Jakieś dwa tygodnie temu wracałem z krótkiego wypoczynku w Kazimierzu Dolnym. Jeżdżę tam, kiedy mogę – na dwa, trzy dni, w środku tygodnia, żeby uniknąć największych tłumów. Za każdym razem czeka mnie w obie strony podróż busem, małym i dusznym. W takim wnętrzu łatwo sobie przypomnieć, że jest pandemia.
Za każdym też razem moją uwagę przykuwały osoby, które podróżowały bez maseczki, czasem to była jedna piąta pasażerów, czasem jedna trzecia. Nigdy większość, a przecież liczba wystarczająca, aby ludziom obawiającym się zarażenia zmącić spokój. Tym razem doszło jednak do znamiennej sytuacji. Prowadziła pani kierowca pod napisem wzywającym do noszenia maseczek. Pewien człowiek spytał ją przy wsiadaniu, czy musi ją założyć. Pokręciła głową. Usiadł blisko mnie. Dyszał bez maski.
Zawsze wypowiadałem się z powściągliwością o konsekwencjach pandemii. Od mądrzenia się mieli być lekarze, a nie ja. Wedle moich własnych kryteriów nie byłem ani panikarzem, ani hucpiarzem. Ale przestrzegałem przepisów, choćby czasem bywały nielogiczne. Dziś obserwuję z zaciekawieniem, choć i z pewną obawą, zmianę nastrojów. Od wywołanego przez rząd lęku przeszliśmy do prawie ostentacyjnej niefrasobliwości. W mediach potężne relacje o COVID zostały zamienione na wzmianki pod sam koniec programów informacyjnych czy na dalszych stronach gazet.
I trochę to rozumiem. Wtedy dzięki strachowi opanowaliśmy najgorsze. Potem trzeba było dać wytchnienie gospodarce, a przy okazji ludziom. Ale odnotowuję nie tylko niepokój przed tak zwaną drugą falą na jesieni, ale i komunikaty, że pogarsza się już teraz. Nawet one wypowiadane są jednak tonem niemal beznamiętnym. Takim, żeby nie popsuć wakacyjnej sielanki. Co będzie po niej?
I znowu, zasadniczo to akceptuję. Nie potrafię zrozumieć jednego. Dlaczego w tym przejściowym okresie nie można egzekwować tych niewielu ograniczeń, które pozostały? Jeśli zaczęliśmy się ruszać, jeździć po kraju, maseczki w pociągach czy autobusach to minimum.
Nie pojmuję, dlaczego w centrach handlowych ochroniarze, sami w maseczkach, odwracają wzrok na widok klientów, którzy ich nie noszą. Choć cały czas nadawane są komunikaty wzywające do noszenia, do odstępów. Albo dlaczego w Kazimierzu w okienku, gdzie sprzedaje się najlepsze lody, obsługują panienki bez niczego na twarzy. Pochylają się nad moimi lodami, a ja się zastanawiam, jakie są granice beztroski.
W apogeum epidemii byłem przeciw skrajnym ekscesom nagle wysłanej na ulice policji, karzącej za byle co, bez elementarnej logiki. Rząd chwilami uprawiał publicystykę, nie umiejąc objaśnić, czym się różni krótki dozwolony spacer od dłuższego, którego warto unikać (bo dostanie się mandat). A teraz pytam chwilami, gdzie jest policja czy straż miejska? Jeden, dwa rajdy po środkach komunikacji czy po centrach handlowych – i chyba Polacy by się nauczyli, przychodzi mi do głowy. Chociaż nie jestem rygorystą szukającym w policji głównej recepty na społeczne potrzeby.
Rząd bywał podejrzewany o to, że uchyla restrykcje najszybciej jak się da, żeby przeprowadzić wybory i ewentualnie w nich wygrać (co się zresztą stało). Może to był zasadniczy motyw, a może nie. Inne kraje też postępowały na oślep podobnie. Teraz jednak tłucze mi się po głowie niedobra myśl, że miotamy się nadmiernie, od ściany do ściany. Byliśmy zdyscyplinowani aż do paraliżu. Teraz powracamy do stereotypu Polaka beztroskiego, patrzącego na odległość swego nosa. Możliwe, że pewne odreagowanie było narodowi potrzebne. Ale stanowczo zaszliśmy z tym zbyt daleko – kosztem zdrowego rozsądku, który wcale nie wymaga aż paniki.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













