Logo Przewdonik Katolicki

Papieski sen o Amazonii

ks. Andrzej Draguła
fot. Gregorio Borgia AP/East News

W przeddzień publikacji Umiłowanej Amazonii oglądałem kolejny odcinek Nowego papieża. Jest tam scena niezwykłego przemówienia Jana Pawła III po zamachu w Lourdes. Całe przemówienie składało się z coraz głośniejszego i coraz bardziej natarczywego krzyku „Nie!”, do którego dołączyli się obecni zebrani.

Przypomniałem sobie o tej fikcyjnej scenie i fikcyjnym proteście, gdy czytałem pierwszą część posynodalnej adhortacji papieża Franciszka. Rozdział zatytułowany Marzenie społeczne jest wielkim „Nie!” wobec dziejów „cierpienia i pogardy”, jest protestem przeciwko temu, czym stała się i czym – niestety! – wciąż staje się Amazonia. Kiedy czytałem kolejne przytaczane przez Franciszka literackie opisy zniszczenia przyrody, rdzennej kultury, a przede wszystkim eksterminacji ludów tubylczych, przypomniało mi się Jądro ciemności pióra Józefa Conrada Korzeniowskiego. Jego dziennik z podróży w głąb afrykańskiej rzeki Kongo, podróży do „jądra ciemności”, w którym zło objawiło się w całym swoim okrucieństwie, mógłby także posłużyć za dziennik wyprawy w głąb Amazonki. Mityczne Eldorado, którego poszukiwali konkwistadorzy, okazało się ostatecznie zgotowanym dla ludzi piekłem na ziemi. Pierwszym marzeniem Franciszka jest przywrócenie społecznej godności mieszkańców Amazonii, bieda jest bowiem sprzymierzeńcem zła.

Drugie marzenie papieża Franciszka stanowi ogromne wyzwanie dla reszty świata. Papież mówi o zagrożonej kulturze ludności Amazonii. Pisząc o ludach, które wciąż pozostają w dobrowolnej izolacji, Franciszek zauważa, że ich członkowie „stworzyli odmienne kultury i inne formy cywilizacji, które niegdyś osiągnęły znaczący rozwój”. Papież przestrzega przed oświeceniowym traktowaniem ludności tubylczej jako „niecywilizowanych dzikusów”. Nie chodzi też o tworzenie żywych skansenów, rezerwatów pierwotnej ludności, gdzie „cywilizowany człowiek” mógłby przyjechać, by zobaczyć ludzi nieskażonych cywilizacją. Oni są cywilizacją, choć mają odmienne sposoby kulturowego wyrazu, który nie jest ani lepszy, ani gorszy od naszego. Pełne wyższości traktowanie kultur tubylczych – nieobce także misjonarzom – przyniosło zniszczenie wielu form tej „szczególnej formy mądrości”, jaką rozwijali mieszkańcy Ameryki Południowej.
Trzecie marzenie Franciszka – marzenie ekologiczne – łączy się bezpośrednio z marzeniem kulturowym. Amazonia z jej właściwą sobie przyrodą stanowi naturalny biotop mieszających tam kultur. Ich przetrwanie jest uwarunkowane tym, jak człowiek zagospodaruje Amazonkę – „kręgosłup, który harmonizuje i jednoczy” całą Amazonię. Dopiero teraz, po zapoznaniu się z tymi trzema marzeniami, można zrozumieć ostatnie marzenie Franciszka – marzenie kościelne. „Przepowiadanie musi ucieleśniać się, duchowość musi ucieleśniać się, struktury Kościoła muszą ucieleśniać się” – przypomina papież. Bez tej na wskroś inkarnacyjnej, wcielającej perspektywy nie ma prawdziwego głoszenia Ewangelii, liturgii, teologii, chrześcijańskiej duchowości. W teologii ewangelizacji proces ten nazywa się inkulturacją. Można by powiedzieć, że w tej części dokumentu papież Franciszek nie pisze nic nowego. O inkulturacji mówi przecież Kościół od Soboru Watykańskiego II. Tak jednak nie jest. Czwarty rozdział dokumentu jest zauważeniem wielkiego duchowego i religijnego potencjału kultur przedchrześcijańskich i tych, które dzisiaj żyją w bezpośrednim sąsiedztwie. Nie chodzi bowiem tylko o przejęcie i chrystianizację form, ale o „proces przyjmowania” tego, co Duch Święty zasiał tajemniczo w danej kulturze.  Kościół wciąż – jak zauważa Franciszek – „modyfikuje swoją tożsamość”. Amazońskie drogi teologii, świętości i kościelnej posługi nie mogą ignorować tej szerokiej perspektywy religijno-kulturowej, z której to wynikać będzie choćby pozycja kobiety w Kościele.

W adhortacji nic nie ma ani o święceniu kobiet, ani o wyświęcaniu tzw. viri probati, czyli żonatych mężczyzn. Zresztą papież Franciszek nie zajmuje się szczegółowymi rozwiązaniami. Tekst dokumentu jest jednak o wiele bardziej dalekosiężny i wizjonerski, niż się wydaje. Mówi bowiem o Kościele, który jest w nieustannym ruchu. Przypomina, że Ewangelia pielgrzymuje przez czasy i miejsca. A jest to prawda przez nas Europejczyków trochę zapomniana. Utożsamiając Ewangelię z kulturą łacińską, nie zauważyliśmy wielości jej wcieleń. Ten dokument tylko pozornie nie dotyczy tych, którzy nie są mieszkańcami Amazonii. To, co papież Franciszek pisze o kulturach tamtego rejonu świata, jest – w swej ogólnej metodologii – równie aktualne w odniesieniu do innych rejonów. Paradoksalnie, Amazonia wydaje się lepiej zdiagnozowana niż Europa, w której też – choć prawie o tym nie mówimy – winna dokonywać się inkulturacja.
Serialowy Jan Paweł III mówił, że to, co się da zaktualizować niczym program komputerowy, szybko trafia do śmietnika. To prawda. To, co zaktualizowane, szybko się dezaktualizuje. Ewangelia nie potrzebuje doraźnych rozwiązań. I Franciszek ich nie proponuje. W zamian za to zaprasza nas do refleksji na innym, wyższym poziomie niż doraźne spory. To refleksja nad Ewangelią, która się nieustannie ucieleśnia. I to jest chyba sedno Franciszkowych marzeń.
 
Ks. Andrzej Draguła
Dr hab. teologii, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego i Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, publicysta

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki