Zaspokajanie własnej próżności

Wezwanie do bycia chrześcijaninem nie kończy się z chwilą, gdy zatapiam się w wirtualnej rzeczywistości. Traktuję więc to przede wszystkim jako apel do siebie.
Czyta się kilka minut
fot. Magdalena Bartkiewicz
fot. Magdalena Bartkiewicz

Wpadł mi w ręce ostatnio fragment rozważań prymasa Stefana Wyszyńskiego. Polecając wiernym posługiwanie się językiem chrześcijańskiej miłości, kardynał wyjaśniał: „Nie należy nikogo zbytnio przekonywać o swojej słuszności. Nie należy używać ostrych słów i stwierdzeń w stylu: «Nie masz racji, głupi jesteś, ja wiem na pewno, że jest tak, jak ja myślę, a nie tak, jak Ty myślisz itd.». Nie trzeba również zbytnio i pochopnie przypominać człowiekowi jego błędów. Nie trzeba zauważać popełnionej przez niego gafy. Nie zawsze trzeba powiedzieć, że coś się znowu nie udało. Styl chrześcijański na tym polega, że człowiek rozumie różne sytuacje, ufa drugiemu człowiekowi, łatwo przebacza i zapomina”. I dalej: „Trzeba dobrze wyczuwać każdego człowieka. Należy wiedzieć, czy można powiedzieć mu całą prawdę czy też tylko pięć kropli... Czy można wylać na niego stągiew, czy też ucieknie wtedy jak pies zlany zimną wodą. Czasami cieszymy się, powtarzając z satysfakcją: Alem mu wygarnął! A to jest wielki błąd. Chrystus miał ogromną delikatność wobec ludzi. Bardzo zabiegał o to, aby ludzie nie czuli się odepchnięci: «Nikt cię nie potępił?» – pytał z wielką troską – «I ja ciebie nie potępiam»”.
Mam nadzieję, że Czytelnicy wybaczą mi tak obszerny cytat, ale w czasach, gdy – za przyczyną powszechnego użytkowania mediów społecznościowych – słowa tracą swoje znaczenie i właściwą sobie wagę, wskazówki wydają mi się ważne. „Alem mu wygarnął” to przecież pisane kilkadziesiąt lat temu „Zaorał go”, „Zmiażdżył”, „Wdeptał go w ziemię”, które tak często padają podczas internetowych dyskusji. Prymas miał to szczęście, że żył przed epoką mediów społecznościowych. Ale w tej jego wypowiedzi niezwykle aktualne wydaje się wezwanie do szacunku, również do osób, których nie znamy, także do tych, którzy czasem ukrywają się pod pseudonimem. Wezwanie do bycia chrześcijaninem nie kończy się z chwilą, gdy zatapiam się w wirtualnej rzeczywistości. Traktuję więc to przede wszystkim jako apel do siebie. Czy właśnie nie zatracamy się w złości, w chęci zemsty – bo często wpisy pod naszym adresem ranią i złoszczą i pojawia się chęć, by komuś odpowiedzieć tak, by mu w pięty poszło? Ale wtedy sieć staje się pełna języka nienawiści, a nie języka miłości.
Ale we wspomnianych fragmentach jest jeszcze jedna cenna uwaga: wezwanie do… pokory. Nie muszę każdemu odpowiedzieć, tak jak mnie emocje niosą, mogę znieść jakąś zniewagę czy złośliwość, nie muszę odpowiadać. Nie muszę mieć ostatniego słowa. Tak często – również w przypadku dyskusji z osobami, które otwarcie przyznają się do chrześcijaństwa – widzimy przekonanie, że trzeba każdego inaczej myślącego potępić, pouczyć, że zawsze trzeba wyłożyć swoje słuszne poglądy na wszystko, by przypomnieć tytuł słynnej książki Leszka Kołakowskiego. Zresztą również w wewnątrzkościelnych sporach widzimy coś takiego. Zwolennicy bardziej konserwatywnego podejścia uwielbiają innych potępiać i pouczać. Ale i ci bardziej liberalni delektują się swoją wyższością nad konserwatystami, dzieleniem ludzi Kościoła na ciemnych, twardogłowych i tych otwartych, oświeconych, do których to sami się oczywiście zaliczają. Ale po co? Co to daje poza zaspokojeniem własnej próżności?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2025