Logo Przewdonik Katolicki

Popyt na czyste spojrzenie

ks. Artur Stopka
fot. Episkopat.pl/Flickr

W sferze ludzkiej komunikacji nastąpiły bardzo poważne zmiany. Czy mass media i dziennikarstwo w dotychczasowym rozumieniu przestaną być potrzebne? Czy w ogóle potrzebuje ich dzisiaj Kościół?

Już od jakiegoś czasu słychać alarmistyczne głosy, mówiące o kryzysie dziennikarstwa jako zawodu. Analitycy wskazują na spadek zaufania odbiorców do mass mediów. Według ubiegłorocznej edycji raportu „Digital News Report”, przygotowanego przez Reuters Institute for the Study of Journalism, pandemia przyczyniła się do istotnych zmian w odbiorze informacji przez ich użytkowników. Zmieniła się struktura najbardziej zaufanych źródeł newsów – wskazywał we wrześniu 2020 r. serwis wirtualnemedia.pl.
Mimo tych hiobowych wieści wciąż nie brak młodych, którzy chcą studiować dziennikarstwo. Chcą zostać wykształconymi bezrobotnymi? A może patrzą na media inaczej niż ich starsi koledzy? Na przykład tak jak pewna studentka, która w programie telewizyjnym mówiła o dziennikarstwie i public relations jak o jednej dziedzinie, zafascynowana niesionymi przez nie możliwościami wpływu na ludzi, kształtowania ich postaw i zachowań.
 
Chodziło o upowszechnienie
Przez tysiąclecia ludzie żyli bez mass mediów. Nie było prasy, radia, telewizji, internetu. Dostęp do książek nie był powszechny. Umiejętność czytania też nie. Podstawowym źródłem niezbędnych informacji był drugi człowiek. W ich przekazywaniu dominował kontakt bezpośredni. Choć pierwsza drukowana gazeta ukazała się w Chinach około roku 700, to jednak początki środków masowego przekazu historycy dopatrują się w XVI i XVII stuleciu. To wtedy w całej Europie upowszechniło się to, co dziś potocznie nazywane jest prasą.
Pierwszą polską cyklicznie ukazującą się gazetą był wydawany od 1661 r. w Krakowie „Merkuriusz Polski Ordynaryjny”. Publikowany był z inicjatywy króla Jana Kazimierza. Sam siebie określał jako „dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacyjej pospolitej”. To sformułowanie znakomicie oddaje cel, dla którego powstały mass media i zrodziło się dziennikarstwo. Mówiąc dzisiejszym językiem, chodziło o upowszechnienie wiadomości na temat otaczającego ludzi świata. Tego bliskiego i tego odległego.
 
Nieprzypadkowe słowo
Słowo „dla” nie znalazło się w tym objaśnieniu przypadkowo. Od samego początku celem i sensem środków masowego przekazu miała by służba innym. Gazety, radio, telewizja powstały dla dobra ludzi, nie po to, aby im szkodzić. Choć szybko się okazało, że jak każde, nawet najbardziej pożyteczne narzędzie, można ich użyć nie tylko w dobrym celu. Zamiast dostarczać rzetelnych informacji, zaczęły na przykład przynosić propagandę ideologiczną. Zaczęto ich używać do manipulowania milionami ludzi.
Rychło też odkryto, że mass media mogą przynosić duże zyski. Traktowanie ich przede wszystkim jako instrumentów do zarabiania wielkich pieniędzy, znacznie przekraczających sumy niezbędne dla ich funkcjonowania, w sposób oczywisty wpłynęło na ich zawartość. Prędko odkryto, że lepiej od prawdziwych, wielokrotnie sprawdzonych informacji sprzedają się plotki, a nawet wręcz pospolite kłamstwa. Media coraz częściej starały się przede wszystkim w jakiś sposób „zabawiać” swoich odbiorców. Doszło do tego, że nawet przekazywanie codziennych informacji politycznych, gospodarczych, kulturalnych itp. zaczęto zamieniać w nieustanne widowisko (show).
 
Już nie narzędzie
Powstanie i upowszechnienie internetu radykalnie zmieniło sytuację mass mediów. Pod wieloma względami. Nie tylko w efekcie interaktywności spowodowało zmianę dotychczasowego podstawowego schematu ich funkcjonowania nadawca–komunikat–odbiorca. Globalna sieć jasno pokazała, że ludzie potrzebują nie tyle środków masowego przekazu, ile środków powszechnej komunikacji. Internet sprawił, że media przestały być tylko narzędziami. Stały się przestrzenią, w której funkcjonują miliardy ludzi. Dziś każdy, kto ma podłączony do sieci smartfon, nieustannie jest w tej przestrzeni obecny.
Każdy też ma w niej podwójny status. Nie tylko jest odbiorcą nadawanych przez kogoś innego treści. Sam, w dowolnej chwili, może stać się nadawcą. Współuczestniczy w wypełnianiu medialnej przestrzeni. Ma swój wkład w zagospodarowywanie już nie tylko (by użyć określenia stosowanego przez Benedykta XVI) „cyfrowego kontynentu”, ale całego medialnego świata. Dziś czyjeś zdjęcie wrzucone na Instagrama lub post na Twitterze albo Facebooku w szybkim tempie może się pojawić nie tylko w licznych innych internetowych serwisach, ale również w tzw. tradycyjnych mediach, czyli w gazetach, w radiu czy w telewizji.
 
