Sakrament, który jednoczy

Byłoby dobrze, byśmy Eucharystii nie używali do manifestowania czegoś komuś, a już szczególnie, byśmy nie używali jej jako narzędzia do walki z kimkolwiek
Czyta się kilka minut
Ks. Wojciech Nowicki | fot. Zuzanna Szczerbińska/PK
Ks. Wojciech Nowicki | fot. Zuzanna Szczerbińska/PK

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa nazywamy potocznie Bożym Ciałem i ma to swoje uzasadnienie w tradycyjnej liturgii rzymskiej, kiedy osobno obchodzono uroczystość Najświętszego Ciała Chrystusa i osobno Najświętszej Krwi Chrystusa. Ta druga przypadała na początek lipca i ten miesiąc w pobożności ludowej poświęcony był właśnie kultowi Krwi Pańskiej. Po Soborze Watykańskim II w kalendarzu liturgicznym połączono obie uroczystości w jedną. Niemniej, ze względów czysto praktycznych, w Kościele nie wykształciła się praktyka przechowywania, adorowania ani obnoszenia w procesji Krwi Pańskiej. To czynić możemy wobec Ciała Pańskiego, choć i ono wymaga co jakiś czas wymiany – konsekrowania świeżej Hostii. Wszak mamy tu do czynienia wciąż z przypadłościami typowymi dla chleba, w tym jego psucia, pleśnienia i wysychania, choć nie ma już substancji chleba, jest to bowiem Ciało Chrystusa. To naturalnie nawiązanie do koncepcji św. Tomasza z Akwinu, który – sięgając po ówczesne pojęcia filozoficzne – starał się wyjaśnić naturę przemiany, jaka zachodzi w czasie konsekracji.
Boże Ciało weszło do kalendarza liturgicznego w XIII wieku i wiązało się z objawieniami prywatnymi, jakie miała Julianna, przeorysza klasztoru augustianek w Mont Cornillon w pobliżu Liège. Historia ustanowienia tego święta jest o tyle ciekawa, że początkowo wprowadzone przez bp. Roberta w diecezji Liège, nie spotkało się z zainteresowaniem jego następcy. Sytuacja zmieniła się, gdy dwaj członkowie komisji zostali mianowani na decyzyjne funkcje: ówczesny prowincjał dominikanów Hugues de Saint-Cher został kardynałem i legatem papieskim, a archidiakon Jakub Pantaleone di Troyes papieżem Urbanem IV. To on, w ostatnim roku swego pontyfikatu, bullą z 1264 roku nakazał wprowadzić uroczystość Bożego Ciała w całym Kościele, choć stało się to de facto dopiero w 1317 roku za sprawą Jana XXII.
Warto wiedzieć, że w bulli papież zalecał przyjmowanie Komunii św. również poza okresem wielkanocnym, co na tamte czasy było nowością i żaden średniowieczny dokument papieski nie zawiera takiej sugestii. Święto miało być przede wszystkim dla „uczczenia pamiątki ustanowienia Najświętszego Sakramentu, która w Wielki Czwartek nie mogła być uroczyście obchodzona ze względu na powagę Wielkiego Tygodnia”. To ważne wskazanie, ponieważ w samej uroczystości chodziło o pozytywny wymiar: dziękczynienia Bogu za sakrament Eucharystii i radości z tego Pokarmu. Dopiero po reformacji uroczystości i procesji nadano charakter apologetyczny – manifestacji wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Choć i w samej bulli Urban IV wspomina o zadośćuczynieniu za znieważenie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie i błędy heretyków.
Jednak u początku nie chodziło o manifestację, ile o zwyczajny kult. Co prawda już w XIII wieku rozgłos zyskały poglądy Berengara z Tours, który mówił jedynie o symbolicznej obecności. W odpowiedzi na te poglądy Sobór Laterański IV w 1215 roku potwierdził naukę o realnej obecności. A do napisania tekstów liturgicznych, używanych do dziś we Mszy św. i brewiarzu, poproszono św. Tomasza z Akwinu, autora koncepcji transsubstancjacji. Można dopatrywać się, że odpowiedzią na utratę wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie były też liczne cuda eucharystyczne w tamtym czasie, by wspomnieć ten w Bolsenie (korporał z Krwią Pańską przechowywany jest w Orvieto) czy Lanciano.
Co ciekawe, wprowadzając uroczystość, nie wspomniano w ogóle o procesjach eucharystycznych. Niemniej pierwsze procesje w uroczystość Bożego Ciała odbyły się już w latach 1265–1275 w Kolonii, w Niemczech. Podczas nich niesiono krzyż z Najświętszym Sakramentem. Pod koniec XV w. były już powszechne w Niemczech, Anglii, Francji, w północnych Włoszech i w Polsce. 
Ta praktyka eucharystyczna, która rozwinęła się przede wszystkim w Kościele łacińskim, jest pięknym świadectwem tego, jak człowiek szuka form wyrażenia wdzięczności wobec Boga, który Go tak hojnie obdarował. Karmić się Chlebem eucharystycznym można na różne sposoby: od przyjęcia Go fizycznie, przez karmienie się Jego obecnością (adoracja) aż po radosne niesienie Go tam, gdzie żyjemy, by – przede wszystkim sobie – pokazać, że Eucharystią żyje się nie tylko w czterech ścianach kościoła, ale przede wszystkim w codzienności. Byłoby dobrze, byśmy Eucharystii nie używali do manifestowania czegoś komuś, a już szczególnie byśmy nie używali jej jako narzędzia do walki z kimkolwiek. Eucharystia sprawia jedność – najpierw naszą z Bogiem, a potem zobowiązuje nas do niesienia jednoczącej miłości do innych. Tylko takie ukierunkowanie jest właściwe dla logiki Eucharystii jako sakramentu miłości i komunii.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2025