W pierwszy piątek września mieszkańcy Nepalu stracili dostęp m.in. do Facebooka, YouTube’a i X-a. Tamtejszy rząd zablokował łącznie 26 platform społecznościowych, co wywołało gwałtowne protesty, przede wszystkim młodych Nepalczyków. Trzy dni później zginęło co najmniej dziewiętnaście osób, gdy policja rozpędziła młodych demonstrantów w Katmandu i innych częściach kraju. Władze po kilku dniach wycofały się ze swych decyzji, jednak protesty trwały, dotycząc m.in. korupcji wśród wysoko postawionych urzędników państwowych, a także innych poważnych problemów związanych z funkcjonowaniem państwa, które od dawna trapią tamtejsze społeczeństwo.
Nie tylko bieżące informacje
Dla Generacji Z (tak określają siebie protestujący w Nepalu) zapalnikiem, który spowodował gwałtowny wybuch niezadowolenia, było odebranie im tej postaci mediów, która jest im najbliższa – platform społecznościowych. Uznali to za niedopuszczalną formę cenzury. Ale nie tylko młodzi Nepalczycy właśnie w serwisach społecznościowych upatrują swego okna na świat i traktują je jako podstawowe źródło wiedzy o nim. Nie tylko oni również odczuwają potrzebę dostępu do środków społecznego komunikowania o szerokim zasięgu. Miliardy ludzi na świecie uważają to za swoje oczywiste prawo.
Gdy w XVII stuleciu rodziły się pierwsze gazety i czasopisma, również były odpowiedzią na potrzebę ówczesnych społeczności. Szybko okazało się, że nie chodzi tylko o bieżące informacje na temat lokalnych wydarzeń (tych, które mają się odbyć oraz tych, które się odbyły i warto upowszechnić wiedzę na ich temat). Rychło okazało się, że czytelnicy oczekują też treści dotyczących polityki, wojen, istotnych wydarzeń w kraju, ale także poza jego granicami. Chętnie dowiadywali się także o tym, jak wyglądają odległe miejsca, których najprawdopodobniej nigdy nie odwiedzą, jak żyją tam ludzie, w czym są podobni, a czym się różnią.
Stopniowo prasa ewoluowała, stając się nie tylko nośnikiem informacji, ale również narzędziem kształtowania ludzkich opinii. Za moment przełomowy można uznać komercjalizację gazet, w rezultacie której stały się dla swych właścicieli przede wszystkim źródłem zysku, a ich służebna rola informacyjno-komentująca została połączona z funkcją dostarczania rozrywki.
O uwagę, wierzenia i zachowania
Łukasz Kasprowski na łamach kwartalnika „Zarządzanie Mediami” stwierdził, że współczesne media stają się platformą, na której toczy się walka o uwagę, wierzenia i zachowania ludzi, co znacząco oddziałuje na krajobraz mediów, ich modyfikacje i zachowania użytkowników z nich korzystających. Według niego aktualne podejście do zarządzania mediami uwzględnia zarówno aspekty kulturowe, jak i komercyjne. „Kulturowa funkcja mediów obejmuje propagowanie określonych wartości, norm społecznych i wzorców zachowań, które mogą mieć istotny wpływ na formowanie tożsamości jednostki oraz dynamikę społeczną” – stwierdził specjalista. Dodał, że jednocześnie aspekt komercyjny staje się tu nieodłączny i wręcz nadrzędny, ponieważ media często działają w ramach modelu biznesowego, którego celem jest przyciągnięcie jak największej liczby odbiorców w celu generowania zysków poprzez reklamy czy subskrypcje.
Biorąc pod uwagę obydwa aspekty, można by przypuszczać, że dążąc do zdobycia jak największej liczby odbiorców oraz wpływu na nich, media powinny stawiać sobie za cel jednoczenie, budowanie otwartej wspólnoty, uwzględniającej różne poglądy i życiowe podejścia, umacnianie solidarności międzyludzkiej, a także dawanie nadziei w trudnych momentach i sytuacjach. Wystarczy jednak spojrzeć na dzisiejsze media funkcjonujące i dostępne w Polsce, zarówno te nazywane tradycyjnymi (prasa, radio, telewizji), jak i te zaliczane do nowych, opartych na globalnej sieci, aby zauważyć, że realizują one dokładnie przeciwne cele i zadania. Budują zamknięte społeczności, podsycają podziały i różnice, propagują niechęć, nieufność, nienawiść, a nawet wrogość. Odbierają nadzieję na życie w pokoju i wzajemnym zrozumieniu.
