Logo Przewdonik Katolicki

Co papież widzi w Rosji?

Ks. Wojciech Nowicki
fot. Piotr Łysakowski

Znamy jednak bolesne dla naszej historii papieskie wypowiedzi potępiające na przykład powstania niepodległościowe. Czy ówcześni papieże byli złymi następcami Piotra Apostoła i nie głosili Chrystusa?

Nad papieską wypowiedzią o wielkiej Rosji i nawiązaniu do czasów caratu Piotra i Katarzyny trudno przejść obojętnie. W ocenie wielu komentatorów są one co najmniej niewłaściwe. Ale, jeśli weźmie się pod uwagę kontekst trwającej półtora roku wojny na Ukrainie, być może trzeba by użyć mocniejszych słów, takich jak: szkodliwe, niezrozumiałe, głupie. Byłbym daleki od nazywania Franciszka papieżem Putina, jak czynią to niektórzy. To zbyt daleko idące uproszczenie, sugerujące jakąś formę kolaboracji z prezydentem Rosji. Niewątpliwie jednak stosunek papieża z Argentyny do Rosji wydaje się nader optymistyczny. Z pewnością można znaleźć dla tego optymizmu uzasadnienie, pytanie, czy nie powinniśmy jednak od papieża oczekiwać większej roztropności, albo mówiąc wprost: dyplomacji.
Jak słusznie zauważa Monika Białkowska, zarówno dyplomacja, jak i ewangelizacja mają cele szlachetne, ale nie zawsze tożsame. Czym zatem powinien kierować się biskup Rzymu? Tego, że papieże czynnie uczestniczyli w wielkiej polityce, nikomu uświadamiać nie trzeba. Kto zna choć w podstawowym stopniu historię Kościoła, ten wie, jaką – również polityczną – rolę odgrywał papież. Kiedy jednak upadło Państwo Kościelne, a potem Paweł VI symbolicznie zdjął tiarę – wydawało się, że papiestwo zacznie powracać do swej najbardziej pierwotnej roli, tej, która znana była chrześcijanom pierwszych wieków. Wydawałoby się, że Franciszek, który konsekwentnie chętniej określa się biskupem Rzymu niż papieżem, jakby chciał wskazać, że odtąd rola papieża będzie inna, nie będzie angażował się w sprawy stricte polityczne. Że tym, czym chce się zajmować, jest tylko i wyłącznie głoszenie Chrystusa.
Nie, to nie znaczy, jakoby wcześniej tego nie robiono. W Polsce z pewnością mamy wciąż w pamięci styl pontyfikatu Jana Pawła II i do niego właśnie odnosimy działania Franciszka. Jan Paweł II działał na rzecz wolności i solidarności, wspierał demokrację, przyczynił się do obalenia komunizmu. Naturalnie dla papieża punktem wyjścia była Ewangelia, trudno jednak nie uznać wielu jego działań za czysto polityczne. To jego pontyfikat był na nowo odbudowaniem znaczenia Stolicy Apostolskiej na arenie międzynarodowej, a w głos papieża wsłuchiwano się nie tylko jako pasterza Kościoła, ale przede wszystkim lidera międzynarodowej organizacji.
Znamy jednak bolesne dla naszej historii papieskie wypowiedzi potępiające na przykład powstania niepodległościowe. Czy ówcześni papieże byli złymi następcami Piotra Apostoła i nie głosili Chrystusa? Owszem, głosili. Ale głosili też poglądy, które były nie do przyjęcia dla Polaków, którzy walczyli o powrót ojczyzny na mapę Europy, gdy kolejne już pokolenie nie znało smaku wolności. Być może tak właśnie słuchają dziś Franciszka Ukraińcy, w jakiejś mierze z takim samym zażenowaniem przyjmują je mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej.
Czy papież jest ignorantem politycznym? Cynikiem? A może, jak pisze Michał Kłosowski, mówi Wolterem, i tak jak Wolter nie rozumie Rosji. Bardzo chce widzieć Rosję tak, jak o niej mówi. Próbuje jednak wejść w dialog z rosyjskością, która naprawdę nie istnieje. Takie jest przynajmniej nasze doświadczenie. Wschodnia polityka Watykanu w ostatnich stuleciach ulegała zmianom. Trudno oprzeć się wrażeniu, że budowana była metodą prób i błędów. Nie można też pomijać mimo wszystko kontekstu, z jakiego przychodzi Franciszek. Jego doświadczenie biedy, imperializmu, choć raczej w wydaniu amerykańskim niż rosyjskim, komunizmu czy teologii wyzwolenia były i są inne od tych, o których mówili wspólnym głosem Jan Paweł II i kard. Ratzinger, późniejszy Benedykt XVI – bezpośredni poprzednicy obecnego pontifexa.
Last but not least. Nigdzie nie podano, w jakim kontekście papież wypowiedział słowa o wielkiej Rosji. Można gdybać. Jeśli rosyjska młodzież, która nie mogła pojechać na Światowe Dni Młodzieży, zapytała, jak ma żyć, skoro naznaczona jest pochodzeniem z kraju, który jest agresorem, i wcale z polityką Putina się nie zgadza, papież mógł odpowiedzieć właśnie w takim duchu: bądźcie dumni ze swej historii, dziedzictwa kulturowego, wielkich postaci. Owszem, wciąż pozostaje dla nas oburzające odwołanie do Piotra i Katarzyny, niemniej taka interpretacja wydaje się bardziej zrozumiała. Ale tak, było to z politycznego punktu widzenia niebezpieczne. Rosyjska propaganda natychmiast fragment podchwyciła, przetłumaczono go na kilka języków i wypuszczono w świat. Rzecznik Kremla podziękował Franciszkowi.
Tym, którzy nazywają mnie apologetą Franciszka, chciałem powiedzieć, że i mnie te i wiele innych słów i działań papieża się nie podobają, czasem wywołują konsternację. Ale to nie znaczy, że przekreślę cały ten pontyfikat i wiele ważnych gestów i słów, które padły. Choć wiemy, co oznacza łyżka dziegciu w beczce miodu. Być może w kraju nad Wisłą nauczymy się mądrego podejścia do urzędu następcy św. Piotra, który bynajmniej nie daje gwarancji nieomylności i podlega takiej samej krytyce, jak słowa i czyny każdego innego człowieka.
Z naszego punktu widzenia Piotr był opoką wątpliwą, a jednak na takiej skale Pan oparł swój Kościół. Piotr popełniał błędy, znamy też relację ze strony św. Pawła, który Piotra upomniał. Myślę, że można otwarcie napisać – za nietrzymanie się postanowień soboru, za hipokryzję. Nie można widzieć w papieżu nadczłowieka, trzeba widzieć kogoś, kto ma prawo do błędów. I kogo mamy prawo upomnieć, gdy je popełnia. Choć oczywiście wolelibyśmy, by człowiek, zwłaszcza na takim stanowisku, błędów nie popełniał. Czy to jednak możliwe?
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki