Logo Przewdonik Katolicki

Księża na walizkach

ks. Artur Stopka
fot. Hannes Mallaun/Adobe Stock

Temat przenosin księży najczęściej pojawia się w okolicach wakacji. O co faktycznie chodzi w zmianach personalnych w diecezjach? Jak to rzeczywiście działa?

Zazwyczaj odbywa się to spokojnie. Wierni się przyzwyczaili, że tak jest i choć bywa im smutno, a nawet odczuwają zawód i rozczarowanie, to jednak godzą się z zapadającymi decyzjami. Ale czasami emocje mocno dochodzą do głosu. Ludzie mają wrażenie, że tracą kogoś, kto jest dla nich ważny. Kto zajmuje istotne miejsce w ich życiu. Czasami nawet w desperacji zadają pytanie na internetowym forum: „Jak nie dopuścić do przenosin księdza?”. Odpowiedzi, jakie otrzymują, trudno uznać za satysfakcjonujące.

Po wysłuchaniu?
Ks. Tadeusz Pawluk w swoim komentarzu do Kodeksu prawa kanonicznego wyjaśnia, że ustanowienie wikariuszy parafialnych stało się następstwem terytorialnego i liczebnego wzrostu parafii oraz związanego z tym zwiększania się obowiązków pasterskich proboszcza. Początkowo dobierali ich sobie do współpracy sami proboszczowie. Jeszcze Sobór Trydencki (1545–1563) nakazywał biskupom troskę o to, aby proboszczowie korzystali z pomocy wikariuszy, jeśli sami nie są w stanie poradzić sobie z obowiązkami. Jednak stopniowo wytworzył się zwyczaj, że biskup sam dostrzegał potrzebę wikarego w jakiejś parafii i z własnej inicjatywy go tam wysyłał.
Kodeks prawa kanonicznego z roku 1917 (obecnie obowiązuje ten promulgowany przez św. Jana Pawła II w 1983 r.) usankcjonował tę biskupią praktykę, jednak nakazywał wysłuchanie zdania proboszcza. Obecnie obowiązujący KPK stwierdza, że wikariusza parafialnego swobodnie mianuje biskup diecezjalny, po wysłuchaniu, jeśli to uzna za pożyteczne, proboszcza lub proboszczów parafii, dla których go się ustanawia, a także dziekana. Łatwo dostrzec, że prawo kościelne przy mianowaniu i odwoływaniu wikariuszy parafialnych nie wymaga opinii wiernych świeckich. Co nie znaczy, że oni swojego zdania w tej materii nie mają.

Tymczasowość
Wikarzy kojarzą się z tymczasowością. Z góry wiadomo, że przychodzą do parafii na jakiś mniej lub bardziej krótki okres. Panuje przekonanie, że nie pojawiają się po to, aby zagrzać miejsce, nawiązać długotrwałe relacje z parafianami, stworzyć jakieś dzieło, które przetrwa długie lata. To wszystko wiązane jest z proboszczem. To o nim Kodeks prawa kanonicznego mówi, że powinien „cieszyć się stałością i dlatego ma być mianowany na czas nieokreślony” (kan. 522). Co prawda wikariusze zazwyczaj też otrzymują dekrety bez podania daty, do kiedy obowiązują (do odwołania), jednak w ich przypadku nie oznacza to obietnicy stabilności. Raczej podkreśla dyspozycyjność i posłuszeństwo. W wielu diecezjach przyjęło się, że pobyt wikariusza w parafii trwa dwa lub trzy lata. Nie jest to żelazna reguła. Niejednokrotnie zdarza się, że nowe dekrety otrzymują po roku. Choć bywają także sytuacje, że pozostają w parafii cztery, pięć, a czasem nawet osiem czy dziesięć lat.

Półtora roku
Do pewnej dość dużej parafii przez całe lata trafiali wikariusze, którzy z różnych powodów w swych działaniach ograniczali się tylko do pewnego minimum. Nie tylko nie tryskali pomysłami, ale również z dużymi oporami podchodzili do rozmaitych inicjatyw zgłaszanych przez parafian. Parafia funkcjonowała, jednak przypominała trochę maszynę działającą siłą rozpędu, a trochę sprawny urząd ściśle stosujący się do obowiązujących reguł. Niespodziewanie pojawił się w niej nowy wikariusz, pełen entuzjazmu i chęci do realizowania nawet bardzo śmiałych pomysłów. Szybko można było zauważyć zmiany w parafii. Schorowany proboszcz nie krył radości. Parafianie garnęli się do najróżniejszych działań.
Tak było przez półtora roku. Nagle w czasie zimowych ferii właśnie ten wikariusz został przeniesiony przez biskupa do innej parafii, na drugim końcu diecezji. Na jego miejsce przyszedł znów „minimalista”. Nawet nie chodziło o złą wolę. Po prostu był tego typu człowiekiem, który nie był w stanie przejąć i kontynuować zapoczątkowanych przez jego poprzednika inicjatyw.

Dobry zespół
W innej diecezji latami trwał problem z pewnym proboszczem o dość trudnym charakterze. Niektórzy jego wikarzy już po trzech miesiącach prosili biskupa o przeniesienie, ale zwykle wytrzymywali jakoś jedenaście miesięcy i dopiero wtedy odchodzili. W którymś roku do tej właśnie parafii trafił młody ksiądz, zaledwie trzy lata po święceniach. Ku zdumieniu parafian zaskakująco szybko potrafił się dogadać z proboszczem. Stworzyli bardzo dobry zespół, parafia odżyła.
Gdy mijały trzy lata wierni z niepokojem czekali na rozwój wydarzeń. Rozważali nawet zorganizowanie petycji i delegacji do biskupa z prośbą o pozostawienie wikarego na jakiś dłuższy czas, ale ostatecznie zrezygnowali z tego pomysłu. Nie bez powodu. Okazało się, że proboszcz, świadom własnych ułomności, pojechał do biskupa z prośbą o pozostawienie wikarego na dłuższy czas. Nie wiadomo dokładnie, jakich użył argumentów, ale jego misja okazała się skuteczna. Ostatecznie ten wikariusz pozostał w parafii aż osiem lat. Co ciekawe, jego następca również znalazł wspólny język z proboszczem.

Głos świeckich
Obydwie historie pokazują, jak istotne jest przy mianowaniu wikariuszy parafialnych rozeznanie sytuacji w konkretnej parafii. Wskazują na coś jeszcze. Widać w nich, jak ważne jest, by przy podejmowaniu decyzji o skierowaniu księdza do tej a nie innej parafii brano również pod uwagę wiedzę na temat jego predyspozycji, możliwości, charakteru, nawet zainteresowań. Zapewne charyzmatyczny duszpasterz dzieci i młodzieży poradzi sobie i zrobi sporo dobrego w starzejącej się parafii, na terenie której nie ma ani jednej szkoły. Pytanie jednak, czy nie byłoby lepiej, gdyby trafił do parafii pełnej młodych rodzin, a jego miejsce zajął ktoś lepiej przygotowany (także mentalnie) do duszpasterstwa ludzi starszych i chorych.
To oczywiste, że biskup prowadzący w swej diecezji „politykę personalną” z założenia kieruje się dobrem lokalnego Kościoła, parafii, wiernych, a także księży. W praktyce jednak niejednokrotnie problemem okazuje się brak wystarczającej wiedzy, a czasami wręcz podstawowych informacji. Zarówno o aktualnych potrzebach parafii, jak i o talentach, ale też o słabościach księży. Są diecezje, w których biskup przed podjęciem decyzji o skierowaniu do kolejnej parafii rozmawia z wikariuszami i proboszczami. Nie wiadomo w ilu przypadkach przy wypisywaniu dekretów uwzględniany jest również głos świeckich parafian (np. z Rady Parafialnej lub istniejących w parafii grup). Taki głos mógłby się okazać bardzo pomocny. Żyjemy w czasach wielkich i szybkich przemian.

Nie tylko wikariusze
Zdarza się na przykład, że w ciągu zaledwie kilku lat rolnicza parafia zamienia się w osiedle zamieszkałe przez tych, którzy w poszukiwaniu zdrowszego powietrza, ciszy i spokoju wyprowadzili się z pobliskiego dużego miasta. Potrzebni są w tym miejscu duszpasterze o innym niż dotychczas potencjale. Dotyczy to zresztą nie tylko wikariuszy. Niejednokrotnie przyspieszona przemiana wspólnoty powoduje konieczność posłania do niej innego proboszcza.
To również coraz częstsze zjawisko – zmiany proboszczów. Na przykład w tym roku w archidiecezji poznańskiej ogłoszono, że prawie trzydziestu duszpasterzy podejmie się opieki nad innymi niż dotąd wspólnotami parafialnymi. Również w innych diecezjach w Polsce można zaobserwować podobne tendencje. Co prawda nie mamy do czynienia z rozważaną całkiem poważnie kilkanaście lat temu przez Konferencję Episkopatu Polski kadencyjnością proboszczów, jednak coraz częstsza jest świadomość, że obejmujący parafię proboszcz niekoniecznie doczeka w niej emerytury.
Do klasyki przeszło wyjaśnienie, jakie w sprawie przenoszenia księży przedstawił wiele lat temu abp Józef Michalik. Powiedział: „Księża są jak kwiaty. Trzeba je czasem przesadzać, aby kwitły. Ale trzeba to robić z troską”. To obrazowe ogrodnicze porównanie nie obejmuje jednak całości problemu. W przenoszeniu katolickich duchownych z miejsca na miejsce nie chodzi tylko o to, aby trafili na dobrą glebę, gdzie rozkwitną. Ważne jest też, jaki będzie owoc tych przenosin. Aby również parafie, do których trafiają, rozkwitały i nabierały duchowych rumieńców. Istotą skierowania konkretnego księdza do konkretnej wspólnoty jest przecież posłanie, misja, której źródłem jest sam Zbawiciel, Jezus Chrystus. Czy nie to właśnie uzasadnia całkiem przecież częste przenoszenie biskupów, a nawet arcybiskupów, z jednej diecezji do drugiej?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki