Logo Przewdonik Katolicki

Co nam mówi synod?

Monika Białkowska
Dyskusja nad syntezą podczas Spotkania Presynodalnego w Poznaniu / fot. Aleksandra Walas

Kończący się diecezjalny etap synodu o synodalności oznacza, że pojawiają się kolejne syntezy z przebiegu prac. Ile można z tych syntez wyczytać?

Nikogo nie zaskoczy zdanie, że synod budził wątpliwości i nieufność. U większości uczestników szybko jednak zostały one rozwiane. Z podobnymi wątpliwościami i nieufnością podchodziłam do czytania syntez synodalnych. Na ile możliwe jest zawarcie długich godzin rozmów setek ludzi na dziesięciu stronach maszynopisu? Na ile w syntezach swoje odbicie znajdzie realny, nieugrzeczniony głos świeckich? Skąd będziemy mieć pewność, że owe syntezy rzeczywiście będą zebraniem głosów wiernych i niewiernych z terenów diecezji, a nie produktem napisanym na kurialnym biurku? Na ile zaufać możemy samemu tylko krótkiemu tekstowi, nie wiedząc wiele więcej?

Diagnoza
Po lekturze wszystkich dostępnych na razie syntez jestem spokojna. Nie dlatego, że jest idealnie – ale dlatego, że w syntezach czytanych razem widać jak na dłoni każdą prawdę i każdy fałsz. To zaskakuje, ale nie jest złudzeniem: przypomina trochę czytanie nie tylko zapisanego życiorysu, ale przy okazji również analizę charakteru pisma. Doskonale czytelne są więc i pokora, i odwaga poszukiwania, i rozgoryczenie, i brak intelektualnych kompetencji, i próba osłabienia głosów niewygodnych, i dyskomfort w przytaczaniu opinii niezgodnych z katolicką doktryną. Byłabym nawet skłonna typować, gdzie rzeczywiście toczono żywe dyskusje, w których miejscach odpowiedzi synodalne pozyskano, rozsyłając po diecezji ankiety, a gdzie synteza powstała prawdopodobnie od głosów synodalnych zupełnie niezależnie. Nie o to jednak chodzi, by te miejsca wskazywać i klasyfikować. Ważniejsze jest to, że prawda o Kościele, który tworzymy, rzeczywiście objawiła się na synodzie – zarówno w samych głosach synodalnych, jak i w sposobie ich zebrania i prezentowania. I to jest bardzo dobra wiadomość. Kiedy mamy diagnozę, łatwiej będzie wytyczać drogi na przyszłość.

Mało nas?
Wielu komentatorów zwraca uwagę na liczby. Piszą, że potwierdziły się najgorsze obawy, że Kościół w Polsce zlekceważył synod. Zauważają, że ze statystyk wynika, iż ani świeccy, ani księża nie byli synodem mocno zainteresowani, w synodalnych pracach brał udział niewielki procent członków Kościoła w Polsce i niewielki procent parafii. Przyznaję: nie sprawdzałam. Nie sprawdzałam liczb i omijałam statystyczne fragmenty syntez, uznając, że mnie nie to nie interesuje. Nie wiem przecież, czy nieobecność zwłaszcza świeckich wynikała z ich niechęci do synodu – czy wynikała z tego, że nikt ich na synod nie zaprosił – że być może nawet o synodzie w parafii nie poinformował. Nie chcę zajmować się mówieniem do tych, których nie ma bez ich winy, ani do tych, których to nie obchodzi. Bardziej od statystyki interesują mnie treści, interesują mnie opinie i doświadczenia tych, którzy zdobyli się na wysiłek wejścia w synod. Być może niedługo już tylko oni zostaną Kościołem. Być może to oni są nadzieją na jego przyszłość. Na pewno, jeśli zdobyli się na zabranie głosu, są gotowi podjąć za Kościół odpowiedzialność. O sobie mówią, że przejście przez synodalny proces ich zmieniło. Zamiast więc płakać nad tym, że jest ich mało, porozmawiajmy o tym, o czym mówią. Zamiast rozliczać synod z liczb, porozmawiajmy o duchu, który ze sobą przyniósł. Nawet jeśli dla garstki, to oni są ważni: bo Kościół od swojego początku jest synodalny.
Kiedy oddajemy do druku ten tekst, pełne teksty syntez synodalnych nie zostały opublikowane w Białymstoku, Bydgoszczy, Ełku, Gdańsku, Katowicach, Kielcach, Koszalinie, Legnicy, Przemyślu, Rzeszowie, Sandomierzu, Sosnowcu. Tarnowie, Olsztynie i Zamościu. Oficjalnej publikacji nie doczekała się również synteza z Krakowa, jednak jej treść jest znana Redakcji. W analizie opieramy się zatem na syntezach z 27 diecezji rzymskokatolickich (na 42) w Polsce.

Co mówimy na synodzie
Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to są tematy, które powracają jak bumerang we wszystkich lub prawie wszystkich synodalnych syntezach. Okazuje się, że jesteśmy w Kościele w Polsce w wielu sprawach bardzo zgodni. I nie są to wcale, wbrew obawom wielu, kwestie kapłaństwa kobiet, zniesienia celibatu czy zmian w hierarchicznym ustroju Kościoła. Do tematu synodu będziemy wracać: dziś o tych tematach, które poruszone zostały najczęściej.

BALIŚMY SIĘ SYNODU
Nieufność wobec synodu wybrzmiewała na różne sposoby. U jednych dotyczyła ona podobieństwa do niemieckiej drogi synodalnej. U innych wiązała się z rozbudzaniem życzeniowych lub wręcz roszczeniowych postaw wobec Kościoła. Wielu nie rozumiało, o co chodzi w żywej w Kościele od dawna, choć nieco zaniedbanej synodalności. Zdarzało się, że proces synodalny blokowali sami księża: albo ignorując zaproszenia do synodu, albo dominując spotkania tak, że nie było możliwości swobodnego wyrażania poglądów. Blokowanie to również brało się z niezrozumienia idei synodalności, w której nie chodzi przecież o posłuszeństwo głosom synodalnym czy o demokratyczne przegłosowanie kwestii doktrynalnych, co raczej o praktykę pozwalającą każdemu członkowi wspólnoty wypowiedzieć się na temat tego, jak w tej wspólnocie znajduje swoje miejsce – i brać za to odpowiedzialność.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 30/2022, na stronie dostępna od 04.09.2022

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki