Logo Przewdonik Katolicki

Kościół, komunikacja, komunia

Michał Kłosowski
fot. Muhamad Agil/Getty Images

Współczesnym językiem świata są dane, umożliwiające mikrotargetowanie i profilowanie poszczególnych jednostek za pomocą cyfrowych śladów, pozostawianych w sieciach społecznościowych. Odpowiednie wykorzystanie sztucznej inteligencji może nam pomóc wskazać właściwe miejsce człowieka w procesie komunikacji.

Wspomnienie obowiązkowe św.Franciszka Salezego, biskupa, doktora Kościoła i patrona dziennikarzy, obchodzone jest w Kościele powszechnym 24 stycznia. Każdego roku tego dnia papież publikuje przesłanie na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. Tradycję tę rozpoczął Paweł VI, w 1967 r., publikując pierwszy papieski list, noszący skromny tytuł Kościół i Komunikacja Społeczna, który dał podwaliny dziedzinie, którą nazywa się obecnie komunikacją Kościoła. Można się jedynie domyślać, jak mógłby być zaskoczony, czytając, że po niecałych pięćdziesięciu latach Benedykt XVI w swoich przesłaniach dotykał tematów takich jak media społecznościowe (2013), a Franciszek na motyw przewodni najnowszego listu wybrał zagadnienie streszczone w tytule Sztuczna inteligencja i mądrość serca: dla komunikacji w pełni ludzkiej (2024).

Najważniejsze wyzwanie: pamiętać o człowieku
Trudno się dziwić. Ewolucja systemów sztucznej inteligencji sprawia, że komunikacja za pośrednictwem maszyn i wraz z nimi staje się coraz bardziej naturalna, w związku z czym coraz trudniej jest odróżnić obliczenia od myśli oraz język wytwarzany przez maszynę od języka generowanego przez ludzi. Jak wszystkie rewolucje również obecna, oparta na sztucznej inteligencji, stwarza bowiem nowe wyzwania, zwłaszcza na poziomie antropologicznym – aby maszyny nie przyczyniały się do zakrojonego na szeroką skalę systemu dezinformacji i nie zwiększały samotności tych, którzy są już sami, pozbawiając ciepła, jakie może zapewnić jedynie komunikacja między ludźmi, jak czytamy w oświadczeniu watykańskiego Biura Prasowego, informującego o temacie przewodnim papieskiego przesłania na tegoroczny Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu.
Jak coraz szerzej wskazują eksperci, ważne jest, aby kierować sztuczną inteligencją i algorytmami w ten sposób, aby w każdym człowieku istniała odpowiedzialna świadomość wykorzystania i rozwoju tych coraz to różniejszych form komunikacji, które idą ramię w ramię z mediami społecznościowymi i internetem. Jak również coraz częściej można przeczytać w katolickich mediach na całym świecie: konieczne jest, aby komunikacja była zorientowana na pełniejsze życie osoby ludzkiej. Co ciekawe, ten antropocentryczny zwrot propagują nie tylko media katolickie. Zagrożenie dla człowieka, jakie stwarza obecna rewolucja, wykracza bowiem znacznie poza dotychczasowe podziały.

