Bardzo lubię filmy o niejednoznacznych tytułach. Sprawdziłem, jak w oryginale nazwano film W ukryciu, o którym przekażę dziś kilka refleksji. Otóż w języku oryginału to La cache, co nad Loarą rozumiane jest jako „kryjówka, skrytka, ukrycie”, ale też „zasób”, a nawet „pamięć podręczna”. Po angielsku z kolei tytuł ten oddano wyrażeniem The Safe House – bezpieczny dom. To rzeczywiście opowieść o domu, o relacjach, ale przede wszystkim o przedziwnej jego funkcji – schronienia przed światem zewnętrznym, stworzenia enklawy, obwarowanej rodzinnymi opowieściami i siłą poszczególnych jej członków. Po obejrzeniu filmu uświadomiłem sobie, że właściwie tak powstawała nasza cywilizacja – człowiek wychodził z jaskini, by polować, i wracał tam, by się schronić przed tym, co w świecie niebezpieczne, przed tym, co zagraża jemu i jego rodzinie. Z kolei nasza kultura zaczyna się, kiedy w tej jaskini powstają obrazy, które przetrwały po dziś dzień: archeolodzy odnaleźli we francuskiej jaskini malowidła naskalne, które zostały stworzone przez neandertalczyków, mogą mieć nawet 75 tys. lat; przykłady można zresztą mnożyć, i to pod każdą szerokością geograficzną. Historia i kultura zawsze działy się więc w jakiejś kryjówce, bezpiecznej przestrzeni, miejscu, do którego wracało się z wyprawy. I była sposobem utrwalenia swojego istnienia, zachowania go, mimo wszelkich przeciwności, przekazania dalej w sztafecie pokoleń.
Coraz głębsze warstwy
W filmie W ukryciu (2025) Lionel Baier z czułością i ironią przygląda się rodzinie uwikłanej w historię, codzienność i milczenie, które mówi więcej niż słowa. Osadzona w Paryżu końca lat 60. akcja toczy się głównie w jednym mieszkaniu – dusznym, pełnym książek, zapachów i wspomnień – gdzie 9-letni Christophe trafia pod opiekę dziadków i wujków, podczas gdy jego rodzice angażują się w protesty na ulicach miasta. Chłopiec o bystrym spojrzeniu i wrażliwości staje się nieoczekiwanym świadkiem czegoś więcej niż rodzinnych rytuałów – wkracza w świat, w którym przeszłość ciągle jest obecna, choć nikt nie mówi o niej wprost. To, co początkowo wygląda jak rodzinny tygiel pełen ekscentryczności i ciepła, stopniowo odsłania głębsze warstwy – tajemnice z czasów wojny, żydowskie dziedzictwo, przemilczane traumy. Gdy do mieszkania trafia nieznajomy, prosząc o schronienie, rytm dnia zakłóca napięcie, a domowe przestrzenie przestają być bezpieczne. Christophe nie rozumie jeszcze wszystkich znaczeń, ale jego obecność pozwala widzowi z dystansu przyjrzeć się dramatom dorosłych – ich wybiórczej pamięci, ich strachom i ich miłościom.
Baier buduje tę opowieść z lekkością, nie unikając humoru i nostalgii, a jednocześnie z wyjątkowym wyczuciem tonu – balansuje między dziecięcą perspektywą a historią pisaną milczeniem. Kamera przemyka między pokojami niczym cień wspomnień, a scenografia staje się niemal osobnym bohaterem – ciasne wnętrza pełne książek, rodzinnych portretów, zasłon, za którymi można się ukryć – i za którymi ukryto niejedno. To wreszcie opowieść o odwadze wyjścia poza swój schemat, rozliczenia się z przeszłością, przyjrzeniu się swojej traumie. Robią to razem przedstawiciel najmłodszego i najstarszego pokolenia, pokazując, że takie międzygeneracyjne spotkania pomagają nam wyjść z jaskini historii.
Francuska rewolucja maja 1968
Charakterystyczne jest to, że większość członków tej rodziny to artyści, nestorka rodu wspomina swoje dawne sukcesy, babka, uparcie prosząca wnuka, by publicznie nazywał ją ciocią, jest dziennikarką, wrażliwą na tematy społeczne. Wujek głównego bohatera jest artystą, który próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie sztuki. Jedynie ojciec – głowa rodziny, jest lekarzem – kardiologiem. Wszystkie te profesje są symboliczne. Babcia, zwana ciocią, mimo trudności w poruszaniu się, udaje się do robotniczych dzielnic i z jednej strony uważnie słucha opowieści o biedzie i braku perspektyw, ale potrafi też powiedzieć do słuchu tym, którzy biernie podchodzą do swojego losu. Dziadek leczy złamane serca, nie tylko w sensie kardiologicznym – jego doświadczenie życiowe sprawia, że potrafi łączyć ze sobą rzeczywistości pozornie od siebie oddalone. Stryjek porzuca figuratywne malarstwo na rzecz znaczących instalacji, żeby jak najlepiej oddać emocje swojego czasu i udokumentować to, co dzieje się za oknem. Jest jeszcze stryjeczny dziadek, językoznawca, filozof, który udowadnia, że każda rewolucja zaczyna się w języku: nie tylko w poszczególnych hasłach, ale też w sposobie odnoszenia się do innych ludzi. Wydarzenia maja 1968 roku w Paryżu i całej Francji – strajki generalne, protesty studenckie i masowe demonstracje – są różnie oceniane w zależności od perspektywy politycznej, społecznej czy pokoleniowej. Określenie ich mianem „katastrofy” pojawia się głównie w konserwatywnych i prawicowych narracjach. Ocena maja ‘68 zależy od tego, co uznaje się za wartość nadrzędną: stabilność i porządek czy wolność i przemianę. Dla jednych był to początek kryzysu kultury Zachodu, dla innych – moment narodzin społeczeństwa otwartego. Niewątpliwie do dziś ta ocena rozgrzewa emocje, ale trudno sobie wyobrazić, by tuż powojenny porządek, oparty na strachu, zachowawczości i próbie ocalenia świata z przeszłości mógł się na dłuższą metę uchować. Co ciekawe, jedna z postaci – ocalały z Holokaustu, popiera studenckie protesty – to pokazuje nie tylko, że był to moment spotkania inteligencji i klasy pracującej, to także pokazanie, że – by koszmary historii się nie powtarzały – ludzkość musi się wciąż rozwijać. To zazwyczaj największe tyranie chciały ją zachować w jednym, sztywnym porządku.
Opowieść o pamięci
Warto wspomnieć aktora, który wcielił się w tę postać. Debiutujący w 1975 r. Michel Blanc niemal dokładnie 50 lat później zakończył swoją karierę – zmarł w październiku 2024 r. Była to więc jego ostatnia rola – znamy go z takich filmów jak Prêt-à-Porter czy Podróż na sto stóp, a także z licznych francuskich komedii, jeśli ktoś gustuje akurat w tym gatunku. Debiutował jako aktor komediowy w latach 70., z trupą Splendid następnie zajął się bardziej dramatycznymi formami, również reżyserując filmy, w których występował. Jako 16-latek to, co działo się w maju 1968 r. we Francji, widział na własne oczy. Jego życie upłynęło w kuchniach rodziców i dziadków, do których chodził codziennie, doświadczył wywłaszczenia, a po zamieszkaniu z rodzicami naprzeciw cmentarza wpadł w niemal depresyjny stan. Skorzystał również z szansy, którą dało mu życie, i po ukończeniu studiów aktorskich niemal do końca życia zajmował się swoją pasją. Też musiał wydostać się ze swojej jaskini…
W ukryciu to film o ukrywaniu – ludzi, prawdy, emocji. Ale też o tym, co nieuchronnie wychodzi na światło dzienne, nawet jeśli nie w pełni zrozumiane. W ukryciu to subtelna, osobista, choć niepozbawiona uniwersalności opowieść o pamięci – tej, którą przekazuje się szeptem, i tej, która nigdy nie zostaje wypowiedziana.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















