D zisiaj nazbyt często przekaz nie rodzi nadziei, lecz lęk i rozpacz, uprzedzenia i niechęć, fanatyzm, czy wręcz nienawiść. Nazbyt często upraszcza on rzeczywistość, aby wywołać reakcje instynktowne. Używa słów jak miecza. Posługuje się nawet informacjami fałszywymi lub sztucznie zniekształconymi, aby narzucać wiadomości mające na celu pobudzenie emocji, sprowokowanie, zranienie. Już wielokrotnie podkreśliłem potrzebę „rozbrojenia” komunikacji, oczyszczenia jej z agresji. Redukowanie rzeczywistości do sloganów nigdy nie przynosi dobrych owoców. Wszyscy widzimy, jak – począwszy od telewizyjnych talk show po słowne wojny w mediach społecznościowych – może przeważyć paradygmat rywalizacji, opozycji, chęci dominacji i posiadania, oraz manipulacji opinią publiczną – tak napisał Franciszek w orędziu na 54. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu Franciszek w styczniu tego roku.
Do tego dokumentu odniósł się również Leon XIV, który 12 maja, podczas spotkania z dziennikarzami, powiedział: – Dziś jednym z najważniejszych wyzwań jest promowanie komunikacji, zdolnej wyprowadzić nas z „wieży Babel”, w której czasami się znajdujemy, z zamętu języków pozbawionych miłości, często ideologicznych lub stronniczych.
Może się wydawać, że słowa te skierowane są jedynie do dziennikarzy, ale trzeba je raczej traktować szeroko: ich adresatami są wszyscy twórcy treści, które znajdują swoich odbiorców, tak w mediach tradycyjnych, jak i nowych, oraz użytkownicy, którzy stają się nie tylko odbiorcami treści, ale również ich współuczestnikami, zwłaszcza gdy je szerują i lajkują. W tym kontekście szczególnymi adresatami są również politycy, którzy z powodzeniem wykorzystują dziś media społecznościowe jako nośnik swojego przekazu i, przez interakcję z odbiorcami, tworzą identyfikującą się z nadawcą społeczność.
Kiedy więc papież wzywa do budowania pokoju za pomocą komunikacji i do komunikacji pozbawionej agresji, w Polsce – jak się wydaje – obserwujemy coś dokładnie odwrotnego. I to w wykonaniu tych, którzy chętnie odwołują się do wartości chrześcijańskich. Nie mam tu na myśli jedynie Grzegorza Brauna, którego ostatnie wypowiedzi negujące komory gazowe w Auschwitz doczekały się komentarza obu naszych felietonistów – Michała Szułdrzyńskiego i Piotra Zaremby. Myślę o wielu politykach, dziennikarzach i komentatorach życia społeczno-politycznego, także biskupach i prezbiterach, którzy na co dzień używają języka, który pogłębia polaryzację społeczną, zamiast dążyć do jedności ponad różnicami.
Emblematyczna jest tu „dyskusja” (celowo używam cudzysłowu) na temat migracji i uchodźców w kontekście kontroli na polskich granicach. Bazujemy bowiem jedynie na niepełnych i często przesyconych emocjami informacjach. Nikt, nawet dziennikarze, nie zadają sobie trudu sprawdzenia i potwierdzenia konkretnych liczb. Wyciąga się pojedyncze przypadki, formułuje uogólniającą tezę i podsyca społeczne niepokoje. Migracje były, są i będą. By dowiedzieć się, jak kiedyś wyglądały, odsyłam do tekstu o św. Augustynie, bo w jego czasach Imperium Rzymskie doświadczyło wielkiej wędrówki ludów, której z obecnym ruchem migracyjnym nie sposób nawet porównywać. W sytuacji, gdy za wschodnią granicą Polski toczy się od kilu lat wojna, a my dowiadujemy się o próbach destabilizacji sytuacji w naszym kraju i innych państwach Zachodu, tym bardziej powinniśmy zadbać o wewnętrzną komunikację, której celem będzie jednoczenie narodu wokół najważniejszych spraw, a nie jątrzenie i wzmacnianie podziału. Aż nadto mamy przykładów z historii, jak nasze wewnętrzne wojenki się kończyły, by wspomnieć trzy daty: 1772, 1793 i 1795.
Dodatkowy kontekst, nawet jeśli jest to zbieg okoliczności, przynoszą niedzielne Ewangelie w tym czasie. Ta o miłosiernym Samarytaninie w ubiegłą niedzielę, i ta o gościnności, jaką Jezus wraz z najbliższymi znalazł w domu Marty, Marii i Łazarza. Różne racje trzeba ważyć, ale nigdy nie można zapomnieć o tym, co mówi Ewangelia. Inaczej postawimy nasz dom na piasku. Wiemy, jak się ta historia kończy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