Na chybił trafił
Medialną sferę, którą tworzą wspólnie prasa, radio, telewizja i internet, można wypełnić na różne sposoby. Można ją zagracić, zaśmiecić, napakować bibelotami i gadżetami przemieszanymi z rzeczami o ogromnej wartości. W tym natłoku, bałaganie, a nawet chaosie, użytkownik medialnej przestrzeni zmuszony będzie (a niejednokrotnie już jest) do samodzielnego wybierania na chybił trafił, po co sięgnie, z czego skorzysta, co sobie przyswoi.
Pozostawiony samemu sobie ma stosunkowo niewielkie szanse, aby szybko i bez marnowania czasu oraz wysiłku natrafiać na treści wartościowe, których faktycznie potrzebuje do godnego i dobrego życia. Łatwo może stać się łupem jakichś ideologicznych propagandystów, sprzedawców wątpliwych i zbędnych mu towarów (zarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym), naciągaczy i oszustów, którzy jego samego potraktują jak towar i sprzedadzą np. wielkim korporacjom albo politykom.
 
Potrzebni są profesjonaliści
Można też starać się medialną przestrzeń zagospodarowywać z myślą o tym, że ma ona służyć dobru każdego człowieka. Zapełniać ją materiałami wartościowymi, sprawdzonymi, rzetelnymi. Umieszczać je w taki sposób, aby można było do nich dotrzeć bez konieczności przedzierania się przez tony śmieci i ogrom treści, które nie przynoszą człowiekowi żadnego pożytku. Do tego potrzebni są profesjonaliści. Dziennikarze z prawdziwego zdarzenia. Tacy, którzy rozumieją, że służebna misja mediów nie jest tylko przeszłością, ale jest coraz bardziej aktualna.
W połowie maja br. Paolo Ruffini, świecki prefekt Dykasterii ds. Komunikacji Stolicy Apostolskiej, na zakończenie zorganizowanego we Włoszech „Tygodnia Komunikacji” przedstawił niezwykle inspirującą wizję współczesnego dziennikarza. Co istotne, nazwał go „komunikującym”. Przedstawił też, w nawiązaniu do papieskiego orędzia na tegoroczny 55. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, zatytułowanego „Chodź i zobacz (J 1, 46). Komunikować, spotykając osoby, tam gdzie są, i takie, jakie są”, cztery kluczowe pojęcia współczesnego komunikowania.
 
Jedna część przestrzeni
Pierwsze to „wychodzenie”, czyli nastawienie na spotkanie innych, zwłaszcza tych będących na „peryferiach egzystencji”. Drugie kluczowe pojęcie według Ruffiniego to „chodzenie”, ponieważ bycie w ruchu jest „normalnym stanem komunikującego”. Jako trzecią prefekt watykańskiej dykasterii wskazał „prawdę”. Chodzi o prawdę, w której „wszystko istnieje, która wszystko wyjaśnia, prawdę ukrzyżowaną i zmartwychwstałą, która żyje codziennie w drugim człowieku”. Czwarte pojęcie to „prawość”, która „każe nam zajrzeć w głąb siebie” i „stawia nas w obliczu odpowiedzialności”. Ruffini podkreślił, że tylko czyste dziennikarskie spojrzenie jest w stanie zobaczyć, rozpoznać, zrozumieć i doprowadzić z powrotem do jedności „rozczłonkowaną złożoność rzeczywistości”, a więc także ją poznać.
Wydawałoby się, że zaproponowana przez prefekta Dykasterii ds. Komunikacji Stolicy Apostolskiej wizja uprawiania dziennikarstwa (bycia komunikującym) jest w dzisiejszej medialnej przestrzeni trudna do zrealizowania. Jest jednak przynajmniej jedna część tej przestrzeni, w której właśnie takie podejście powinno być czymś oczywistym. To środki komunikowania będące w gestii Kościoła, nazywane potocznie mediami katolickimi. Nie są one narzędziami propagandy, ale strefami niezbędnego Kościołowi (jako wspólnocie i jako instytucji) rozeznawania oraz dialogu. Mają one do wypełnienia misję ewangelizacyjną, formacyjną. Nie mogą być mediami „dworskimi”, ale pełnią rolę służebną wobec wszystkich. Zarówno wierzących, jak i niewierzących. Do tego właśnie Kościół potrzebuje własnych środków komunikowania.
 
Piękna, ale czy dociera?
Podczas niedawnej wizyty w siedzibie watykańskich mediów papież Franciszek zaskoczył niektórych pytaniem: „ile osób słucha Radia, a ile czyta L’Osservatore Romano?”. Podkreślił, że kwestia czytelnictwa, słuchalności, klikalności jest bardzo ważna. Jako niebezpieczeństwo wskazał sytuacje, w których „organizacja jest piękna, praca jest piękna, ale nie dociera tam, gdzie powinna”. Praca w kościelnych, katolickich mediach to nie sztuka dla sztuki. To wypełnianie misji wobec całej wspólnoty i w jej imieniu. Dlatego bardzo potrzebni są profesjonaliści o czystym spojrzeniu. Wierni Ewangelii, ale też odważni i zatroskani. Potrafiący dostrzec i pokazać nie tylko to, co dobre, ale czasami także to, co błędne i bolesne.
Tegoroczne orędzie papieża Franciszka na Światowy Dzień Środków Przekazu kończy się modlitwą. Jest ona krótkim i dobitnym przepisem na dobre dziennikarstwo i media. Brzmi tak: „Panie, naucz nas wychodzić poza nasze «ja» i wyruszać na poszukiwanie prawdy. Naucz nas iść, by zobaczyć, naucz nas słuchać, nie pielęgnować uprzedzeń, nie wyciągać pospiesznych wniosków. Naucz nas chodzić tam, gdzie nikt nie chce pójść, poświęcić czas na zrozumienie, zwracać uwagę na to, co najważniejsze, nie dać się rozproszyć przez to, co zbędne, odróżniać mylące pozory od prawdy. Obdarz nas łaską rozpoznawania miejsca Twojego przebywania w świecie i szczerością opowiadania o tym, co zobaczyliśmy”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki