O pomniejszych przypadkach media nawet nie donosiły. Przez lata głównymi źródłami informacji na temat niepokojących incydentów związanych z łamaniem wolności słowa w Zjednoczonym Królestwie były organizacje walczące o prawa człowieka, które swym zasięgiem docierały do ograniczonej grupy odbiorców. I dopiero głośne wystąpienie wiceprezydenta USA J.D. Vance’a na 61. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 14 lutego tego roku zwróciło powszechną uwagę na to, że Wielka Brytania mogła zacząć ograniczać wolność wypowiedzi swych obywateli mocniej niż inne demokracje.
Strefy ciszy
Pierwsze „strefy buforowe”, czyli okolice klinik aborcyjnych obejmujące promień co najmniej 492 stóp (150 metrów) od miejsca dokonywania terminacji ciąż, pojawiły się tu w 2022 r. Od tamtego momentu w obrębie strefy, która z założenia ma zapewniać komfort kobiecie zdecydowanej na usunięcie dziecka, nie można manifestować swoich przekonań ani w żaden sposób odwodzić jej od usunięcia płodu.
Dwa i pół roku, które minęły od momentu wprowadzenia nowego prawa, przyniosło wiele kuriozalnych sytuacji. O tej związanej z Adamem Smithem Connorem, 51-letnim fizjoterapeutą i emerytowanym żołnierzem, wspominał amerykański wiceprezydent w Monachium. Mężczyzna stał kilkadziesiąt metrów od wejścia do kliniki w angielskim Bournemouth, modląc się w ciszy. Zauważony przez policjantów, Connor został zapytany, dlaczego tam przebywa. Gdy oznajmił, że modli się w intencji nienarodzonego syna, którego on i jego była dziewczyna zabili lata wcześniej, został oskarżony o łamanie nowego prawa kryminalizującego działania mogące wpływać na decyzje kobiet zdecydowanych na dokonanie aborcji. Mężczyzna, uznany za winnego, obciążony został kosztami sądowymi, a jego casus wyznaczył nowy, radykalizujący się kierunek brytyjskiego prawa.
Kolejne przypadki posypały się lawinowo, prowadząc do wielokrotnych interwencji policji, które w sporej części kończyły się poważnymi reperkusjami prawnymi. Tym większymi, że temat coraz odważniej podchwytywany był przez lokalne media. W październiku 2024 r. szkocki rząd zaczął rozsyłać listy do obywateli mieszkających w „strefach bezpiecznego dostępu”, ostrzegając ich, że nawet prywatna modlitwa we własnym domu może zostać uznana za złamanie prawa. Do zwracania uwagi na tak zuchwałe przypadki „bezczeszczenia” stref buforowych zaczęto zachęcać lokalnych mieszkańców. Obiecano, że żaden sąsiedzki donos nie zostanie pominięty, co w społeczeństwie brytyjskim – z zasady mniej krytycznym wobec władzy niż społeczeństwa kontynentalnej Europy – odebrane zostało jako wystarczający bodziec do donoszenia.
Internet na cenzurowanym
Pod koniec stycznia w angielskim Hertfordshire doszło do nalotu policji na mieszkanie Maxie Allen i Rosalind Levine – rodziców 9-letniej Sashy, niepełnosprawnej uczennicy miejscowej podstawówki. Sześciu funkcjonariuszy wkroczyło do domu rodziny i wywiozło parę na komisariat. W trakcie przesłuchania oraz czynności z nim związanych, które zajęły w sumie 11 godzin, Allen i Levine dowiedzieli się, że ich zatrzymanie związane jest z nieprzychylnymi komentarzami, których dopuścili się na WhatsAppie wobec dyrektora oraz kadry zarządzającej szkołą.
„Nie możemy pojąć, co się stało. To nie ma sensu. Przeprowadziliśmy kilka dochodzeń, trochę pogadaliśmy na grupie WhatsApp, a potem zostaliśmy aresztowani” – tłumaczyli zaskoczeni rodzice. Wielogodzinne zatrzymanie nie dostarczyło dowodów, które uzasadniałyby prowadzenie dalszych czynności przeciwko opiekunom Sashy. Otworzyło za to drzwi do publicznej debaty o tym, czy sprawy nie zaszły za daleko i czy wyrażanie własnych myśli – kiedy odbiegają w jakiś sposób od przyjętych ram społecznych – powinno być z miejsca penalizowane.
