Jedno popołudnie w tygodniu poświęcam na przeglądanie prasy zagranicznej. Powtarzam: przeglądanie. Przerzucam strony internetowych wydań, zmierzając do tych poświęconych kulturze. Na tych się zatrzymuję, szukam ciekawych wydarzeń i aktualności. Zwykle lubiłam to zajęcie, zasiadałam na kanapie z kawą w kubku i tak sobie czytałam to, co mnie zainteresowało. Czasem znajdowałam tam inspiracje do kolejnego artykułu, czasem do felietonu, a czasem po prostu zaspokajałam swoją ciekawość. Do niedawna strony informacyjne niezbyt mnie zajmowały, przez politykę i gospodarkę przelatywałam niby rakieta.
Ale zmieniło się sporo. Wydarzeń kulturalnych coraz mniej, ruch muzealny i koncertowy na świecie niemal zamarł. Za to na stronach newsowych tragedia i smutek. Same złe wiadomości. Przoduje oczywiście pandemia, liczby chorych i zmarłych. W polskich mediach jest jeszcze gorzej: pandemia, wzrastająca liczba zmarłych, kryzys w szpitalach, zdjęcia stojących przed SOR-ami karetek, rozpaczliwe świadectwa ratowników, kłótnie w rządzie, wściekłość malująca się na twarzach czołowego polityka tego kraju, fatalne decyzje podejmowane przez posłów i ministrów, protesty żądających aborcji na życzenie i brutalne policyjne akcje, kolejne kościelne afery z wykorzystaniem seksualnym, akcje masowej apostazji… Tak jakbyśmy brali udział w głosowaniu na najgorszą wiadomość.
Zauważam jak z każdym dniem w miejsce gniewu i niezgody pojawiają się u mnie coraz większe zniechęcenie, smutek i apatia. I że powoli zaczynam się im poddawać. Przygniata mnie zło, jakiego ten świat mi nie szczędzi. Każdemu z nas. Nie pamiętam takiego roku, nie przeżyłam żadnej wojny, więc to, co dzieje się dzisiaj – zwłaszcza w obszarach, na których mi zależy najbardziej – załamuje mnie. Nie wiem, dokąd zmierzamy.
Pociesza mnie widok wróbli i sikorek przylatujących masowo na mój balkon, po raz pierwszy w życiu zaczęłam wysypywać im ziarno. Mogę patrzeć na nie godzinami.
W Adwent wchodzę w takiej właśnie kondycji. Nie traktuję okresów liturgicznych magicznie, więc nie oczekuję żadnej zmiany rzeczywistości, być może będzie jeszcze gorzej. To czas dla mnie. Nie będzie polegał na rannej czekoladce wyjętej z kalendarza adwentowego (no dobrze, nie jestem dzieckiem, są też kalendarze dla dorosłych kobiet, a zamiast czekoladek wyjmuje się codziennie miniaturowy kosmetyk). Otrzymaliśmy w tym roku większy podarunek: zostaliśmy zwolnieni z zakupowego szaleństwa, z biegania po sklepach i kupowania milionów niepotrzebnych rzeczy, z tej totalnej przesady konsumenckiej. Od nas zależy, co z tym podarunkiem zrobimy. Ja zamierzam zbliżyć się do jedynego Pocieszyciela.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













