Logo Przewdonik Katolicki

Powrót do szkoły 2020

Bogna Białecka, psycholog
fot. Robert Stachnik/Reporter/EastNews

Inny niż wszystkie do tej pory, pełen pytań i wątpliwości. Jednak to spokój nas, dorosłych, jest kluczem do zdrowia psychicznego dzieci. Jak dobrze przygotować się na to, co przed nami?

Ośmioletnia Julka bardzo boi się powrotu do szkoły. Jest przekonana, że jak tylko dzieci zbiorą się w szkole, zaraz pozarażają się koronawirusem i umrą. Dziesięcioletnia Ania z kolei bardzo już tęskni za przyjaciółkami i panią wychowawczynią i nie może doczekać się powrotu do szkoły, nie myśli o wirusie. Piętnastoletni Bartek, który przez całe wakacje spotykał się z licznym gronem kolegów, ma podejście: „jakbyśmy się mieli pozarażać, to już dawno byśmy byli chorzy”.
Jak widać dzieci i młodzież mogą w bardzo różny sposób reagować na tę sytuację. Jak możemy im pomóc?

Ważne pytania
Każdy dorosły powinien się zastanowić nad kilkoma kluczowymi kwestiami: co rozumiemy przez zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i młodzieży w szkole? Czy myślimy wyłącznie o bezpieczeństwie fizycznym czy też emocjonalnym? Co jako dorośli możemy zrobić, by dzieci nie nabawiły się fobii społecznej wskutek rygoru sanitarnego? Czy możliwe jest wyegzekwowanie posłuszeństwa w zakresie przestrzegania rygoru sanitarnego bez wywoływania u dzieci i młodzieży toksycznego lęku przed zarażeniem?
Są to ważne pytania, gdyż dla części dorosłych kwestie bezpieczeństwa fizycznego stały się tak istotne, że są gotowi narazić dzieci na kalectwo emocjonalne, byle tylko nie zachorowały na koronawirusa. To nie jest zdrowe podejście, bo w przypadku szczególnie wrażliwych emocjonalnie dzieci może w rezultacie doprowadzić nawet do prób samobójczych. Choć brzmi to absurdalnie, lęk przed zarażeniem i śmiercią może doprowadzić do targnięcia się na własne życie, gdy człowiek, przekonany, że i tak umrze, woli mieć to już za sobą. W mniej drastycznych okolicznościach wrażliwa emocjonalnie młodzież i dzieci mogą rozwinąć różnego typu nerwice, łącznie z nerwicą natręctw.

Na co zwrócić uwagę?
W wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym wiele dzieci przeżywa rozwojowy lęk przed chorobą i uszkodzeniami fizycznymi. W normalnych warunkach lęk ten z czasem zanika. Jednak wystarczy ten lęk podtrzymać i spotęgować, by uzyskać efekt dziecka stroniącego od innych ludzi, obsesyjnie odkażającego i myjącego ręce i zakrywającego non stop twarz maseczką. Oznacza to, że szczególnie wobec mniejszych dzieci dorośli powinni być nader delikatni w przekazie.
Należy też zdawać sobie sprawę z hiperracjonalizmu nastolatków. Termin ten oznacza myślenie dosłowne, konkretne, tu i teraz. Hiperracjonalny nastolatek widząc konkretne, namacalne w danej chwili korzyści, odrzuca jako nieistotne oddalone w czasie potencjalne negatywne konsekwencje. Typowy przykład – chłopak przebywający w gronie pijących alkohol przyjaciół, mimo iż doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji upijania się, np. kaca, włącza się do wspólnego picia. Natychmiastowa korzyść: stan upojenia, poczucie przynależności do grupy, duma z podjęcia „wyzwania”, adrenalina związana z łamaniem zasad i możliwością zostania przyłapanym – wszystko to przeważa nad bardziej odległymi w czasie negatywnymi konsekwencjami. Co dopiero mówić o sytuacji, gdy większość z nas nie zna nawet osobiście nie tylko nikogo, kto by umarł na koronawirusa, ale nawet ciężko go przechorował. W tym momencie zagrożenie może wydawać się tak odległe i abstrakcyjne, że niewarte poświęcenia np. bliskich kontaktów towarzyskich.
Oczywiście nie wszystkie nastolatki reagują w ten sposób, jednak z kolei wśród młodzieży wrażliwej emocjonalnie, z niskim poczuciem własnej wartości, będą potęgować się zachowania lękowe i tendencja do izolacji społecznej, co jest niezdrową skrajnością.
Musimy też pamiętać, że dzieci i młodzież zarażają się emocjami dorosłych. Spanikowany dorosły, żyjący od miesięcy na krawędzi załamania nerwowego czy zażywający różnego typu środki uspokajające, by normalnie funkcjonować, będzie zarażać swym lękiem swoje dzieci.

Spokój dorosłych kluczem do zdrowia psychicznego dzieci
W lipcu w czasopiśmie naukowym „Pediatrics” ukazała się niezwykle ważna analiza, opublikowana pod tytułem COVID-19 Transmission and Children: The Child Is Not to Blame. Autorzy – Benjamin Lee i William V. Raszka – przeanalizowali dostępne badania naukowe dotyczące przenoszenia Covid-19 przez dzieci i młodzież. Sam tytuł artykułu mówi wszystko: Transmisja COVID-19 a dzieci: dziecko nie jest winne. Osoby do 18. roku życia są częścią populacji najmniej podatną na infekcję i same w niewielkim stopniu ją rozprzestrzeniają.
Podczas wirtualnego spotkania wielkopolskiego kuratora oświaty z dyrektorami szkół i placówek Jadwiga Kuczma-Napierała, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu, zapewniła: „Sytuacja epidemiologiczna na terenie województwa wielkopolskiego jest stabilna, nie ma się czego obawiać”. Dyrektor przypomniała, że na 225 tys. testów wykonanych w Wielkopolsce tylko 2 proc. wykazało zakażenia, a z kolei zakażenie nie jest jednoznaczne z zachorowaniem. Choruje z zakażonych też niewielki procent, z tego jeszcze mniejszy wymaga hospitalizacji. Zapewniła też, że analogicznie wygląda sytuacja na terenie całego kraju. Z kolei według danych z Ministerstwa Zdrowia na 27 sierpnia koronawirus był oficjalną przyczyną śmierci 1994 osób w Polsce. Najmłodsze ofiary śmiertelne to 18-letni mężczyzna i 18-letnia kobieta, oboje z chorobami współtowarzyszącymi. Wśród ofiar śmiertelnych na całą Polskę w ciągu 6 miesięcy znalazło się zaledwie 25 osób w wieku poniżej 40 lat. Oczywiście może pojawić się wątpliwość, czy to nie właśnie dzięki zamknięciu szkół, natomiast wystarczy przypomnieć sobie zatłoczenie i zabawy na dowolnej plaży, basenie, placu zabaw w wakacje bieżącego roku, by zdać sobie sprawę, że w szkole rygor sanitarny będzie o wiele ściślejszy.
Nie chodzi mi oczywiście o przekonywanie, że wszystko jest super i na pewno nic się nie wydarzy, jednak dla bezpieczeństwa emocjonalnego naszych dzieci musimy popatrzeć na nową sytuację edukacyjną ze spokojnej, nieprzesyconej panicznym lękiem perspektywy.

Jak pomóc dziecku poradzić sobie z lękiem?
Osobiście polecam bardzo dobrą, wydaną przez Wydawnictwo Świętego Wojciecha książkę Małgorzaty Taraszkiewicz i Zofii Nalepy Jak wspierać dzieci w kryzysie? Poradnik dla rodziców nie tylko na czas globalnej pandemii. Zawiera ona przystępnie napisane omówienie reakcji emocjonalnych dziecka na sytuację kryzysu i konkretne pomysły, jak pomóc mu sobie z tym poradzić [obszerna rozmowa z Małgorzatą Taraszkiewicz na ten temat ukazała się w „Przewodniku” nr 32/2020 – przyp. red.]. Oprócz wielu cennych spostrzeżeń autorki zwracają też uwagę na drobiazg, o którym prawdopodobnie mało kto z nas myślał, jednakowoż ważny: „Mózg ludzki skanuje nastawienie drugiej osoby, analizując układ: oczy i okolice ust. Twarze zasłonięte maseczkami (białymi, szpitalnymi, czarnymi) kreują atmosferę niebezpieczeństwa”(s. 71). Autorki sugerują zatem, by gdy zakrywanie nosa i ust jest wymagane, wykorzystywać maseczki uszyte z kolorowych, wzorzystych, przyjaznych tkanin. Niestety, pozostaje cały czas problem zasłoniętej większości twarzy. Pewnym rozwiązaniem jest używanie przezroczystych przyłbic w kontaktach z dziećmi.
Ważne jest też, jak tłumaczymy dzieciom rygory sanitarne, które napotkają w szkole. Gwarancją produkowania zaburzeń emocjonalnych jest manipulowanie poczuciem winy czy lękiem, czyli argumenty typu: „Jak nie będziesz się stosować do zaleceń, pozarażasz innych i przez ciebie poumierają lub ciężko się pochorują”. Odwołujmy się do argumentacji pozytywnej: „Jeżeli chcesz uczyć się w szkole, a nie zdalnie, chcesz spotykać kolegów koleżanki, musimy przestrzegać rygoru sanitarnego”. Z prowadzonych przeze mnie rozmów z dziećmi i nastolatkami w czasie wakacji – najbardziej spragnieni są właśnie powrotu do kontaktów twarzą twarz z kolegami, a często też z nauczycielami.
Z własnych obserwacji mogę dodać, że warto (szczególnie w przypadku dzieci poniżej 13. roku życia) śledzić historie, które przekazują sobie – czy ustnie, czy przez media społecznościowe. Dzieci bardzo przejmują się tzw. creepy pastami, czyli czarnymi legendami. O klasycznej czarnej legendzie – czarnej wołdze porywającej dzieci – większość z nas chyba w dzieciństwie słyszała. Internet sprzyja rozprzestrzenianiu się takich opowieści, a wiele osób, niestety też dorosłych, ma tendencję do dawania wiary niesprawdzonym, a budzącym emocje historiom. Uczmy siebie oraz nasze dzieci umiejętności weryfikowania informacji. Polecam w tym zakresie na przykład materiały przygotowane przez Fundację Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii na stronie pytam.edu.pl: „Jak demaskować fałszywe wiadomości?”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki