Myślę sobie, jadąc przez całą Polskę samochodem, że nasz kraj zarasta tujami i nawłocią. Tuje rosną masowo w przydomowych ogródkach, a nawłoć opanowuje tereny zdziczałe.
Połowę drogi przejechałam autostradą, która jest szybka, ale nudna, a jedyną rzeczą przykuwającą uwagę są tiry, których kierowcy – chyba z tych nudów – postanawiają wyprzedzać swoich kolegów. Kolega jedzie 90 km/h, a ten co go wyprzedza – 95 km/h i tak to trwa i trwa, no ale coś się dzieje. Dopiero kiedy się z autostrady zjeżdża, otwiera się przed nami prawdziwe życie. Dziury w asfalcie, korki przed każdym skrzyżowaniem, rondka w środku lasu, ruch wahadłowy, przydrożne bary z grochówką, eklektyczne sale weselne, ogromne centra logistyczne, rozległe magazyny, ogłoszenia starej daty powiewające na płotach (sprzedam, naprawię, wynajmę…), lokalne stacje benzynowe przeróżnej maści. Można by tak wymieniać w nieskończoność, a wszystko to bardzo ciekawe. Lubię też zwracać uwagę na zielone tablice typu: „Murzynowo 5”, albo „Potworów 2”. Uruchamia to moją wyobraźnię: w prawo od głównej drogi znajduje się wioska, jak jakiś osobny świat, baśniowy twór, w którym żyją ludzie nie z tej ziemi. Nigdy się tego nie dowiem, bo nigdy nie skręcę z głównej drogi, bo u celu ktoś na mnie czeka, no i niestety wraz z wiekiem jestem coraz mniej spontaniczna. Te poboczne wsie żyjące przy drogach białych, a nie czerwonych czy nawet żółtych, są krainą owianą tajemnicą. Zawsze się je mija.
Ale niektórych wiosek i miasteczek nie sposób ominąć, bo droga wiedzie przez ich centrum, czego zawsze mieszkańcom współczuję. Patrzę sobie na kobietę z wózkiem idącą chodnikiem, na chłopaka z dziewczyną jadących na rowerze, na starsze panie rozmawiające pod sklepem. Przez chwilę też mi się wydaję, że podpatruję czyjeś życie i chciałabym wiedzieć, jakie ono jest. No bo to nie są postacie z filmu. Zaglądam ludziom w okna i do ogrodów. Patrzę na pola, lasy, pobocza, nasypy kolejowe, łąki albo raczej nieużytki. I wtedy zauważam, że wszędzie jest tak samo. Pejzaż się zglobalizował. Na prawo i lewo żółci się nawłoć, opanowuje cały kraj, rozrasta się i pokrywa coraz większe połacie ziemi, zagłuszając wszystko inne. Nawłoć, zwiastunka jesieni, bez umiaru zawłaszcza sobie Polskę. Kiedyś uprawiana była w ogródkach jako mimoza (choć właściwa mimoza wygląda zupełnie inaczej). Polskę zawłaszcza sobie także tuja: w każdym województwie, które przejechałam, domy otaczały tuje. Nie znoszę tuj, kojarzą się mi z cmentarzem – i to wcale nie bez powodu. Tuje i cyprysy od zawsze były symbolem żałoby, dlatego sadziło się je na cmentarzach. Teraz otaczają szczelnie ogrody sprawiając, że wszystkie wyglądają jak grobowce. Okrutna ta symbolika.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