Jak donosi „The Times”, od lat wzrasta liczba aresztowań związanych z publikacją obraźliwych wpisów w mediach społecznościowych lub serwisach internetowych, a trend wyraźnie przybrał na sile po okresie pandemii. Statystyki przytoczone przez dziennik pokazują, że funkcjonariusze dokonują około 12 tys. aresztowań rocznie na mocy dwóch ustaw o komunikacji z 1988 i 2003 r. Obecna liczba zatrzymań odpowiada dwukrotności tej z 2017 r., przy czym całkowita liczba jest prawdopodobnie znacznie wyższa, gdyż podsumowanie nie obejmuje Szkocji oraz kilku dużych ośrodków miejskich Anglii, które nie zdecydowały się na upublicznienie danych.
I o ile trudno zaprzeczyć wartości samych ustaw, stanowiących o tym, że wywoływanie niepokoju poprzez wysyłanie „rażąco obraźliwych” wiadomości lub udostępnianie treści o „nieprzyzwoitym, obscenicznym lub groźnym charakterze” w sieci komunikacji elektronicznej jest nielegalne, o tyle przy tak szerokim zakresie aktów prawnych coraz częściej dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których ludzie ścigani są nie za wpisy godzące w konkretne osoby, a za wyrażanie niepopularnych myśli – czy to w formie publicznych wpisów, czy prywatnych wiadomości.
W obronie wolności
W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie społeczne, przed kilkoma laty do życia powołano niezależną od władz państwowych Free Speech Union (FSU). Organizacja, której deklarowaną misją jest prowadzenie kampanii na rzecz wolności słowa i obrona praw do wypowiedzi dla wszystkich członków społeczeństwa, powstała z inicjatywy brytyjskiego felietonisty Toby’ego Younga, który obecnie zasiada w Izbie Lordów. FSU określa się jako bezpartyjna i ma na celu przeciwdziałanie cancel culture oraz sprzeciwianie się prawom ograniczającym wolność słowa.
Dziennikarze i prawnicy stojący za FSU, broniąc prawa do swobodnego wyrażania poglądów, wskazują na to, że niejasne i przestarzałe prawa oznaczają, że policja w Wielkiej Brytanii ma zbyt wiele uprawnień, aby aresztować ludzi za obraźliwe wypowiedzi w internecie.
I choć temat ograniczenia wolności słowa najmocniej wybrzmiewa właśnie w sieci, to jednak reperkusje stosuje się także wobec osób zbyt swobodnie wygłaszających niepopularne tezy w inny sposób. Na Wyspach wciąż trwa debata na temat The Crime and Policing Bill 2025 – nowej ustawy, która przyniesie szersze uprawnienia policji i zwiększy poziom inwigilacji społecznej. W marcu Amnesty International UK zwracała uwagę, że dzięki nowemu prawodawstwu policja będzie mogła zdefiniować niemal każdą demonstrację jako poważnie zakłócającą porządek i nałożyć na nią ograniczenia. Zakaz zakrywania twarzy dla uczestników zebrań, dopuszczanie do przeszukań bez nakazu, rozszerzona definicja zachowań antyspołecznych – to wszystko budzi uzasadniony niepokój społeczny i pytania o balans pomiędzy bezpieczeństwem a wolnością.
Ludzie chcą czuć się bezpiecznie. Wielu Brytyjczyków zgadza się z potrzebą zaostrzenia niektórych przepisów prawnych. Zwiększenie kar za najgroźniejsze przestępstwa czy penalizacja części czynów popełnianych przez nieletnich przestępców (o czym pisaliśmy w „Przewodniku” 25/2025) znajdują akceptację społeczną. Zbyt daleko idące ograniczenie wolności słowa może jednak wzbudzać obawy. W akceptacji tak daleko idących zmian nie pomaga świadomość, że brytyjskie prawo było dotąd dość liberalne. Wręcz przeciwnie: obecne zaciskanie pętli może boleć tym bardziej.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











