Grzech pierworodny Polski Ludowej

W 85. rocznicę rosyjskiej zbrodni na polskich bohaterach w Katyniu, Charkowie, Miednoje, Bykowni i innych nieodkrytych jeszcze miejscach Sejm ustanowił jako patronów roku 2025 wszystkich z 22 tys. pomordowanych oficerów i przedstawicieli polskiego państwa.
Czyta się kilka minut
Pomnik Katyński w Jersey City to pierwszy pomnik w USA, który upamiętnia polskich jeńców zamordowanych przez NKWD wiosną 1940 r. Został odsłonięty w 1991 r. fot. Darek Redos/ REPORTER/East News
Pomnik Katyński w Jersey City to pierwszy pomnik w USA, który upamiętnia polskich jeńców zamordowanych przez NKWD wiosną 1940 r. Został odsłonięty w 1991 r. fot. Darek Redos/ REPORTER/East News

Niech mi Czytelnicy wybaczą, że zacznę ten tekst od osobistego wspomnienia. Była druga połowa lat 80., kończyłem studia historyczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Nikt wtedy nie miał już żadnych wątpliwości, kto był winny śmierci polskich żołnierzy w Katyniu i innych, choć wtedy jeszcze nieznanych, miejscach kaźni. Co odważniejsi profesorowie mówili o tym w sposób otwarty. Jednak najbardziej zapadł mi w pamięć fragment wykładu jednego z nich, którego nazwisko, miłosiernie, zachowam dla siebie. „Jak było, tak było. Ja wiem i Wy wiecie. Jednak jako przyszli nauczyciele historii jesteście funkcjonariuszami państwa i waszym obowiązkiem jest prezentowanie tego, czego ono wymaga, a nie tego, co wy uważacie za prawdziwe”. Powiedział to à propos zbrodni katyńskiej i pamiętam, że w wielu moich koleżankach i kolegach, także we mnie, wzbudziło to poczucie obrzydzenia wobec hipokryzji i serwilizmu usprawiedliwiających kłamstwo mimo wiedzy, jak było naprawdę. Cóż bowiem powiedzieć o historyku, który służąc partyjno-politycznym zobowiązaniom, świadomie fałszuje historię, podporządkowując ją doraźnym interesom swoich politycznych patronów? To właśnie w tym interpretowaniu faktów historycznych poprzez perspektywę pytania „Komu i czemu dziś one służą?” w oderwaniu od pytania „Jak było naprawdę?” leży sedno tzw. kłamstwa katyńskiego, które stało się nieodkupionym grzechem pierworodnym Polski Ludowej.

Oszczercy rozpowszechniają wymysły
Kłamstwo katyńskie, czyli negowanie sowieckiego sprawstwa zbrodni na polskich oficerach przebywających po wrześniu 1939 r. w obozach jenieckich na terenach ZSRR, stało się oficjalną doktryną w krajach komunistycznych i było przez niemal 50 lat fundamentem ich tożsamości – najwyraźniejszym dowodem, iż opierały się na świadomym i cynicznym fałszowaniu prawdy.
Gdy w kwietniu 1943 r. machina propagandowa III Rzeszy poinformowała o odkryciu masowych grobów polskich oficerów w okolicach Katynia i oskarżyła o dokonanie tego mordu organy bezpieczeństwa ZSRR, cała sprawa okazała się wielce niewygodną, szczególnie dla zachodnich sojuszników Kraju Rad. Intencje niemieckie były czytelne: chodziło o wbicie klina pomiędzy demokracje Zachodu i sprzymierzony z nimi ZSRR, podważenie wzajemnego zaufania między nimi i wywołanie odruchu oburzenia zachodniej opinii publicznej. Przywódcy nazistowskich Niemiec oczekiwali osłabienia, a nawet rozpadu Wielkiej Koalicji, liczyli na zawarcie separatystycznego pokoju z Zachodem i być może wspólną wojnę z ZSRR.
Władze sowieckie w charakterystycznej, pełnej oburzenia retoryce, odrzuciły oskarżenia: „Oszczercy goebbelsowscy rozpowszechniają od ostatnich dwóch-trzech dni wymysły o masowym rozstrzelaniu przez organy sowieckie w rejonie Smoleńska polskich oficerów, co jakoby miało miejsce wiosną 1940 r. Niemieckie zbiry faszystowskie nie cofają się w tej swojej nowej potwornej bredni przed najbardziej łajdackim i podłym kłamstwem, za pomocą którego usiłują ukryć niesłychane zbrodnie, popełnione, jak to widać teraz jasno, przez nich samych”. ZSRR szybko przedstawił swoją wersję wydarzeń, która stała się później podstawą kłamstwa katyńskiego. Warto zacytować ów oficjalny dokument: „Faszystowskie komunikaty niemieckie w tej sprawie nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do tragicznego losu dawnych polskich jeńców wojennych, którzy znajdowali się w 1941 r. w rejonach położonych na zachód od Smoleńska na robotach budowlanych i wraz z wieloma ludźmi sowieckimi, mieszkańcami obwodu smoleńskiego, wpadli w ręce niemieckich katów faszystowskich w lecie 1941 roku, po wycofaniu się wojsk sowieckich z rejonu Smoleńska”. Narodziła się fałszywa, sowiecka wersja mordu na polskich jeńcach wojennych.

