Logo Przewdonik Katolicki

Sto lat Wandy Półtawskiej

Małgorzata Bilska
il. A. Robakowska/PK

Rozmowa z Tomaszem Krzyżakiem - dziennikarzem „Rzeczpospolitej” i autorem książek, m.in. Wanda Półtawska. Biografia z charakterem (2017) i Kolbe. Biografia św. Maksymiliana (2012). Laureat nagrody dziennikarskiej „Ślad” im. bp. Jana Chrapka w 2019 r.

2 listopada Wanda Półtawska obchodziła setne urodziny. To był wiek pełen wyzwań w historii Kościoła, niezwykły też dla Polski. Czy według Ciebie autorytet jubilatki jest zależny od tego, jak pamiętamy Jana Pawła II, czy też funkcjonuje niezależnie i ponadczasowo?
– To zależy gdzie zajrzeć. Na pewno w środowisku kombatanckim byłych więźniów aresztu gestapo Pod Zegarem w Lublinie, więzienia na lubelskim Zamku, czy wreszcie byłych więźniarek obozu w Ravensbrück, Wanda Półtawska funkcjonuje autonomicznie i ponadczasowo. Autonomicznie funkcjonowała także w krakowskim środowisku lekarskim w czasie, gdy prowadziła badania dotyczące byłych więźniów obozów koncentracyjnych.
Jej pozostała działalność – głównie ta dotycząca ochrony życia poczętego czy różnych aspektów związanych z seksualnością, czy potem także np. kwestii zapłodnienia in vitro – jest nierozerwalnie złączona z osobą Jana Pawła II. Ale była to działalność niejako w cieniu, najpierw metropolity krakowskiego, potem papieża. Wanda Półtawska była wtedy znana właściwie w środowiskach obrońców życia, czasem zapraszano ją na jakieś rekolekcje dla księży. To była taka symbioza. Z cienia Jana Pawła II wyszła właściwie dopiero po jego śmierci. W jednym z wywiadów wspominała jego słowa: „Zobaczysz, oni wszyscy wyciągną po Ciebie ręce”. I wyciągają. Kiedy spojrzeć na jej kalendarz z ostatnich lat, to są tam takie tygodnie, w których dni są wypełnione od rana do wieczora! Dziś ta aktywność jest dużo mniejsza, ale jeszcze cztery lata temu prawie nie było jej w domu. A mówimy o kobiecie po torturach, obozie, paraliżu, ciężkim poparzeniu! W 2005 r. zaczęła działać autonomicznie, ale na rzecz Jana Pawła II.

Dlaczego napisałeś jej biografię? Patrząc na twoje zainteresowania zawodowe, mam wrażenie, że nie jest to osoba z Twojej kościelnej „bajki”.
– Słusznie zauważyłaś, że Wanda Półtawska jest trochę nie z mojej „bajki”. Zajmując się tematyką Kościoła, trudno jej jednak nie zauważać i przechodzić obok niej obojętnie. Raz, że przez lata przyjaźniła się z Janem Pawłem II i miała duży wpływ na jego nauczanie – dotyczące chociażby tzw. teologii ciała – czego zresztą papież nie krył. Dwa, że zawsze fascynowali mnie ludzie, którzy są w jakimś stopniu radykalni – a o Wandzie Półtawskiej można wręcz mówić, że jest fundamentalistką. Trzy, że jej życiorys jest tak fascynujący, że dałoby się nim obdzielić nie jedną, ale kilka osób. A cztery, to fakt, że ona tej biografii nie chciała. Kiedy przedstawiłem jej propozycję napisania książki i prosiłem o możliwość kilku rozmów, od razu powiedziała, że nie będzie nic o sobie mówiła. Ale pisać nie zabraniała. Doskonale wiedziała o tym, że zacząłem zbierać materiały do książki, bo mówiły jej o tym osoby, z którymi o niej rozmawiałem, od których wyciągałem jakieś wspomnienia, fotografie czy dokumenty. Raz jeden, przy kieliszku koniaku – miała wtedy 95 lat – wypomniała mi, że grzebię w jej życiorysie, jestem natrętny i lepiej byłoby, gdybym się zajął Janem Pawłem II. A że jestem z natury dość uparty, to jej niechęć nie miała na mnie wpływu i poszedłem po jej śladach. Była to fascynująca droga.

Na kogo Wanda Półtawska ma obecnie największy wpływ?
– Jako osoba z tzw. pokolenia Kolumbów, która działała w konspiracji, w obozie zaś była poddawana eksperymentom pseudomedycznym, z całą pewnością jest jakimś autorytetem dla młodych ludzi. Na pewno cieszy się nim w najbardziej konserwatywnych środowiskach kościelnych, spotkania z nią zawsze gromadziły sporo osób. Czasem się zastanawiam nad tym, czy ludzie przychodzą, bo chcą posłuchać tego, co ma do powiedzenia, czy też po to by z bliska zobaczyć przyjaciółkę Jana Pawła II. I nie znajduję odpowiedzi. Jej radykalizm, autorytatywny sposób wypowiadania się, pewnego rodzaju obcesowość, a czasem nawet patrzenie na drugą osobę z góry, są odpychające – a mimo to przyciąga. I to jest fascynujące.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki