Ksiądz w sieci

Nie jestem namiętnym użytkownikiem Twittera, ot, spojrzę czasem, żeby wiedzieć, jak w tym przedziwnym tygielku odbijają się sprawy Kościoła, kultury, polityki (tak, chyba w tej właśnie kolejności). Zdumiewa mnie natomiast aktywność „ćwierkających” księży (dotyczy to także roznamiętnionych użytkowników Facebooka). Rozumiem: odpowiedzieć raz na jakiś czas, spokojnie odnieść się do wydarzenia, zwrócić na coś uwagę czy wypowiedzieć opinię.
Czyta się kilka minut
fot. Magdalena Książek
fot. Magdalena Książek

Tymczasem wśród ćwierkaczy są i takie kapłańskie okazy, które tak mocno zagnieździły się w twitterowym światku, że świata poza nim nie widzą. Liczba tweetów, jakie są w stanie wyprodukować w ciągu dnia (i nocy), temperatura emocji, jaka z nich przeziera, polemiczna napastliwość, której starają się dać wyraz, wprawiają mnie w coraz większe zdumienie. Ale i niepokój, nie ukrywam. Zastanawiam się, jakiemu dobru służy taki rodzaj sieciowej (nad)aktywności, który często jedynie wzmacnia miałkość sieciowej mowy. Mowy, która zamiast zbliżać – dzieli, zamiast wyjaśniać – gmatwa, zamiast koić – wzbudza emocje. Są to emocje najczęściej mało twórcze, nierzadko odległe od ewangelicznego ducha, bo i piszący, jak się wydaje, dają się ponieść myślom mało pobożnym. Co mi z tego, że czasami żałują – i piszą o tym, że żałują. Wolałbym, żeby pomyśleli, zanim stukną w klawiaturę i wypuszczą zatrutą strzałę. Co mi po tym, że od czasu do czasu przełożony zakaże któremuś z tych, którym nieładnie się „ulało”, by zawiesili taką pseudoduszpasterską aktywność. Oczekiwałbym raczej, że do takich kroków swoich przełożonych nie sprowokują, świadomi tego, co duchownemu przystoi, a co absolutnie nie.
Kościołowi w Polsce nie potrzeba księży-ćwierkaczy. Niepiękną pieśń tworzy ten gatunek – i to niezależnie od tego, po której stronie kulturowej, politycznej czy wewnątrzkościelnej strony stoi i którą opcję w tych poszczególnych dziedzinach wspiera. Zastanawiam się, jakiemu dobru, w swoim mniemaniu, służą księża, którzy ileś razy w ciągu dnia komentują na gorąco inny wpis czy wydarzenie albo też z premedytacją prowokując internetową społeczność własną myślą (często – „myślą”)? Przecież, nie oszukujmy się, taka namiętna aktywność wiąże się z godzinami spędzonymi przy komputerze czy smartfonie, godzinami pełnymi emocji, czasem złych, którymi infekuje i siebie, i odbiorców. W skali tygodnia idzie to w grube godziny. A w skali miesiąca? Czy, przepraszam bardzo, jest to aby najlepszy model kapłańskiej aktywności? A lektura ważnych tekstów, żeby przygotować dobre kazanie? A Augustyn, Tomasz, Bonawentura, bo przecież nie tylko brewiarz czytać należy? A, pardon i czemu nie, Dostojewski i Mann? A modlitwa i adoracja? A żywe spotkanie z innymi ludźmi, którego sieć, co ksiądz wiedzieć powinien, jedynie bladą jest namiastką? Ksiądz, co przypomina systematycznie Franciszek, powinien współczesnemu człowiekowi towarzyszyć, pomagając wyplątać się z labiryntów współczesności. Nie pomoże im jednak taki, który sam ugrzązł w sieci, a w dodatku tego nie widzi.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 6/2020