Trwa msza św. w edynburskiej katedrze, gdy młody mężczyzna o rudych włosach i radosnej aparycji przyciąga mój wzrok
t-shirtem z uśmiechniętym Jezusem. „I call upon all of you” („Powołuję was wszystkich”) – woła wielkimi literami wizerunek Chrystusa nadrukowany na jego koszulce. Koledzy stojący obok mają nieco inne bluzy, ale po ich ubraniach również widać, że nie wstydzą się zamanifestować swej wiary. Kiedy po mszy z czystej ciekawości podchodzę do Connora (bo tak ma na imię ów chłopak), nie wiem jeszcze, jaka będzie jego historia, ale podświadomie czuję, że nie będzie miał problemów z podzieleniem się nią.
– Tak, chętnie powiem ci kilka słów o mojej wierze – odpowiada zagadnięty, sprawiając wrażenie, jakby tylko na to czekał. Connor ma 23 lata.
Pomimo młodego wieku w swoim życiu doświadczył wielu przygód. Przemoc, alkohol, narkotyki... Jeszcze kilka miesięcy temu obrazki tego typu stanowiły jego smutną codzienność. Opowiada mi o nich, nie wdając się w szczegóły. Widać, że nie jest jeszcze do końca gotów, aby zanurzyć się w przeszłości i dać pełne świadectwo swego nawrócenia, ale i tak stara się być możliwie otwarty. – Wiesz, odkryłem Pana Jezusa tej wiosny. To był naprawdę trudny czas. Nie wiedziałem, czy przetrwam kolejny miesiąc. Piłem, brałem prochy i trwałem bez większych oczekiwań od życia. Aż pewnego dnia, mając już dość, wstąpiłem do katedry. Poznałem ludzi z lokalnych wspólnot. W Jezusie odnalazłem nadzieję. I odnajduję ją każdego dnia na nowo – tłumaczy z przejęciem.
Ciche odradzanie
Connor i jego koledzy nie są jedyni. Rosnącą frekwencję młodych ludzi w kościołach Wielkiej Brytanii widać też w statystykach raportu Towarzystwa Biblijnego oraz organizacji YouGov. W dokumencie zatytułowanym Quiet Revival (Ciche odrodzenie), opublikowanym w kwietniu, przytoczono wyniki badań na ponad 13 tys. dorosłych Brytyjczyków. Z opracowań wynikło, że chrześcijanie chodzący na mszę św. co najmniej raz w miesiącu stanowią 12 proc. ogółu populacji, w porównaniu z 8 proc. w roku 2018. Wśród osób z przedziału wiekowego 18–24 lata odsetek ten wzrósł do 16 proc. z zaledwie 4 proc., co czyni tę grupę wiekową drugą pod względem regularnego uczestniczenia w mszach, po osobach w wieku 65 lat i starszych.
Co warte zauważenia, tendencja wzrostowa dotyczy głównie młodych mężczyzn, wśród których 21 proc. deklaruje regularne chodzenie do kościoła. Dla porównania, w gronie kobiet z przedziału 18–24 lata jest to 12 proc. Ten odwrócony trend – czyli większa aktywność religijna mężczyzn w młodym pokoleniu – jest dość nietypowy, stając w kontrze do lat poprzednich. Spośród tych właśnie młodych ludzi mogą wywodzić się przyszli kapłani, w czym można upatrywać nadziei na nowe otwarcie.