Prawda na ołtarzu sojuszu
Sowieckie sprawstwo było jednak raczej oczywiste i powinno spowodować reakcję naszych zachodnich sojuszników. Liczył na nią rząd polski na uchodźstwie i Polacy w kraju. Niestety te nadzieje zostały zawiedzione.
Polskie władze znalazły się w położeniu nadzwyczaj niekomfortowym. Ewentualny rozpad koalicji z ZSRR byłby przecież dla Wielkiej Brytanii i USA strategiczną porażką. Interes sowieckiego sojusznika był zatem dla nich priorytetowy i racje moralne Polski nic w tym nie zmieniały. Winston Churchill powiedział niegdyś, że dla pokonania Hitlera „sprzymierzy się nawet z diabłem”. Ten sojusz stał się faktem po napaści III Rzeszy na ZSRR, a prawda o losie 22 tys. polskich oficerów została złożona na jego ołtarzu. Gdy polski rząd postanowił oddać całą sprawę do zbadania przez neutralny Międzynarodowy Czerwony Krzyż, Churchill i Franklin Delano Roosevelt zmusili gen. Władysława Sikorskiego do wycofania tego wniosku. Pomimo to został on wykorzystany przez Kreml do zerwania stosunków z Polską, co zasadniczo osłabiło międzynarodową pozycję naszego kraju.

Fabrykowanie dowodów
W kolejnych miesiącach Sowieci rozpoczęli otwarte przygotowania do zainstalowania w Polsce reżimu komunistycznego, a także rozwinęli bardzo złożoną konstrukcję fałszerstw, mających w oczach świata legitymizować kłamstwo katyńskie.
Powstała specjalna komisja ekspertów pod kierownictwem akademika Nikołaja Burdenki. Nie mogła ona jednak zbadać miejsca kaźni, dopóki nie zostało ono przygotowane – a raczej spreparowane – przez NKWD. Całością prac kierowali najwyżsi rangą funkcjonariusze: zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych Siergiej Krugłow i komisarz ludowy bezpieczeństwa państwowego Wsiewołod Mierkułow – ten sam, który został w marcu 1940 r. wyznaczony do wykonania decyzji sowieckiego politbiura skazującej na śmierć polskich oficerów. Od początku października 1943 r. do stycznia 1944 r. funkcjonariusze NKWD wykonali szereg prac mających na celu ukrycie prawdy o zbrodni i wykreowanie fałszywego obrazu losu polskich jeńców wojennych. Działania operacyjne funkcjonariuszy podlegających Mierkułowowi i Krugłowowi polegały m.in. na: zabezpieczeniu terenu popełnienia zbrodni i ukryciu ciał przed penetracją z zewnątrz oraz przygotowywaniu otwieranych pomiędzy październikiem a grudniem 1943 r. tzw. dołów śmierci, tak by przeprowadzane później „ekshumacje” służyły wyciągnięciu wniosków o niewinności sowieckiej i winie niemieckiej.
W ramach tej „akcji przygotowawczej” fabrykowano dokumenty z drugiej połowy 1940 r. i pierwszej połowy 1941 r., świadczące o tym, że polscy oficerowie jeszcze wówczas żyli. Podkładano do zwłok spreparowane listy, zapiski i przedmioty, tak by następnie „odkryte” świadczyły o winie niemieckiej. Głównym wątkiem działań zespołu Mierkułowa i Krugłowa była jednak „obróbka żywego materiału ludzkiego”, służąca zebraniu potwierdzających nieprawdę zeznań na piśmie i przygotowaniu świadków mających później potwierdzać fałszywą wersję wydarzeń, oraz eliminacja świadków mogących głosić prawdę. Dopiero później ruszyły prace komisji Burdenki, która „odkryła” liczne „dowody” jednoznacznie wskazujące na Niemców, jako winnych zbrodni.

Kłamstwo założycielskie PRL-u
W taki sposób kłamstwo katyńskie zyskało „naukowe” uzasadnienie i na kilkadziesiąt lat stało się elementem doktryny, edukacji, badań naukowych, propagandy i mediów komunistycznego państwa. Polska Ludowa została ufundowana na tym swoistym kłamstwie założycielskim, które z czasem coraz mocniej ją delegitymizowało, skłaniając Polaków do wniosku, że jeśli komuniści kłamią w tej sprawie, kłamią w każdej.
Zacząłem od osobistego wspomnienia i pozwólcie Państwo, że na takim skończę. Po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy po kilku tygodniach wróciliśmy do szkoły, zorganizowano nam spotkanie z kapitanem – komisarzem wojskowym mojego liceum. Był sympatyczny i ze swadą, nawet dość przekonująco, udowadniał, że 13 grudnia był konieczny i zgodny z dobrem narodu i państwa. Wtedy wstała jedna z moich odważnych koleżanek i zadała jedno pytanie: „A kto, zdaniem pana kapitana, dokonał zbrodni katyńskiej?”. Wił się, jak piskorz, ale ostatecznie powiedział, że Niemcy. Wtedy już byliśmy pewni, że nie należy ufać żadnemu jego słowu.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 15/2025