o ważności wyborów, scedujmy to uprawnienie na… samo Zgromadzenie Narodowe. Czyli na obie izby parlamentu, w których większość ma koalicja 15 października. Oznaczałoby, że czysto polityczne ciało dostałoby prawo do zablokowania wyboru polityka z przeciwnego obozu.
Spytany o podstawę prawną, dawny prezes Trybunału Konstytucyjnego zaproponował, aby to potraktować jako… precedens. Tyle że polski ustrój nie przewiduje zmieniania w takim trybie konstytucji. Dodatkowo Zoll obwieścił to w momencie, kiedy upadły ostatnie, wątłe już próby dowodzenia, że te wybory zostały zniekształcone. Próbował bronić takiej tezy minister sprawiedliwości Adam Bodnar, więc kazał swoim prokuratorom tytułem przykładu przeliczyć głosy w pewnej liczbie komisji. I właśnie teraz bąknął, że „teorie socjologów”, próbujących dowodzić tak zwanych anomalii na podstawie statystyki, się nie sprawdziły.
Wiemy, że marszałek Hołownia kategorycznie odmówił wywracania procedury Zgromadzenia Narodowego. Odmówił nie Zollowi czy pani Gersdorf, ale samemu premierowi Donaldowi Tuskowi. Co skądinąd oznacza, że ten swoisty zamach stanu był przedmiotem nie tylko akademickich rozważań. Hołownia w jednym z emocjonalnych wystąpień do dziennikarzy tak nawet tę propozycję nazwał. Tyle że wtedy nie kojarzyła się ona jeszcze z Tuskiem, a z takim politycznym watażką jak Giertych.
Pokusy Tuska nie dziwią. Coraz bardziej ujawnia on oblicze polityka zdolnego do najskrajniejszych rozwiązań. Czy jednak nie jest czymś niezwykłym gotowość do firmowania takich awantur przez polską prawniczą elitę? Piszę to z tym większą przykrością, że za kilka rzeczy profesora Zolla szanowałem, m.in. za orzeczenie TK delegalizujące aborcję „z przyczyn społecznych”. Wydawał mi się człowiekiem idącym własną drogą, a nie narzędziem polityków.
Ale ta gotowość to zarazem przyczynek do dyskusji o co najmniej deficytach demokracji – już nie tylko w Polsce, ale w Unii Europejskiej. Trzeba ją wcześniej czy później podjąć.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2025