Kto płaci, ma ogromny wpływ
Nawet gdyby pole obserwacji ograniczyć tylko do działających w Polsce szeroko pojętych mediów katolickich (lub za takie się uważających), okazałoby się, że część z nich zajmuje się podsycaniem, a nawet umacnianiem podziałów, i to wśród ludzi ochrzczonych, tworzących Kościół katolicki w naszej ojczyźnie. Pojawiają się nawet próby wykluczania jednych przez drugich ze wspólnoty wyznawców Chrystusa, uzasadniane z jednej strony ideologicznie, politycznie, a z drugiej motywowane kłótniami o drugorzędne sprawy dotyczące funkcjonowania Kościoła. Z czego to wynika?
Ksiądz Leszek Gęsiak SJ, rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski, rozmawiając w opublikowanym 10 września podcaście ze Zbigniewem Nosowskim, stwierdził stanowczo, że nawet wśród katolickich mediów nie ma „niezależnych”, wskazując finansowanie jako podstawową formę uzależnienia. Istotnie, w obecnie funkcjonującym powszechnie modelu biznesowym ten, kto płaci, ma ogromny wpływ na zawartość i sposób funkcjonowania przedsięwzięcia medialnego. Przekonali się o tym redaktorzy dziennika „Washington Post”. W lutym jego właściciel Jeff Bezos zdecydował, że gazeta zmieni linię redakcyjną w dziale opinii i będzie tam zamieszczać w przeważającej części teksty w obronie „wolnych rynków i wolności osobistych”.
Przekonał się o tym również należący do mediów Konferencji Episkopatu Polski portal Opoka. Komentując na Facebooku wpis sugerujący przekształcenie go w bazę szeroko pojętych materiałów „kościelnych”, nie tylko duszpasterskich, ale także liturgicznych, kaznodziejskich, naukowych, artystycznych itp., ale bez newsów i publicystyki, wieloletni redaktor portalu Maciej Górnicki stwierdził, że de facto takie było pierwotne założenie Opoki, sformułowane podczas ogólnopolskich konferencji organizowanych jeszcze w latach 90. „Ale życie zweryfikowało to założenie w ten sposób, że nikt nie chce na to łożyć środków, tylko wszyscy «dobrze nam radzą». Łatwiej przekonać sponsorów i darczyńców do finansowania «zaangażowanej publicystyki» niż do utrzymania dobrze zaopatrzonej biblioteki” – napisał.
Wyprowadzić z wieży Babel
Czy wobec tego jesteśmy skazani, nawet w mediach katolickich, na kolejne podziały, zamykanie się w „bańkach” i realizację (sformułowanej przez Mikołaja Kopernika) zasady, według której zły pieniądz (w mediach marne, bezwartościowe treści) wypiera z obiegu lepszy (w mediach wartościowe, jednoczące, wspierające treści)?
Niekoniecznie. Zależy to zarówno od twórców mediów, jak i od odbiorców, od ich nastawienia i gotowości do odrzucania tego, co jest w istocie tandetną manipulacją, mającą przynieść zyski, a promowania tego, co zbudowane jest w duchu służby dobru wspólnemu społeczności, ale także dobru każdego konkretnego człowieka.
Papież Leon XIV cztery dni po wyborze na Stolicę Piotrową, podczas pierwszego spotkania z przedstawicielami mediów (12 maja 2025), powiedział, że żyjemy w czasach trudnych, zarówno do przeżywania, jak i do opowiedzenia. „Stanowią one dla nas wszystkich wyzwanie, przed którym nie powinniśmy uciekać. Przeciwnie, wymagają one od każdego z nas, niezależnie od pełnionej roli i posługi, aby nie ulegać przeciętności”. Dodał, że Kościół musi podjąć wyzwania czasu i, w ten sam sposób, komunikacja i dziennikarstwo nie mogą istnieć poza czasem i historią. Przywołał słowa św. Augustyna: „Żyjmy dobrze, a czasy będą dobre”. Wskazał, że dziś jednym z najważniejszych wyzwań jest promowanie komunikacji potrafiącej wyprowadzić nas z „wieży Babel”, w której czasami się znajdujemy, z zamętu języków pozbawionych miłości, często ideologicznych lub stronniczych. To jest możliwe, tylko trzeba chcieć.
W Orędziu na tegoroczny 59. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu papież Franciszek zachęcał ludzi mediów do dzielenia się nadzieją. „Nie pozwólcie, aby waszym przekazem kierowały reakcje instynktowne. Zawsze siejcie nadzieję, nawet jeśli jest to trudne, nawet jeśli to kosztuje, nawet jeśli wydaje się, że nie przynosi owoców” – apelował. Jak widać, obaj cytowani następcy św. Piotra są przekonani, że mass media, zgodnie z pierwotnym zamysłem, także dzisiaj mogą służyć dobru ludzi, a nie skłócaniu ich i niszczeniu. Przyszłość mediów w znacznym stopniu zależy od tego, jak wielu ludzi podzieli to ich przekonanie.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