Tęsknota za wartościami
Jak tłumaczy Tim Hutchings, adiunkt etyki religijnej na Uniwersytecie w Nottingham, przyczyn wzrostu pobożności wśród młodzieży upatrywać można w wielu czynnikach, które nakładają się na siebie. Pierwotnym impulsem mogła stać się pandemia. Izolacja społeczna spotęgowana strachem przed niewidzialnym zagrożeniem, które w domyśle mogło pozbawić życia każdego z nas, przyczyniły się do zwrotu w stronę wartości wyższych. Drugim elementem staje się reakcja wobec daleko posuniętej polityki gender i związanego z nią zaniku tradycyjnych ról. Ludzie atakowani ideologicznymi treściami, które są sprzeczne z ich kompasem etycznym, w sposób naturalny szukają odpowiedzi w tradycji. Dorastający nastolatkowie, którym już od czasu wczesnej podstawówki wmawiano, że mogą być kim tylko chcą, niezależnie od płci, znajdują sposób na okazanie wewnętrznego buntu wobec powszechnego szaleństwa, które zapanowało wokół. – Być może w związku z tym ludzie młodzi, a zwłaszcza młodzi mężczyźni, mówią: stwórzmy naprawdę konserwatywną, antyfeministyczną instytucję? – zastanawia się Hutchings.
Socjologowie wskazują na kolejne czynniki, które mogą przyczyniać się do wzrostu pobożności i dalszego parcia ku katolicyzmowi. Świat znalazł się w punkcie zwrotnym, w którym liberalne podejście wkroczyło w erę schyłkową. W Stanach Zjednoczonych do władzy doszli ludzie tacy jak J.D. Vance, którzy jasno opowiadają się za wartościami chrześcijańskimi, promując znaczenie rodziny i tradycyjnych ról społecznych. Zbiegający się z tym wybór Leona XIV na głowę Kościoła katolickiego bezprecedensowo wzmacnia głos Watykanu za Oceanem. Amerykańskie nastroje rezonują z kolei na cały świat, ze szczególnym uwzględnieniem krajów anglosaskich.
Złożona sytuacja demograficzna Wysp Brytyjskich sprawia, że o zapełnienie luki po malejącym wpływie anglikanów zabiega nie tylko Kościół katolicki. Mimo buńczucznych zapowiedzi o zakończeniu kryzysu migracyjnego, po brexicie kraj zmaga się z bezprecedensowym napływem nielegalnych imigrantów z południa. Łodzie przybijające do angielskich plaż przynoszą kolejnych przybyszy muzułmańskiego pochodzenia, a brak kontroli nad procederem prowadzi do wzmagania się protestów ze strony zaniepokojonych Brytyjczyków. Dlatego to również w tym kontekście – bezgłośnej walki o zachowanie europejskiej, chrześcijańskiej tożsamości – możemy upatrywać wzrostu liczby nawróceń, jakimi zaczął się cieszyć Kościół katolicki.
Historyczna zmiana
Choć wciąż musimy mieć świadomość tego, że sytuacja dotyczy mniejszej części społeczeństwa – większość deklaruje bowiem bezwyznaniowość – o swoistym radykalizmie obserwowanego zwrotu ku wierze świadczyć może fakt, że prawie pół tysiąca lat po zerwaniu przez króla Henryka VIII z Rzymem i utworzeniu Kościoła anglikańskiego katolicyzm stał się obecnie bardziej popularny niż anglikanizm wśród osób w wieku 18–34 lata. Za katolików uznaje się 41 proc. osób (w porównaniu z 22 proc. w 2018 r.), podczas gdy w przypadku anglikanów odsetek ten wynosi 20 proc. (w porównaniu z 30 proc. przed siedmiu laty).
W rzeczywistości, w której zmagamy się z brakiem niezachwianych autorytetów, młodzi brytyjscy chrześcijanie dają tym samym do zrozumienia, że jeśli angażują się w religię, to nie ze względu na presję społeczną (ze strony rodziców, rówieśników czy opinii publicznej), a z potrzeby własnych serc. Kościół anglikański, który w ostatnich kilku dekadach uległ znacznej liberalizacji i nazbyt często zmienia stanowisko w kwestiach etyki, płci czy małżeństwa, przestał pełnić funkcję, którą Kościół pełnić powinien: niezłomnej instytucji powołanej przez Jezusa Chrystusa, na którego autorytecie można oprzeć się w burzliwych czasach.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