Najtrudniejszy zawód świata?
Można więc zadać pytanie: gdzie w tym wszystkim jest człowiek? W miarę postępowania technologicznej rewolucji, zamykania lokalnych gazet i kurczenia się newsroomów na całym świecie coraz ważniejsze staje się silne, lokalne dziennikarstwo katolickie. To teza może zaskakująca, ale okazuje się, że w coraz bardziej spolaryzowanym świecie nikt, tak jak dziennikarze, nie potrafi odsłonić zakamarków świata, ściśle chronionych za pomocą zmowy milczenia, spin-offów i narracji. Nawet maszyny, nawet sztuczna inteligencja, której obecnie przypisywane są niemalże magiczne moce, nie potrafi postrzegać świata tak, jak zanurzony w lokalnej społeczności, zaangażowany dziennikarz. Także w samym Kościele, dla dobra wspólnoty, dziennikarstwo zaczyna pełnić rolę niejako wewnętrzną – pokazały to skandale na tle seksualnym, gdzie pierwszym krokiem do rozeznania, naprawy, oczyszczenia i zadośćuczynienia często były dziennikarskie śledztwa, które ukazały ich skalę i kulisy, wezwały także odpowiedzialnych do podjęcia działania. Dzięki właściwej pracy dziennikarzy, którzy dla dobra Kościoła wspięli się na szczyty zawodowej etyki, wiele Kościołów lokalnych robi porządek we własnych szeregach, odzyskując zaufanie w społeczeństwach, takich jak Stany Zjednoczone, Hiszpania czy Francja. Jak powiedziała biskupom meksykańska watykanistka Valentina Alzaraki podczas watykańskiego spotkania „Ochrona nieletnich w Kościele” (21–24 lutego 2019), „(My, dziennikarze – przyp. red.) nie jesteśmy złymi wilkami, których trzeba się bać czy unikać, a wręcz przeciwnie: możemy połączyć nasze siły przeciwko prawdziwym wilkom”.
Oczywiście, pod warunkiem, że faktycznie mówimy o dziennikarstwie. Bo, pomimo tego, co często się dzisiaj mówi, nie wystarczy mieć smartfona, żeby dziennikarzem być. A okazać się może nawet, że jest wprost przeciwnie: dziennikarstwo to przecież umiejętność zadawania pytań i stanie po stronie prawdy, niezależnie od tego, jaka by ona była i ile by kosztowała, nie zaś kwestie wyłącznie techniczne. A jednak, z powodu przechodzącej przez świat rewolucji technologicznej, jesteśmy częścią branży borykającej się z ogromnymi trudnościami, nie tylko finansowymi. Katolicki zakątek świata dziennikarstwa stoi też przed dodatkowymi wyzwaniami. Od wewnętrznych wojen kulturowych, podziałów lokalnych czy między globalną Północą a globalnym Południem, aż po wojny liturgiczne – Kościół cierpi, często przez zaniedbania czy brak umiejętności ludzi, tworzących naszą wspólnotę. Wskazywać na te braki jest też rolą dziennikarzy.
Podobnie jak wyszukiwanie i tłumaczenie powodów, dla których ludzie zmagają się ze swoimi relacjami z Kościołem i mają trudności z usłyszeniem dobrej nowiny. Często jednak powodów tych jest tak wiele, że trudno wymienić wszystkie naraz. Nie pomaga fakt, że nasz Kościół jest wspólnotą, która sama zadała sobie wiele ran, choćby tych wskutek wspomnianego kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym. Zaskoczenie, kryzys i niewłaściwa reakcja Kościoła w tej sprawie w dalszym ciągu odstraszają ludzi, zwłaszcza młodych. Niech przykładem będą Stany Zjednoczone, gdzie z sondażu przeprowadzonego w 2019 r. wynika, że 37 proc. ankietowanych katolików stwierdziło, iż niedawne wiadomości na temat kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym skłoniły ich do rozważenia opuszczenia Kościoła, co stanowi wzrost o 15 punktów procentowych w stosunku do roku 2002, czyli roku, w którym gazeta „The Boston Globe” opublikowała pierwsze wyniki dziennikarskiego śledztwa, odsłaniając pierwsze przypadki nadużyć na tle seksualnym w amerykańskim Kościele.
Jeśli o kłopotach i problemach naszej wspólnoty piszą media świeckie, to dziennikarze katoliccy są tym bardziej naturalnie zanurzeni w tych bolesnych historiach. Przekazywanie informacji na ich temat może być wyczerpujące, chociaż ten ból nie jest przecież porównywalny z bólem ludzi, którzy zostali skrzywdzeni. Mimo to może sporo kosztować także piszącego, czy tłumaczącego daną historię na telewizyjnej antenie. A spotkanie z osobami skrzywdzonymi to już zupełnie inna sprawa. Katolicy przekazujący informacje opowiadają przecież historię Kościoła, ale historia Kościoła nie zawsze jest łatwa do opowiedzenia, nie zawsze jest to tylko dobra nowina. Oczywiście, dobra, piękna i miłości jest wiele, a ich przekazywanie to też jedna z najważniejszych ról ludzi mediów – ról, których, powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze jesteśmy w stanie wypełnić.
Ale czasami trzeba też powiedzieć trudną prawdę lub spróbować pomóc naszym przełożonym tę właśnie prawdę powiedzieć. Także tym, którzy nie zawsze chcą słuchać, niezależnie od miejsca zajmowanego w hierarchii. I często robią to z miłości do Kościoła, chcąc chronić to, co jest najcenniejszym „zasobem” naszej wspólnoty: wiarę ludzi, przychodzących do Chrystusa.

Święty Franciszek Salezy wiedział
Nie jest łatwo utrzymywać w ciągłym napięciu grzechy Kościoła z jednej strony i jego święte piękno – mam tu na myśli przede wszystkim wiernych i dzieła charytatywne, także kościoły i sztukę – z drugiej. Czasem trudno nie ulec rozpaczy i nie przymknąć oczu na problemy, w końcu będąc człowiekiem wierzącym chciałoby się mówić o Kościele wyłącznie dobrze. Ale dziennikarstwo zawsze skupia się na prawdzie. A prawda jest taka, że Kościół zarówno zadawał ból, jak i go uśmierzał. Dziennikarze katoliccy muszą więc wydobyć na światło dzienne oba rodzaje historii. Kościół obejmuje wszystkie te wyjątkowe chwile bólu i nadziei – i jest ich więcej, niż można byłoby się spodziewać.
Dziennikarze katoliccy stoją więc przed wielkim wyzwaniem. Próba ostatnich lat oraz narastająca polaryzacja opinii i wyścig z technologią nakazują przede wszystkim to, że należy przestrzegać najwyższych zasad zawodu. Ewangelicznie rzecz ujmując, trzeba być pilnym w badaniach, uczciwym w polityce redakcyjnej, kompetentnym w korzystaniu z nowoczesnych środków komunikacji, ale przede wszystkim zawsze zmotywowanym prawdą, która zbyt często jest jedynie szeptana w zamkniętych pokojach lub wypowiadana w ciemności. W najlepszych momentach media katolickie pomagają ludziom
spotkać Chrystusa, czy to poprzez historie o pracy wykonanej w Jego imieniu, czy poprzez ujawnianie zła, które ma swoje niecne zamiary. W najgorszym jednak przypadku media katolickie mogą podsycać podziały, które mogą odwrócić naszą uwagę od dzieła Ewangelii, dzieła prawdy. Spotkanie ludzi twarzą w twarz pomaga przełamać te podziały i zrozumieć, że czasem gorzka pigułka zaaplikowana o czasie jest lepsza, niż unikanie leczenia w złudnym poczuciu, że rana zagoi się sama. Wszyscy przecież mamy nadzieję, że nasza wspólna praca pomoże zbudować Kościół, który stawia wyzwania, kocha i zaprasza ludzi, aby czuli się jak w domu.
Debatom tym, którym początek dało pierwsze orędzie papieża Pawła VI, patronuje obecnie św. Franciszek Salezy. – W swoich czasach ukazywał on katolikom i protestantom Boga o ludzkim sercu, uczył ufać Jego miłosierdziu oraz kochać Go w sposób wolny i bezinteresowny – mówił o patronie dziennikarzy Benedykt XVI. Urodził się w 1567 r. w Alpach Wysokich, w szlacheckiej rodzinie sabaudzkiej. Otrzymał głęboko katolickie wychowanie i staranne wykształcenie. W Paryżu ukończył studia teologiczne, a w Padwie prawo kanoniczne i cywilne. Z przeżytego kryzysu wiary i pytań o cel życia wyrosło jego powołanie kapłańskie, uwieńczone święceniami w 1593 r. Kilka lat później został biskupem Genewy, opanowanej wówczas przez kalwinistów. Jako człowiek czynu i modlitwy, wybitny kaznodzieja, gorliwy pasterz wdrażający w życie Kościoła reformę Soboru Trydenckiego, z odwagą podejmował dialog teologiczny z protestantami, brał udział w dyplomatycznych misjach Kościoła. Pozostawił po sobie bogatą spuściznę pisarską. Jego kanonizacja odbyła się w 1665 r., a papież Pius IX ogłosił go w 1877 r. doktorem Kościoła. Benedykt XVI zauważył, że św. Franciszek Salezy uczył wiary prostej, szczerej i łagodnej, takiej, jaką spotkał u alpejskich górali. Był prekursorem współczesnych nurtów duchowości, w których intensywna pobożność łączy się z życiem codziennym. – W jego nauczaniu przejawiał się ideał człowieczeństwa, w którym przywrócony został ład, harmonia między działalnością w świecie a modlitwą, świeckością a dążeniem do doskonałości – stwierdził kardynał Ratzinger. – Umożliwiła to łaska Boża, która przenika to,  co ludzkie, nie niszcząc, lecz oczyszczając i wynosząc na poziom Boży.

Katolicki dziennikarz czy dziennikarz katolik?
Nasza epoka wydaje się czasami bardziej przypominać zamieszanie, które nastąpiło po zniszczeniu Wieży Babel niż Pięćdziesiątnicę. Technologia nie pomaga. To tak, jakby wszyscy źle się rozumieli, a potem narzekali, że zostali źle zrozumiani. A w międzyczasie to błędne zrozumienie komunikowali.
Jednak komunikacja Kościoła zrodziła się w odpowiedzi na wezwanie Chrystusa. Jeśli spojrzymy na łaciński rdzeń terminu „komunikacja”, możemy odkryć, że łączy on w sobie dwa inne słowa cum – razem, i munus – prezent. Komunikacja jest więc przede wszystkim wzajemnym darem z nas samych, darem, który wynika z relacji, którą nawiązujemy między sobą i z Bogiem. Przekazane w ewangeliach miłość i współczucie to w końcu uniwersalny język, dzięki któremu pierwsi chrześcijanie byli rozpoznawalni przez wszystkich; język, który sprawił, że ich spojrzenie na świat było tak odmienne i atrakcyjne dla innych, że pozostawiało na nim „niezatarty ślad”.
Tak samo może być obecnie, nawet jeśli współczesnym językiem świata są dane, umożliwiające mikrotargetowanie i profilowanie poszczególnych jednostek za pomocą cyfrowych śladów, pozostawianych w sieciach społecznościowych. Komunia jest bowiem tym, co czyni nas bliskich sobie nawzajem, co czyni nas wspólnotą. I to właśnie komunia jest tajemnicą komunikowania się Kościoła. Najlepsze dziennikarstwo nie ma bowiem nic wspólnego ze sprzedażą produktu, ale raczej z oferowaniem ludziom relacji i możliwości poznania, wraz z ich wyjątkowymi i pełnymi wdzięku historiami. Komunikacja w Kościele oznacza odbudowanie komunii, ofiarowanie siebie jako narzędzia komunikacji i świadczenie o tym, że jesteśmy jedno. Na tym też polega tajemnica tego, czemu katolickie media są współczesnemu światu tak bardzo potrzebne.
Technologia i media społecznościowe mogły zmienić nasz świat w ostatnich latach, ale wciąż jesteśmy wezwani do kierowania galopującym na naszych oczach postępem technologicznym. Musimy kierować tą technologią sercem, jak chce papież Franciszek. To czyni naszą inteligencję wyjątkową, ponieważ naszą misję realizujemy nie tylko za pomocą intelektu czy umiejętności łączenia wiedzy, ale także naszej zdolności do kochania. Serce odróżnia człowieka od maszyny. Żaden algorytm nie uwzględnia przecież ludzkiej kruchości. Miłość jednak rodzi się właśnie z kruchości, rodzi się z bycia dotkniętym bólem drugiej osoby, jej emocjami, problemami i tym wszystkim, czym żyje na co dzień. To samo powiedziano poetycko o Bogu: wszechmoc Boga, Jego doskonałość nie są jednak niezniszczalne. Bóg jest bezbronny: Bóg płacze, Bóg cierpi. Algorytm tego nie robi.
Potrzebujemy pokornej i cierpliwej kreatywności tych, którzy nie szukają fajerwerków jednej chwili, ale wiernej relacji w tym, co nas łączy. Celem, do którego musi zmierzać nasza katolicka komunikacja, jest komunia. Nie chodzi więc o to, by być katolickim dziennikarzem, redaktorem czy informatykiem, tworzącym najnowsze algorytmy, a przy tym obawiającym się wskazać na to, co boli. Klucz do tego, by naśladować św. Franciszka Salezego leży w tym, by w pracę wkładać serce, budować komunię i nie obawiać się wychodzić na peryferie: także własne i własnej wspólnoty. Będąc dziennikarzem katolikiem.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki