Logo Przewdonik Katolicki

„Ojcze…”

kard. Stefan Wyszyński
fot. Archiwum PK

Fragment pochodzi z książki Ojcze nasz. Niech Modlitwa Pańska stanie się naszym chlebem powszednim, Wydawnictwo Świętego Wojciecha 2020

Mówiąc „Ojcze”, Chrystus zaraz dodaje: „Ojcze nasz”. Chce nas w ten sposób postawić wobec wielkiej rodziny ludzkiej, wobec miliardów ludzi i pokoleń, o których często mówiono w Starym Zakonie, że są jak „piasek na brzegu morskim”.
Jestem w tym piasku ziarenkiem, którego nawet nie można uchwycić i wziąć w rękę. Spróbujcie z piasku wziąć tylko jedno ziarenko, położyć na dłoni i przyjrzeć mu się. Nawet przy pomocy igiełek nie da się go wydzielić i wyodrębnić, bo zawsze się przyklei kilkadziesiąt innych. Nawet gdy mikroskop pomaga, trudno to zrobić. Jesteśmy czymś tak nikłym i związanym z innymi, że znać nas dopiero w zespole. Gdy jesteśmy wyodrębnieni, trudno nas dostrzec, jak ziarenko. Trzeba dopiero wielu ziarenek, aby nas zauważono.
Słusznie więc człowiek woła: „Ojcze nasz”, bo dopiero wtedy może być dostrzeżony. Zapewne, Bóg Ojciec swym wnikliwym i ojcowskim okiem doskonale rozróżnia ziarenko od ziarenka, jednego człowieka od drugiego. Ale tylko On może to uczynić. My wiemy, jak trudno dobrze odnosić się do jednego człowieka. Już jesteśmy lepsi i przyzwoitsi wobec gromady ludzi. Sam na sam wychodzi najgorzej. Bo ziarenko to coś nikłego, nicość i małość. Dopiero jak jest dobra pecyna ziemi, wtedy się coś czuje. Człowiek jest taki wspaniały i wielki, a tu przed nim ziarenko, więc go nie dostrzega. Dopiero gdy o kamień obrazi swą nogę, dostrzeże, bo kamień to już zwarta masa. Dlatego chcąc człowieka dobrze dostrzec, trzeba go widzieć w zespole.

Książkę kupisz tutaj

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki