Gdy trzymają Państwo w rękach ten numer „Przewodnika Katolickiego”, całkiem możliwe, że na tronie Piotrowym zasiada już nowy papież. Wyczekiwano go z nadzieją. Wcześniej z nadzieją patrzyliśmy na błogosławiącego miasto i świat Franciszka, licząc, że obserwujemy jego powrót do zdrowia. Nadzieja towarzyszy nam przez cały Rok Jubileuszowy, który odczytujemy jako refleksję na temat naszej ziemskiej pielgrzymki, której motywem i treścią jest właśnie druga cnota teologalna. Franciszek wokół nadziei kształtował kolejne nauczania swojego pontyfikatu, by u jego końca całkowicie się jej poświęcić. I – jak to zwykle u Franciszka – nie było to tylko żonglowanie słowami czy pojęciami. On chciał nadziei dla wielu ludzi jej pozbawionych i wielu ludziom ją przywracał. Jak wymownym znakiem stała się jego śmierć, w Święta Wielkanocne, będące znakiem nadziei na życie wieczne i nasze zmartwychwstanie. Najważniejsze rzeczy, czasem mimowolnie, mówi się na końcu wypowiedzi, odbiorcy też najwyraźniej zapamiętują ostatnie zdania komunikatu. Dla nas przesłaniem Franciszka będzie właśnie nadzieja.
Od człowieka przegranego do proroka nadziei
Nim jednak przyjrzymy się znakom nadziei w autobiografii papieża z Argentyny, cofnijmy się jeszcze do roku 2021. Wtedy to opublikowany został list apostolski Candor lucis aeternae w VII stulecie śmierci Dantego Alighieri. Franciszek pisał w nim o genialnym włoskim poecie: „Dante zatem, odczytując na nowo własne życie przede wszystkim w świetle wiary, odkrywa również powierzone mu powołanie i misję, tak że paradoksalnie, z człowieka pozornie przegranego i zawiedzionego, grzesznika i zniechęconego, przemienia się w proroka nadziei”. Zaskakujące, że prorokiem papież nazywa artystę, żyjącego w połowie zeszłego tysiąclecia, odczytując jego ponadczasowe dzieło nie tylko w kontekście literackim, ale też duchowym. Tak widział on prorocką rolę sztuki, która potrafi wyrazić sprawy trudne do nazwania. Wędrówka poety przez piekło i czyściec prowadzi do nieba i podczas tej specyficznej pielgrzymki odnajduje on to, co w życiu najważniejsze – miłość, ale także sprawdza, co go odpycha od tej miłości. Nie przypadkiem już na początku poematu znajdziemy słynne zdanie: lasciate ogni speranza, voi ch’entrate, czyli „porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. Cała pieśń III Piekła w Boskiej komedii wyjaśnia, czym w istocie jest piekło – brakiem nadziei. Poczuciem, że wszystko ma swój definitywny koniec, po którym nie ma już żadnych początków, koniec, w którym się trwa, doświadczając zniszczenia. Następnie Charon, który wraz z Wergiliuszem przeprawia poetę na drugi brzeg, zwraca się do niego: Non isperate mai veder lo cielo, czyli „Nie miej nadziei, że zobaczysz niebo”, tak jakby właśnie tylko to, że mamy nadzieję, pozwoliło nam kiedyś stanąć u jego bram.
Zuchwała dziewczynka
Poezja świetnie pomaga oddać to, czym jest nadzieja. Franciszek często odnosi się do różnych wierszy w swojej autobiografii, są to w większości bardowie z jego ojczyzny czy kontynentu (z Argentyny: Jorge Luis Borges czy Francisco Luis Bernárdez, Octavio Paz z Meksyku), ale też z Europy (Włoch Giovanni Costa). W naszym obiegowym myśleniu poezja jest czymś mało konkretnym i oderwanym od życia. Tymczasem dzięki Franciszkowi dowiadujemy się, że potrafi ona poprawnie i konkretnie nazywać różne rzeczy, opisywać stan naszego ducha. Podobną rolę pełni również nadzieja, która w chaotycznym świecie i życiu wyznacza kierunek, prowadzi nas. Dosłownie obrazuje to metafora przytoczona przez papieża, zaczerpnięta z francuskiego poematu Przedsionek tajemnicy drugiej cnoty Charlesa Péguy’ego z początku XX w. Nazwał on nadzieję małą dziewczynką, pozornie nic nieznaczącą, ale zuchwałą. Franciszek tak wyraża jego myśl: „dziewczynka, której nikt nawet nie dostrzega”, „przemierzy światy”, prowadząc za sobą swe siostry: Wiarę i Miłość. Ta mała dziewczynka, „która jeszcze chodzi do szkoły i która chowa się pod spódnicami swoich sióstr”, „wszystko popycha naprzód”. Ponieważ „wiara widzi tylko to, co jest, a ona widzi, co nastąpi”, „miłość kocha tylko to, co jest, a ona kocha to, co dopiero będzie”.
Choć obraz ten wydaje się sielankowy, to mamy przekonanie, że nadzieja daje odwagę do podejmowania decyzji, że stoi za każdym krokiem, w którym nie jesteśmy pewni przebiegu jakiejś sytuacji, ale bardzo chcemy, by prowadziła nas ona do określonego celu. Gdy łapiemy wiatr w żagle i opieramy się życiowym burzom, powiada Franciszek, to siłę do tego daje nam zawsze nadzieja.
Nadzieja opisana słowem
Papież u progu swojej autobiografii zwraca uwagę na kwestię słów, którymi opisujemy nadzieję. Po hiszpańsku esperar oznacza nadzieję, a także oczekiwanie. Idzie za tym takie wyjaśnienie: „to przede wszystkim pragnienie, by podążać naprzód, pragnienie zmiany. Wyznacza relację między wspomnieniem a utopijnym dążeniem do realizacji naszych marzeń w przyszłości. Kiedy marzenie blednie, trzeba je wskrzesić, ożywiając nadzieję siłą pamięci”. W ogóle w wielu językach można by powiedzieć, że nadzieja jest bardziej „dynamiczna”, jak właśnie w hiszpańskim czy włoskim (sam tytuł autobiografii Spero oznacza „Miej nadzieję”), a także w niemieckim i angielskim („ich hoffe” „I hope”). W polskim, choć można „wierzyć” albo „kochać”, to już „nadziejować” się nie da. Nadzieję się „ma”, „traci”, „odzyskuje”, „robi”, „jest przy”, „wiąże z”. Trochę wyprowadza to w naszym języku doświadczenie nadziei poza człowieka, objawia jako coś zewnętrznego od nas, podczas gdy nadzieja ma wypływać z naszego wnętrza, ma być poruszeniem serca, postawą, którą przyjmujemy całym sobą.
Ścieżki i drogi
Podstawowy obraz nadziei, jaki kreśli przed nami Franciszek, to przedstawienie drogi. Wiele już napisano o tym, że postrzegał on wędrówkę swoich przodków z Włoch do Argentyny jako pielgrzymkę nadziei na lepsze życie, w czym utożsamiał się z migrantami, uciekającymi przed wojną i katastrofą klimatyczną oraz całą sumą ludzkiej biedy. Gdy jednak analizuje on swoje życie, dostrzega, że jeszcze wcześniej członkowie jego rodziny przeprowadzali się ze wsi do miast, by rozpocząć lepsze życie, żeby się kształcić i pracować, bo i edukacji, i pracy brakowało w miejscach ich urodzenia. W takiej drodze, czy raczej na wąskiej ścieżce, którą przedzierają się ludzie w trudnych sytuacjach życiowych, towarzyszył on jako ksiądz i biskup, ale też jako brat, uczeń i student. Pokazywał on ludziom żyjącym w nędzy, zagubionym – matkom samotnie wychowującym dzieci czy nawet prostytutkom, represjonowanym przez reżim prawicowy aktywistom z biednych dzielnic, chorym i cierpiącym – że ta ich wąska ścieżka łączy się z innymi drogami nadziei, że ich życiu nadany jest sens, przez wytrwałe pójście przed siebie i przekroczenie tego, co mogło by się wydawać nie do przejścia. Pokazuje to też, że nasza nadzieja nie jest jakimś monolitem, w który każdy musi się wpasować, ale że uwzględnia ona naszą różnorodność. Papież zachęca do jedności, która nie ma być jednak wymuszoną integracją i równaniem do określonego poziomu. „Jedność wśród tych, którzy słuchają się nawzajem i szanują, to jedyna broń, jaką dysponujemy przeciwko «wylesianiu», wyjaławianiu nadziei i sumienia”. Nawiązując znów do obrazu wędrowania, pielgrzymowania, ważne w takiej drodze jest, by mieć wspólny cel, ale dobrze wiemy, że gdy idziemy gdzieś grupą, to słabsi idą na przedzie, tak byśmy szanowali ich potrzeby i wspólnie dotarli tam, gdzie zamierzaliśmy.
Przyszłość ma imię
I jeszcze raz wróćmy do słów. Jako pasjonat krzyżówek zatrzymałem się ostatnio na haśle „dobra nadzieja”, odpowiedzią na nie było słowo „otucha”. Cechy dobrej nadziei, które wymienia Franciszek, to jednak nie tylko otucha, poprawienie naszego samopoczucia czy trwanie w jakimś dobrostanie. „Powinniśmy dawać nadzieję siłą gestów, zamiast liczyć na gesty będące wyrazem siły” – wzywa papież i wierzy w siłę tych gestów w naszym codziennym życiu: w rodzinie, którą nazywa „fabryką nadziei”, w życiu społecznym i politycznym, gdzie głos powinni mieć „siewcy pokoju i nadziei”. Taką nadzieję można praktykować nawet na tak zwanym gruncie świeckim. Ale chrześcijanie wynoszą nadzieję na wyższy poziom. W tym ujęciu nadzieja „to pewność, że urodziliśmy się, aby nigdy nie umrzeć, że urodziliśmy się po to, by cieszyć się szczęściem”. I że nasze życie ma swój cel. „Dla nas, chrześcijan, przyszłość ma imię. Przyszłość nazywa się nadzieja”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















