Przyszłość, przeszłość, obojętność

Dochodzimy bowiem do momentu, w którym Kościół przestaje być punktem odniesienia dla polskiego społeczeństwa. Dawno już minął czas, gdy był odbierany jako autorytet
Czyta się kilka minut
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz

Po decyzji polskich biskupów, by to nie prymas Wojciech Polak prowadził przygotowania do powstania komisji historycznej, mającej badać przypadki niewystarczającej reakcji na przypadki wykorzystywania nieletnich, w wielu kręgach świeckich katolików zapanowało spore poruszenie. Wynikało ono z rozczarowania i przekonania, że komisja ma nie powstać, a prawda ma pozostać w archiwach, nie w żadnym raporcie. Ale ponieważ w tej sprawie powiedziano i napisano już wiele, nie bardzo chciałbym się do tej dyskusji włączać. Zwróciłbym jednak uwagę na szersze tło, na którym warto patrzeć na kolejne decyzje – albo na ich brak – mające wpływ na postrzeganie Kościoła w Polsce. 
Dochodzimy bowiem do momentu, w którym Kościół przestaje być punktem odniesienia dla polskiego społeczeństwa. Dawno już minął czas, gdy był odbierany jako autorytet dla niekatolickich mediów. Nie, tu nie chodzi o to, że ktoś w świeckich mediach z Kościołem wojuje. Uderza raczej obojętność czy ignorancja – wiele osób pracujących dziś w mediach po prostu o Kościele nie ma pojęcia, nie zna nauczania, a wiedzę o katolicyzmie czerpie z powszechnych stereotypów. W tym sensie Kościół jest im obojętny. Ale to nie dotyczy wyłącznie mediów. Tak samo jest z politykami. Niektórzy trzymają się bardzo blisko Kościoła, próbując pożyczyć od tej instytucji nieco powagi dla siebie. Ale dla wielu po prostu to jakaś zupełnie inna rzeczywistość, której nie znają, która wydaje im się zbędna. W tym sensie Kościół staje się ważny wyłącznie dla osób rzeczywiście wierzących, czyli dla tej jednej trzeciej społeczeństwa, która częściej lub rzadziej praktykuje. 
I będę obstawał, że nie wynika to z walki z Kościołem, o której lubią często mówić katoliccy publicyści, ani nie tylko z procesu laicyzowania się społeczeństwa, ale też z ruchów, które wykonywał Kościół w ciągu ostatnich dziesięciu lat, ze szczególnym uwzględnieniem ostatnich dwóch. Weźmy ostatnią kampanię wyborczą, w której posługiwano się autorytetem Kościoła we wspieraniu Karola Nawrockiego. Ktoś mi zarzuci, że przecież biskupi Nawrockiego nie popierali otwarcie. Owszem. Ale czy była jakaś zdecydowana reakcja na ruchy typu „Katolicy za Nawrockim”, sugerujące, że bł. Jerzy Popiełuszko głosowałby na kandydata PiS? Czy była reakcja na wypowiedzi, że trzeba się modlić za zwycięstwo Nawrockiego? Przypomnijmy, że w pierwszej turze padło na niego mniej niż 30 procent głosów. 
Ale jeszcze wyraźniejsze wydają mi się zaniechania dotyczące innych kandydatów. Nie, nie uważam, by Kościół powinien się angażować w popieranie lub zwalczanie któregoś z dwóch głównych kandydatów, rozumiem, że liberalne poglądy Rafała Trzaskowskiego były dla wielu ludzi Kościoła nie do zaakceptowania. Ale dlaczego na przykład zabrakło reakcji na zachowania Grzegorza Brauna, który nagminnie na Kościół się powołuje? Wszak antysemityzm jest wyraźnie przez Kościół krytykowany, podobnie jak przemoc w polityce, której ten polityk się dopuszcza – a to dokonując „interwencji” w klinice aborcyjnej czy niszcząc wystawę w Sejmie. Kościół sprzeciwia się przerywaniu ciąży, ale to co innego niż siłowe wdzieranie się i stosowanie przemocy wobec personelu medycznego. Jeśli nie reagujemy na takie zachowanie, co będzie dalej? Będziemy milczeli, gdy – jak w USA – podkładane będą bomby pod klinikami aborcyjnymi? 
To nie jedna czy kilka spraw. To efekt dość wyrywkowego zajmowania głosu w debacie publicznej.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 25/2025